KAMIENIE
Ktoś powiedział kiedyś, że praca uszlachetnia! Trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. czy nie poczuliście się kiedyś spełnieni po ciężkiej robocie? Opowiem Wam historię, która nauczyła mnie szanować pracę!
Siedząc jednego, wakacyjnego dnia wpadłem na pomysł, aby przywieźć z pobliskiego pola kamienie! A, że ten materiał był potrzebny mojej ciotce, więc nie skończyło się na jednym kursie. Z pustą taczką zacząłem podbój pobliskich pól. Nawet fajne jest takie "poszukiwanie" kamieni. Różne kolory, kształty i rozmiary. Niby nic wielkiego, a jednak skłania do zastanowienia dlaczego tak jest! Punktem kulminacyjnym jest przywiezienie materiału do bazy. Gumowe koło taczki dość często prosi się o zmianę poziomu! Ala na początku jakoś idzie. Później jest już gorzej. W ciągu całego dnia obróciłem 12 razy! Rozumiecie to?! 12 naładowań kamieniami, 12 chwil słabości, 12 ciężkich podjazdów, 12 oznak radości, po tym jak kamienie trafiły tam, gdzie miały się znaleźć! Nie raz taczka przechylała się na boki! Nie raz moje ręce odmawiały posłuszeństwa - ale jednak się nie poddawałem, osiągałem cel. W tych trudnych chwilach przypominała mi się pewna książka Stanisława Grzesiuka pt. "Pięć lat kacetu". Kto czytał ten pewnie domyśla się o chodzi. Ludzie żyjący w pewnym obozie koncentracyjnym (sorry, ale nie pamiętam nazwy), byli zmuszani do ciężkich prac polegających na przewożeniu kamieni z miejsca na miejsce! Nie dość, że praca ta była bezsensowna, to w dodatku za opóźnianie jej groziła kulka w łeb! Powróćmy jednak do teraźniejszości... Przez resztę dnia leżałem w łóżku stękając z bólu. Ciut się przepracowałem :). Wieczorem byłem jednak już całkiem zdrowy.
Następnego dnia czekało mnie kolejne zadanie. Mianowicie miałem do przekopania działkę o wymiarach 8m x 1.5m. Może to nie za dużo, ale musicie wziąć pod uwagę korzenie tkwiące w ziemi (a było ich duuużo!). Zleciał mi kolejny dzionek... Ale byłem "happy" bo było widać rezultaty moich starań*
Trzeci dzień stał pod znakiem lżejszej pracy. Z kamieni, które przywiozłem wybrukowałem drogę na pewnym odcinku przekopanej działki. Przyznam się, że robiłem to po raz pierwszy, a efekty podobno były niezłe :). W gruncie rzeczy jestem zadowolony, że straciłem 3 dni - przynajmniej się nie nudziłem ;). No i poczułem wspomniane wyżej uszlachetnienie. Czuję się pewniejszy! Nie wiem na czym to polega, ale to jest fajne!!! :)
Pablo
* - nawet nie wiecie, jak cholernie przekopuje się ziemię z korzeniami!
P.S Nieroby do roboty! ;)