Dowcipniś


- Jakie są najlepsze koszule dla Żydów
- Jedwabne!

- Co to jest: dwie deski i worek gwoździ?
- Zestaw wypoczynkowy 'Jezus'.

Po badaniu lekarz mówi do pacjentki:
- Niestety, ma pani raka.
- O Boże! Co mam robić?!
- Proszę robić sobie okłady z błota.
- Czy to pomoże?
- Nie, ale przyzwyczai się pani do ziemi.

- Jak polskie matki uczą zakładać dzieci majtki?
- Żółtym do przodu, brązowym do tyłu.

Dziecko w Afryce zwraca się do matki:
- Mamo, mamo, kupkę mi się chce!
- To idź sobie ukrój do kuchni.

Ulubiony odgłos pedofila?
- Odgłos pękającej miednicy!

 

         Taa... te ostatnie dwa były świetne, co nie? Ubaw po pachy, nie? A trzeci od końca? Stare, ale genialne!

         Ile znacie podobnych dowcipów? Kilka? Kilkanaście? Kilkadziesiąt? Ile ich słyszeliście?

         Jakże łatwo jest śmiać się z rzeczy, które nas nie dotyczą? Z głupiego Murzyna, z Żyda w komorze.

          Nie uwierzę. Na pewno gdy czytaliście powyższe "dowcipy"- przynajmniej niektóre z nich- przeleciał wam przez głowę choć cień uśmiechu. Ale śmiejąc się z nich, nieświadomie zbliżamy się do pewnej granicy. Tej, którą przekroczyli ludzie pokazujący sobie inwalidów na ulicy, przywiązujący psy do drzew i wyrzucający śmiecie w środku lasu. Śmiejąc się z rzeczy, które śmieszyć nie powinny, niebezpiecznie cofamy się do okresu średniowiecza.
         Ale zapotrzebowanie w Polsce na prymitywny dowcip jest. Jakby nie patrzeć, Murzyn jednak przegrał sprawę z "żartującym" pisemkiem i to chyba z przyzwoleniem społecznym. Bo co to kogo obchodzi, że komuś może być przykro? Że kogoś uraziło polskie poczucie humoru?
         Człowiek ma to chyba zapisane w genach. Każdy choć raz w życiu "obrobił komuś dupę", pokazał kogoś palcem - bo każdy złośliwy żart jest "dobry", póki skierowany w dobrą stronę.
        Podobno jednak cechą nowoczesnych Polaków jest to, że śmieją się nawet z dowcipów o nich samych. Ja się do nich nie zaliczam. Nie potrafię się śmiać z 'polish jokes', z żartów stworzonych ze złośliwości, a nie dla żartu.

        A jednak jest tak, jak przed chwilą napisałem...

         ...to wszystko hipokryzja... Gdy słyszę kolejny kretyński dowcip z cyklu "Mosze pod prysznicem" mimowlnie się uśmiecham. Z zewnątrz wygląda to, jakbym się cieszył. A jednak skręca mnie od środka. Mam ochotę przywalić głową o ścianę, bo tak naprawdę nienawidzę takich "żartów". I naprawdę nie wiem czemu mnie śmieszą...

 

         Zaraz... nie... wiem już dlaczego mnie rozbawiają. Przecież... człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce!

Marmach
marmach@polbox.com
GG: 2175350