*Bal gimnazjalny roku szkolnego 2002/2003

*Bal - wielka, huczna zabawa taneczna>>: b. karnawałowy, publiczny ,składkowy.

PROLOG


Pożar ,bomba ,obwąchiwania przez psa narkomana, tak wyglądał tydzień przed moim balem gimnazjalnym .Nerwowa atmosfera była więc wyczuwalna od kilku dni ,udzielała się wszystkim ,jedynie dziewczyny dyskutowały o makijażu lub kostiumach .Chłopaki z wielkim zniecierpliwieniem wsłuchiwali się w to wszystko, swój stres odreagowując polemiką na temat poziomu zbliżającej się imprezy oraz ich oczekiwaniach z nią związanych , próbowali także odgadnąć jakie to niebezpieczeństwo zawiśnie nad szkołą ,co ostatnimi czasy jest w modzie. Stresowali się nauczyciele ,precyzyjnie ujmując nauczycielki, jako że w gimnazjum nr 2 pracuje jedynie dwóch mężczyzn, którzy chyba zachowywali spokój. Tu również tematem tabu nie były stroje oraz w niektórych przypadkach konkursy które miały się odbyć na balu (do tego jednak nie doszło czym się straszliwie zawiodłem ponieważ nie dane było mi trzymać parawan w "randce w ciemno" co rzekomo miałem czynić) .Tak ,o balu rozmawiała cała szkoła ,oczywiście poprzez słowo "cała" rozumiem trzecioklasistów oraz nauczycieli.



Godzina: 18:00 Miejsce: Klub "Duet" potocznie znany jako: "Duet"


Ciuchy i fryzury.


Przyznam się bez bicia, nigdy wcześniej w wymienionym lokalu nie byłem więc tym moja ciekawość była równie duża jak oczekiwania. Przyjechałem na miejsce na chwilę przed otwarciem imprezy i zdążyłem rozeznać się wstępnie co towarzystwo wybrało z ciemnych zakamarków swoich szaf na tę zabawę. Muszę przyznać ,iż było różnie my mężczyźni wdaliśmy się w tradycje i nałożyliśmy stroje raczej typowe dla takiej okazji tj. rzeczy garnituro podobne ,w mniejszości były dżinsy, widziałem nawet jedną koszulę- pasiaka. Tak oto tradycyjnie lecz i dystyngowanie prezentowali się panowie. Natomiast co do płci mi przeciwnej ,to takiego kontrastu w życiu jeszcze nie widziałem i długo jeszcze pewnie nie zobaczę. Na balu wystąpiły wszystkie znane mi kolory (a znam ich duuuuuużo), oraz większość fryzur ,których nazwy znalazły sobie mieszkanko w mojej pamięci. Tak wielką rozbieżność tłumaczyłem sobie tym ,iż każda z pań chciała tego wieczoru zabłysnąć jak Wenus na gwieździstym niebie. Po niewątpliwie długim męczącym ,bolesnym i jakże bezowocnym namyśle koleżanka xxx (xxx oznacza imię i nazwisko danej osoby ,której rzeczywistych danych ze względu na ustawą o ochronie danych osobowych i jej własnego dobra podać nie mogę) zdecydowała się przebrać za kangura zmiksowanego z żyrafą w futerku skunksa i fryzurą potrąconego przez 50 tonową ciężarówkę pieska Dingo będącego oczywiście mańkutem. Opinia ta nie ma na celu obrazy żadnego z uczestników balu ,nie odnosi się również do każdej dziewczyny ,lecz jak Boga kocham (a kocham) osoby odpowiadające temu opisowi dane było mi ujrzeć. Uważam się za osobę inteligentną więc ubioru nauczycieli nie skrytykuję ,jednak gdybym chciał to zrobić nie psioczył bym wcale.



Akcja ,kamera ,wchodzimy!


Wejście do lokalu nie zaskoczyło mnie wcale, zanim dane mi było udać się po darmową Colę (DARMOWĄ !!!) zostałem przeszukany ,co odebrałem jako zamach na demokrację ,lecz nie kłóciłem się jak to mam w zwyczaju ,bo uznałem że będzie z tego więcej szkody niż pożytku. I tak oto czysty jak łza ,lecz obszukany jak Arab przed wejściem do samolotu zagościłem w "Duecie".



Ździchu popatrz ty jeno?!


W środku czekały cztery stoły uginające się pod jedzeniem oraz bar "Bar", gdzie można było zaopatrzyć się w darmowy napój. Cały kompleks początkowo sprawiał wrażenie dużego ,lecz w miarę upływu czasu sala zmniejszyła się znacznie , nie mogę jednak powiedzieć ,że było ciasno. Parkiet nie był śliski ,dzięki czemu nadal mogę się cieszyć swoim uzębieniem. Położenie łazienek moim zdaniem było bardzo korzystne, jednak chyba już po dwóch minutach nie było ręczników. Rozumiem ,że Polska to kraj skorumpowany ,i że w "tych ciężkich czasach" jak to mówią koledzy lubiący hip hop (niech będzie przeklęty na wieki) trzeba sobie jakoś radzić ,ale żeby zwinąć wszystkie ręczniki?! Nie wierzę ,że przy jednym zlewie można było w tak krótkim czasie je zużyć ,chyba, że ktoś zapomniał w domu skorzystać z prysznicu i chciał to nadrobić.



Jesteście tu ,jestem razem z wami ,bum szkaklaka i wiwa Espania!


Co by nie mówić o "didżejach" trzeba przyznać ,że potrafili człowieka rozbawić. Bo jak tu się nie śmiać ,gdy słyszy się :"Joł ,jazda i jesteś szalona mówie Ci, jesteście tu ,jestem razem z wami , ...dwa, jeden i jedzie pociąg z daleka ". Niech się ludzie ze mnie śmieją ,niech mówią ,że jestem staroświecki ,że się nie znam, ale coś takiego mi po prostu uwłacza. Na szczęście później Krzychu i Andrzej("didżeje")zorientowali się ,że dzwonię do Gorzowa na specjalne pogotowie i zaczęli grać znośnie, co nie znaczy dobrze ,ale mamy demokrację, rządy większości ,a większość wolała "techno", "hip hop" i "disco -polo"(ludzie się oburzą ale jak nazwać szlagier "Jesteś szalona"!?). Jeszcze jednym problemem były pozdrowienia ,życzenia i takie tam sprawy ,które wygłaszał swoim wątłym tenorem bodajże Krzychu ,ale ręki uciąć nie dam. Mianowicie aby dostać się do ich stanowiska trzeba było się nie lada namęczyć ,a i to ,iż się tam dotarło nie gwarantowało sukcesu, bo Krzychu często udawał ,że nie słyszy. Ignorancja?! To duży minus dla balu ,duuuuuuuży minus ,o tak.



Kaziu ,a chciał ty kiedy królem być?


Król i królowa balu były głównym z pośród kilku innych konkursów jakie odbyły się na zabawie gimnazjalnej . Utwierdziły mnie one w przekonaniu ,że królowie przyczynili się do upadku RP. Powiem tylko ,że o ile do królowej większych zastrzeżeń nie mam ,choć widziałbym na tym stanowisku kogo innego to król wzbudził we mnie mieszane uczucia. Początek konkursu spędziłem w toalecie ,więc go nie skrytykuje, jednak moment ,w którym kandydaci mieli popisać się swoimi umiejętnościami tanecznymi widziałem na własne oczy i mogę go opisać z całą swoją podłością. Przyszły król zachowywał się jak mój kot ,którego kiedyś chciałem wrzucić na drzewo lecz nie trafiłem a zwierzę lądowało na pyszczku. Jeśli po takim czymś zostaje się królem balu to przepraszam ,ale wysiadam.



Happy new year!


Fajnie prezentowała się sprawa sztucznych ogni ,których pokaz rzekomo ufundowali wł aściciele lokalu, jednak prawda jest taka ,że w życiu nie ma nic za darmo i w ten gest lekko powątpiewam. Co by nie spekulować pokaż mi się podobał ,raz ze względu na to ,iż był efektowny oraz przez to ,iż była to jedyna możliwość wyjścia na świeże powietrze. Strzelało równo, a i same fajerwerki nie były "drugiego sortu", co złożyło się na całkiem niezły efekt.



Franiu ,wrzuciłbym coś na ząb.


Jeśli mogę na coś narzekać, to tym czymś z pewnością nie może być jedzenie ,które występowało tu w formie ciepłej i mniej ciepłej. Jak już wspomniałem na czterech różnych stołach znajdowały się różne odmiany jedzenia. Były "czipsy", ciasto, paluszki, najróżniejsze napoje ,orzeszki ,wafelki, sałatki, kanapki, jakieś dziwne pół kulki, owoce oraz wiele innych smacznych przekąsek. Zaliczały się one do dań zimnych ,których nie brakowało. Natomiast przy pierwszym pojawieniu się dań ciepłych wywiązała się walka o te przysmaki ,ofiary były najczęściej oblewane napojem pomarańczowym ,lub obrzucone sernikiem ,bądź orzeszkami. Jednym zdaniem jedzenie było super, szczególnie podział na dania zimne i ciep łe(kurczak, pizza, barszcz i paszteciki).



Podsumowując argumenty stwierdzam, że idę do domu.


Powrót do domu organizowano w znany polski sposób - "na własną rękę", jedynie osoby dojeżdżające z okolic Ciechna miały zapewniony dojazd ,co znowu narusza demokrację ,lecz tyle moje co po marudzę , i tak nikt się tym nie przejmie.





PODSUMOWANIE


Podsumowując muszę przyznać ,że bal gimnazjalny 2002/2003 mimo paru minusów podobał mi się. Na pewno znajdą się osoby według których bal był kiepski, sprawa jest prosta - wszystkim nie dogodzisz. Wszystkie części balu ,które tu opisałem składają się na jedną, całkiem porządną całość zespoloną wspaniałą atmosferą ,która zabawie towarzyszyła. Bal więc uważam za udany i nie żałuje ,że w nim uczestniczyłem.



Jest to nie zmieniona forma wypracowania szkolnego;)

DarSan