|
To, co się nie stało, miało trwać wiecznie. To co się stało, to już całkiem inna tragedia, która, nie wiedzieć czemu stała się dalszą historią wszystkich, już dawno zapomnianych opowieści. Zwykli ludzie odeszli od zwykłych zdarzeń, aby nie stać się ich częścią. Aby uniknąć odpowiedzialności za to wszystko, co nie nastąpiło. Winni stali się świętymi... a niewinni... nigdy nie pogodzą się ze swoim losem. Ci co przeżyli wiele z tych niezapomnianych przygód nigdy nie stali się historią. Ja jednak pamiętam o tych, o których wy nigdy nie wspomnicie słowem. Tych, którzy chcieli być tacy jak wy, a wy o nich zapomnieliście. Ludzie odeszli. Rozeszli się nawzajem. Z własnej lub cudzej winy. Nie. Nie winię was za to. Jednak nigdy nie poczujecie tego co czuje człowiek, kiedy wszyscy odchodzą. Kiedy czas zmierza w złą stronę, a jedyna nadzieja jaką mają, to oni sami. I nikt więcej. Nie chcę was potępiać, ponieważ to oni dokonali wyboru. Oni uwolnili was od siebie. Dali wam szansę zapomnieć. Ja nigdy ich nie zapomnę, kiedy wy staliście się słabi i mali by pamiętać. Czas, który mieli nie należał do nich i nie mieli prawa go wykorzystać. Ale dali z siebie wszystko, by wam go nie zmarnować. Marnowali swój własny czas. Nie. Nie specjalnie. Lecz czas nieustannie przelatywał im przez palce. Nie mogli tego powstrzymać, bo to nie było w ich mocy lecz waszej. Wy nie umieliście ich obronić. Jacy mali jesteście i biedni. Oni jeszcze mniejsi. Bezbronni. Chcieli być dla was. Tylko dla was. Nie daliście im szansy. Wyrzuciliście w kąt. Zapomnieliście o sobie. O tym, czego pragniecie dla nich i dla siebie. Życie to nie było tylko wasze, lecz wspólne. Nie oddaliliście ich od zguby, choć mogliście uratować. To tak niewiele szczęścia dla nich. Nie mieliście odwagi. Nie, to co innego. Zabrakło wam miłości...
|
|||