Zamknięta cisza
Wszystko zaczyna się od smutnych, pustych korytarzy i schodów. Unoszący się w powietrzu zapach i otaczający półmrok stanowią wstęp. Droga prowadzi do drzwi bez klamki, otwieranych tylko z zewnątrz.
Za drzwiami jest kolejny korytarz, podobny do poprzednich. Wszędzie pełno jest niewielkich pomieszczeń w których stoją łóżka. Na łóżkach zaś leżą ludzie. Nie ruszają się, całymi dniami śpią. Czasem budzą się, głównie w nocy. Są wychudzeni i słabi.
Nieliczni chodzą po korytarzu, powolnymi krokami, wpatrując się pustym wzrokiem w podłogę albo ściany. Nie odzywają się. Czasem, choć rzadko, ktoś z tych ludzi- z reguły jest to młody człowiek- biega po korytarzu krzycząc i śmiejąc się. Mimo to ten śmiech wywołuje jedynie smutek.
"Uwięzieni" ludzie nic nie chcą- jeść, pić. Nie zależy im na życiu. Nie martwią się o wygląd. Nie martwią się o przyszłość ani teraźniejszość. Nie rozumieją pojęcia "samopoczucie"- są otępieni.
Czasem spotykają się z bliskimi. Wszystko,co usłyszą, przyjmują spokojnie do wiadomości- jeśli w ogóle słuchają. Czasem cień zainteresowania objawia się wypowiedzeniem "tak?", lecz bez przekonania. Rozmowa z nimi przypomina monolog.
Tak naprawdę nie chcą nikogo widzieć. Gdy dłużej z nimi rozmawiasz, robią się niecierpliwi- i to chyba jedyna pozostałość z ich normalnego, "minionego" życia.
Przychodząc tu, stracili wszystko, tak materialnie jak i duchowo. W przenośni i dosłownie. Niektórzy już nigdy nie wrócą "do rzeczywistości", zostaną w ciemnych korytarzach na zawsze. Prześpią całe życie, chcąc jedynie by nikt nie otwierał okien w sali.
Jeśli uda sie im wyzdrowieć, raczej będą chcieli zapomnieć o przeszłości spędzonej tutaj.
Można by powiedzieć, że to wszystko to scenariusz do filmu s-f.
Albo dobry grunt pod dramat psychologiczny.
Lecz to nie jest fikcja.
Nie tak sobie to wyobrażałem, ale...
...ale tak właśnie wygląda szpital psychiatryczny.
Marmach
marmach@polbox.com
GG: 2175350