A ja stworzę geniusza.


Co dzieje się z umysłem człowieka gdy jest pod wpływem alkoholu? Nie oczekujcie, że w tym arcie opiszę złożoność całego procesu myślowego oraz jego zmiany, gdy organizm znajduje się pod wpływem środków odurzających. Pytanie, które postawiłem na początku miało wprowadzić w klimat tego, co mam zamiar opisać.

Zacznijmy od opowiadania. Była zima, czyjeś tam imieniny, kilku kumpli postanowiło wyskoczyć na kilka godzin do baru (byłem wśród nich). Jak to zwykle bywa po wypiciu piątego piwa zaczęły się rozważania na tematy przyziemne, ale nie stroniliśmy od metafizyki. Większość ze słów, które płynęły z naszych ust nie zostały przez nikogo zapamiętane, ale jeden temat utkwił w czyjejś głowie, dokładniej mówiąc w mojej. Mówiliśmy o klonowaniu ludzi (i kto powiedział, że dzisiejsza młodzież nie rozmawia na poważne tematy?), jednym z argumentów za klonowaniem jest możliwość przywrócenia do życia wielkich naukowców, geniuszy, wielkich muzyków. Oczywiście wszyscy razem zakrzyknęli, że to mogłoby być brzemienne w późniejszym rozwoju ludzkości. Chodziło o to, że jeśli w społeczeństwie ciągle istniałby nieśmiertelny Einstein, który wymyślałby kolejne wspaniałe teorie, młodzi dopiero rodzący się ludzie nie mieli by szans na rywalizację z kimś tak wielkim. Krótko mówiąc Einstein wyczerpałby rynek geniuszy i w przyszłych pokoleniach nie znalazłby się nikt o tak wspaniałym umyśle jak on, ale nie, dlatego że tacy się nie rodzą, lecz dlatego że nigdy nie zostałby odkryty, znaczy ciągle byłby w cieniu tych wielkich sławnych nieśmiertelnych „wielkich umysłów”.

Zresztą nie o tym miałem pisać, zagalopowałem się w opisywaniu rozmów ludzi z kilkoma procentami we krwi. Jeśli chcesz możesz zamknąć to okienko, jeśli jednak decydujesz się czytać dalej, ja skończę swoją historię.

Tak, więc doszło do rozmów o geniuszach niestety równocześnie skończyły się nam fundusze, postanowiliśmy, więc rozejść się, każdy poszedł w swoją stronę, w większości były to drogi prowadzące do mieszkań biesiadujących. Lecz ja i jeden z towarzyszy nie byliśmy jeszcze gotowi by wracać do domu, więc wstąpiliśmy do sklepu muzycznego, tam można było sobie pograć na jednej z gitar znajdujących się na wystawie, kumpel zasiadł, więc na stołku i zaczął pogrywać na cudownym instrumencie, ja za to stałem w zamyśleniu. Przez moją głowę przesuwało się tysiące mętnych myśli, wszystkie jednak krążyły wokół tematu geniuszy, itp. Aż nagle nie wiadomo skąd uderzyło mnie coś, co pamiętam doskonale:

  1. Skąd się biorą geniusze w różnych dziedzinach np. muzyczni?
  2. Czy zwykłe dziecko można wychować na geniusza?
  3. Jak to zrobić?

Odpowiedzi:

  1. Geniusze muzyczni biorą się z wielu lat ćwiczeń, gry od najmłodszych lat, zamiłowania.
  2. Zwykłe dziecko daje się wychować na geniusza, potrzeba tylko cierpliwości, czasu, samotności, niekiedy wyeliminowania czynników przeszkadzających małemu człowiekowi w praktykowaniu swoich sztucznie wykształtowanych zdolności.
  3. Zakładamy, że każde dziecko ma umysł wolny, gotów do ukierunkowania na jakiś tor, lecz nie zawsze interesuje się czynnością, w której chcemy żeby było najlepsze. Jak zrobić, żeby nie miało wyboru? Zaraz po urodzeniu, berbecia umieszczamy w pokoju bez drzwi, okien, z otworem w suficie, cały biały wybity białym bezpiecznym materiałem. W centrum pomieszczenia umieszczamy małą studzienkę, żeby miało wody pod dostatkiem, ale żeby nie mógł się w niej utopić. Obok instrument, na którym ma się nauczyć grać. Póki jest małe przysyłamy ubraną na biało, (aby zlewała się z tłem pokoju) osobę, która je nakarmi. Jedzenie zsyłamy regularnie otworem w suficie. Zgadnijcie, czym dziecko zacznie się bawić? Instrumentem, który najpierw będzie niszczył doszczętnie, dlatego będzie trzeba usypiać je w jakiś sposób i wymieniać instrumenty. Co będzie się działo potem? Wraz z wiekiem nasz obserwowany osobnik napakowany kreatywnością oraz chęcią twórczą wywoływaną przez nudę, zacznie grać, tworzyć, w końcu dojdzie do perfekcji, stanie się geniuszem. Prawdopodobnym jest także, iż wymyśliłby swój własny język, zawierałby ona niewielki wachlarz słów, ale byłby specyficzny i wyjątkowy. Jedynym efektem ubocznym byłaby szybka śmierć oraz prawdopodobna choroba psychiczna.

A teraz wyjaśnienie tekstu, swego czasu coś podobnego wysłałem do AM, lecz dostałem odpowiedź, że w gruncie rzeczy nie wiadomo, co chciałem powiedzieć. Informuję, zatem, że nie jestem żadnym psycholem (przynajmniej nie stwierdzono), nigdy nie pozwoliłby by działa się komuś krzywda, nikogo nigdy nie skrzywdziłem. Moja teoria powstała, gdy byłem w odmiennym stanie świadomości, jest tylko teorią wywołaną ostatnimi absurdalnymi doniesieniami naukowców. Nie miałem zamiaru nikogo urażać, nie jestem faszystą, napisałem to wyłącznie za sprawą wewnętrznej potrzeby wylania z siebie tej myśli. Publikacją chcę osiągnąć coś w rodzaju satysfakcji, tekst nie ma przesłania, może nawet nie ma sensu. „Czy wszystko musi go mieć?” „Trzeźwe myślenie oznacza uznawanie uczuć za coś bez sensu” „Świat jest okrutny a ja jestem tylko jego dzieckiem” Ty także jesteś jego dzieckiem, a jeśli nie dzieckiem to częścią. I co ty na to?

P.S. „Kilka lat temu na myśl o klonowaniu ludzie stukali się w głowę z głupim uśmieszkiem”
P.P.S. Wszelkie cytaty zostały zasłyszane, w TV bądź w radio, lub też przeczytane w gazecie, książce, niestety nie pamiętam skąd pochodzą, podkreślam jednak, że nie są to moje słowa.
P.P.P.S. Tego pesa dodaję w kilka godzin po napisaniu całości arta, przeczytałem go jeszcze raz i stwierdzam, że był to zwykły potok myśli, wywołany sam nie wiem, czym. Podobnie ma się to w stosunku do samej teorii, ona po prostu zemnie wyszła.



  © Odi

metalowy_Odi@poczta.fm