Qarer przedstawia...

 
 

 

Obojętność



     Tak sobie siedzę w domciu i popijam herbatkę, to nic że godzinkę temu przez moją miejscowość przeszło coś w stylu trąby powietrznej, już jestem spokojny, tylko od czasu do czasu mój spokój zakłócają syreny wozów strażackich. Pewnie znowu kogoś zalało albo gorzej zniszczyło dom, ale czy tak naprawdę mnie to interesuje? Myślę, że tak ale bardziej z ciekawości, jakoś nie współczuje tym ludziom, pewnie jak mi się coś takiego przydarzy, zaraz przecież ja już coś takiego przeżyłem, przecież mój dom stracił kawałek zadaszenia, świerki (chyba trzydziestoletnie) położyły się jak zapałki. No właśnie moje kochane drzewka bardzo je lubiłem, przez okno zawsze rano ich gałązki zaglądały nieśmiało do mojego pokoju i przyszedł ten diabelski wiatr i tak jakby delikatnie położył je na ziemi, na ziemi z której wyrosły. 

.

Więc przeżyłem i ja taka "tragedię" czyli wiem co to znaczy ale dalej im jakoś za bardzo nie współczuje. Pomyślicie, jestem człowiekiem bez serca, no właśnie i tu się bardzo mylicie. Ja naprawdę jestem człowiekiem wrażliwym na ból i cierpienie, gdy widzę choćby zabitego psa (może nie najlepszy przykład, ale) lezącego koło drogi nigdy nie patrzę na niego obojętnie, często wyobrażam sobie go żywego, biegającego odczuwającego w pieski sposób radość z życia, a następnie znowu widzę to co z niego zostało i tak codziennie jadąc autobusem na uczelnie widzę go i myślę dlaczego nikt się nim nie interesuje, niech chociaż któryś z mieszkańców weźmie łopatę i go zakopie, nic totalna obojętność. Wiem dla niektórych takie zwierze jak pies jest niczym. Kiedyś gdzieś w jakiejś dziurze (gdzie diabeł mówi dobranoc) usłyszałem wszystko na temat dobrego psa: Dobry bo sceka! A pies ten wyglądał jakby co najmniej miesiąc nie jadł, cóż dziki kraj, dzikie obyczaje. 
.

Coś zszedłem z tematu, ale już wracam do głównego wątku, a więc dlaczego jestem obojętny na to co przydarzyło się moim sąsiadom, może to wpływ dzisiejszego zwariowanego świata w którym uczucia schodzą na drugi plan nie to nie to jeszcze nie wpadłem w ten wir obłudy gdzie jedyna wartością jest pieniądz. Sam nie wiem choć coś mi zaczyna świecić w tym pustym łebku i myślę, że to ma głębsze korzenie. Obojętność tak, ludzie stają mi się obojętni, ci których nie znam, nie interesują mnie ich problemy. Nie interesują mnie bezrobotni, rolnicy, wiecznie pokrzywdzeni przez los siedzą tylko pod sklepami i popijając piwo ubolewają jak to wszyscy się na nich uwzięli, a tak naprawdę to im się dupy nie chce ruszyć żeby cos zrobić, wychowani jeszcze w tamtym systemie, żyją sobie i czekają aż wszyscy z lewa i prawa zaczną im kasę dawać. Uważają się za największych panów tego świata. Coś o tym wiem bo przyszło mi mieszkać na wsi, na szczęście w ewidentnie nie rolniczej rodzinie. I znowu się rozpisałem.
.

Myślę że ta obojętność do ludzi wiąże się stąd ze przez całe życie przeżywałem różnego rodzaju upokorzenia tu od razu mówię nie jestem oszpecony przez naturę albo cos, wręcz przeciwnie jestem dosyć przystojnym facetem ale mam jedna jedyna wadę przez która przez cała podstawówkę cierpiałem katusze, byłem wyśmiewany, pseudokoledzy żartowali ze mnie na każdym kroku (trochę uogólniam, było trochę fajnych kumpli z którymi utrzymuje kontakt do dziś) już wiecie jaka to wada, Nie? Byłem po prostu gruby, czyli inny niż wszyscy. i to nie byłem jakimś tam czołgiem, nawet należałem do najlepszych w klasie w piłkę nożna, kosza czy siatkę (w liceum zresztą też, ale to już inna historia) lecz po prostu byłem inny!
I te lata właśnie w dużym stopniu zaważyły na moim życiu, przez te lata stałem się dzieckiem zamkniętym w sobie, wręcz bardzo nie śmiałym omijającym tłumy i tak niestety zostało mi do dziś z lekką poprawa, dzięki latom spędzonym w liceum, naprawdę wszystkim takiej klasy życzę, aktualnie na studiach też jest bardzo przyjemnie ale uraz z młodości (wczesnej) pozostał.
W ten sposób właśnie odczuwam do dziś jakąś złość do wszystkich ludzi tych winnych i nie winnych. i właśnie dlatego są oni mi obojętni, ale to oni (społeczeństwo) spowodowali że taki jestem.
.
Choć ostatnio poznaje ludzi, dzięki którym pomalutku odzyskuje zaufanie do społeczeństwa. Między innymi czytanie AM sprawia, że czuję się lepiej wiedząc, że na tym świecie żyją jeszcze wspaniali ludzie, którzy czują i widzą całą krzywdę na tym świecie, którzy nie zostali wciągnięci przez ciemne szpony dzisiejszego dziwnego świata (trochę wazeliny nie zaszkodzi :)). W młodzieży nadzieja, że odmienią ten świat i stworzą inny lepszy, choć czasem jak czytam komentarze w Internecie to mam duuuże obawy (wystarczy np. poczytać na ig komentarze na temat nowego CD-A, chociaż ostatnio jest z tym lepiej). 

Pamiętajcie, jeśli widzicie kogoś kto jest inny niż wy to nie śmiejcie się z niego, nie dokuczajcie mu, bo nawet nie wiecie jaka krzywdę mu czynicie.

To by było tyle, smętny art, ale jak wracasz z egzaminu i czujesz po kościach, że będzie ciężko i sesja poprawkowa pojawia się na horyzoncie ( taka wpadka i to na ostatnim egzaminie) to nic miłego człowiekowi do głowy nie przychodzi. 

Mam nadzieję, że jednak stanie się cud i zdam ten egzamin :))

(Cud się stał, zdałem!!!!!!!!!!!!!)

 

 

 

Qarer  (qarer@poczta.fm)

 

 

P.S. Nudzisz się? Napisz!

P.S. Aha, z góry przepraszam za interpunkcję. Zawsze miałem z nią kłopoty :))

P.S. Do miłego...

.

24.06.2003  21:10