|
Qarer przedstawia... |
||
|
Obojętność
. Więc
przeżyłem i ja taka "tragedię" czyli wiem co to znaczy ale
dalej im jakoś za bardzo nie współczuje. Pomyślicie, jestem człowiekiem
bez serca, no właśnie i tu się bardzo mylicie. Ja naprawdę jestem człowiekiem
wrażliwym na ból i cierpienie, gdy widzę choćby zabitego psa (może
nie najlepszy przykład, ale) lezącego koło drogi nigdy nie patrzę na
niego obojętnie, często wyobrażam sobie go żywego, biegającego
odczuwającego w pieski sposób radość z życia, a następnie znowu
widzę to co z niego zostało i tak codziennie jadąc autobusem na
uczelnie widzę go i myślę dlaczego nikt się nim nie interesuje,
niech chociaż któryś z mieszkańców weźmie łopatę i go zakopie,
nic totalna obojętność. Wiem dla niektórych takie zwierze jak pies
jest niczym. Kiedyś gdzieś w jakiejś dziurze (gdzie diabeł mówi
dobranoc) usłyszałem wszystko na temat dobrego psa: Dobry bo sceka! A
pies ten wyglądał jakby co najmniej miesiąc nie jadł, cóż dziki
kraj, dzikie obyczaje. Coś
zszedłem z tematu, ale już wracam do głównego wątku, a więc
dlaczego jestem obojętny na to co przydarzyło się moim sąsiadom, może
to wpływ dzisiejszego zwariowanego świata w którym uczucia schodzą
na drugi plan nie to nie to jeszcze nie wpadłem w ten wir obłudy gdzie jedyna
wartością jest pieniądz. Sam nie wiem choć coś mi zaczyna świecić
w tym pustym łebku i myślę, że to ma głębsze korzenie. Obojętność
tak, ludzie stają mi się obojętni, ci których nie znam, nie
interesują mnie ich problemy. Nie interesują mnie bezrobotni, rolnicy,
wiecznie pokrzywdzeni przez los siedzą tylko pod sklepami i
popijając piwo ubolewają jak to wszyscy się na nich uwzięli, a tak
naprawdę to im się dupy nie chce ruszyć żeby cos zrobić, wychowani
jeszcze w tamtym systemie, żyją sobie i czekają aż wszyscy z lewa i
prawa zaczną im kasę dawać. Uważają się za największych panów
tego świata. Coś o tym wiem bo przyszło mi mieszkać na wsi, na szczęście
w ewidentnie nie rolniczej rodzinie. I znowu się rozpisałem. Myślę
że ta obojętność do ludzi wiąże się stąd ze przez całe życie
przeżywałem różnego rodzaju upokorzenia tu od razu mówię nie
jestem oszpecony przez naturę albo cos, wręcz przeciwnie jestem dosyć
przystojnym facetem ale mam jedna jedyna wadę przez która przez cała podstawówkę
cierpiałem katusze, byłem wyśmiewany, pseudokoledzy żartowali ze
mnie na każdym kroku (trochę uogólniam, było trochę fajnych kumpli
z którymi utrzymuje kontakt do dziś) już wiecie jaka to wada, Nie? Byłem
po prostu gruby, czyli inny niż wszyscy. i to nie byłem jakimś
tam czołgiem, nawet należałem do najlepszych w klasie w piłkę nożna,
kosza czy siatkę (w liceum zresztą też, ale to już inna historia) lecz po prostu byłem inny! (Cud się stał, zdałem!!!!!!!!!!!!!)
Qarer (qarer@poczta.fm)
P.S. Nudzisz się? Napisz! P.S. Aha, z góry przepraszam za interpunkcję. Zawsze miałem z nią kłopoty :)) P.S. Do miłego... . 24.06.2003 21:10
|