Wierzyć, ufać, mieć nadzieję
Ostatnio dużo czasu poświęcałem na różne rozmyślania. O sobie, o moim życiu; o tym, co chcę w moim życiu osiągnąć i o tym, czego oczekuję od życia. Myślałem o tym, w co wierzę, badałem w swoich myślach swoje nadzieje, zastanawiałem się, po co właściwie ufam.
Od najmłodszych już lat życia zdawało mi się, że wierzę w Boga. Właśnie, zdawało mi się. Wierzyłem w to, co powiedział ksiądz i katechetka. Wyobrażałem sobie niebo jako wspaniałe miejsce, jako kraj dobrobytu i dobra, wydawało mi się, że jestem na dobrej drodze, aby osiągnąć życie wieczne. Przez te kilka lat moja wiara gwałtownie się zmieniła. Nie wiem, czy jestem zdolny, aby wytrzymać spotkanie z Nim, nie wiem czy zdołałbym przeżyć jego spojrzenie na moim ciele. Perspektywa życia wiecznego zaczęła mnie trochę przerażać. No bo przecież co to za życie, jeśli w pewnym momencie dowiesz się już wszystkiego, co chciałeś wiedzieć, zobaczysz wszystko, co chciałeś zobaczyć. Chcę jednak wierzyć w to, że niebo jest piękne, że jest choć odrobinę podobne do życia tutaj, na ziemi, bo inaczej chyba bym skonał. Skonać w niebie? Czy to jest w ogóle możliwe? Najpierw trzeba tam trafić. W to też wierzę. To jest jedyna okazja (tak mniemam), aby spotkać mojego dziadka, zmarłego dziesięć lat temu. Wszystko, co miłego pamiętam z dzieciństwa wiąże się właśnie z jego osobą. Nie mam praktycznie żadnych innych dobrych wspomnień. Nie wiem, czemu Pan zabrał go tak wcześnie z tego świata, ale wierzę w to, że musiał mieć jakiś ważny powód.
We wrześniu rozpocznę naukę w nowej szkole, która jawi się jako jedno z najlepszych liceów w całym województwie. Nie wiem czemu, ale mam nadzieję, że spotkam tam ją. Nie wiem, jak mam ją opisać. Marzę po prostu o prawdziwej miłości, o tym, że spotkam osobę, która będzie potrafiła zrozumieć mnie w trudnych chwilach, porozmawiać. Ufam, że wreszcie przełamię swoją nieśmiałość, i kiedy będę pewien, że to właśnie ona, pierwszy zacznę z nia rozmowę. Tak bardzo jej potrzebuję. Wierzę, że ten jeden miesiąc tak wiele zmieni...
Wierzę w to, że w końcu zaczną otaczać mnie normalni, inteligentni ludzie, którzy nie będą szydzić sobie z moich gustów. Nie zrozum mnie źle, nie chodzi o to, że słucham jakiegoś cienkiego zespołu muzycznego. W moim otoczeniu byłem często wyśmiewany zarówno z tego, że się dobrze uczę jak również z tego, że czytam książki, czy gram na komputerze. Nie wiem, nie rozumiem, czemu niektórzy ludzie (ludzie?) muszą się w ten sposób dowartośwciowywać, nie wiem, czemu takich ludzi (ludzi?) otacza zawsze wielkie grono osób, czemu oni są popularni, uważani za super kolegów. Zaprawdę, nie wiem tego, ale wierzę, że niedługo to się zmieni. Mam nadzieję, że znajdę kogoś podobnego do mnie i razem będziemy mogli stawić czoła innym.
Czasami buntuję się, czasami ich nie słucham, ale ufam im. Moi rodzice. Wierzę, że chcą dla mnie jak najlepiej, przecież są moimi rodzicami. Gdyby nie oni, nie byłoby mnie na tym świecie. Czemu im ufam? Są starsi, mądrzejsi, bardziej doświadczeni ode mnie. Chciałbym również mieć kiedyś dziecko, które byłoby ze mnie dumne. Marzę, żeby było ono trochę inne, niż ja. Nie chcę, żeby używało często brzydkich słów, żeby na okrągło kłóciło się ze swoim rodzeństwem.
Czasem myślę sobie, że chciałbym umrzeć przed moimi rodzicami, przed moją żoną (jeśli będę ją w ogóle miał). Często zdarza udać mi się człowieka twardego. Jednak jest we mnie nić przekonania, że po gdyby oni odeszli wcześniej ode mnie, załamałbym się. Ale z drugiej strony... Nie chcę, żeby oni przeżywali jakieś załamanie, gdy ja odejdę. Wierzę w to, że On wybierze odpowiedni dzień i odpowiednią chwilę.
Wierzę w to, że w mojej miejscowości, w Polsce, na świecie ludziom będzie się żyło lepiej. Wierzę w to, że w końcu znikną wojny, głód, choroby. Ufam, że w końcu znajdzie się jakiś ważny człowiek, który zauważy zbliżającą się zagładę, chciałbym, żeby znalazł się on jak najszybciej. Mam nadzieję, że skończy się wzajemna nienawiść, pogarda. Tak bardzo chciałbym, aby na naszej planecie była prawdziwa idylla. Czasem zdaje mi się, że chciałbym tu stworzyć kopię nieba. Czy to jest w ogóle możliwe?
Chyba jestem nienormalny. Mam jakieś niewyobrażalne życzenia i prośby skierowane do niewiadomo kogo. NIE! Jestem zwykłym, normalnym człowiekiem, jakich jest setki, tysiące, miliony na tym świecie. Po prostu chcę dla siebie, dla moich bliskich, wszystkich ludzi i świata jak najlepiej. Wierzę, ufam i mam nadzieję bo wierzę, że to ma sens, że to dokądś prowadzi, że staję się dzięki temu lepszym człowiekiem. I że ze mnie - lepszego człowieka pożytek będą mieli inni ludzie.
backsider