menu« Nazca » about

  Nieboskie stworzenie  

To, co tu napiszę może wydać się głupim żartem, ale takowym nie jest !! Wydarzenie, które poniżej opiszę wydarzyło się NAPRAWDĘ !! A i tak po przeczytaniu pewnie nie uwierzycie. No nic, jazda z tym koksem:

To było późną jesienią 1994 roku. Miałem wtedy jedenaście lat. Była to niedziela. Na niebie prawie nie było chmur i grzało słoneczko. Zaznaczyć tu należy iż mieszkam na wsi i tam właśnie to wszysko się działo. Dziś pamiętam to zdarzenie całkiem nieźle. Na śniadanie były kluski z serem albo pierogi. Nie doszedłem nawet do ich połowy, gdy poczułem że muszę udać się do kibelka w celu wiadomym i wymagającym dłuższej chwili. A sala posiedzeń znajdowała się na drugim końcu podwórka, za płotem tuż obok stodoły. Szybko nałożyłem buty nie przywdziewając z racji letniej temperatury niczego innego. Pobiegłem w stronę stodoły. Na podwórku było nieco grząskawo, więc w biegu stopy traciły przyczepność i nośność. Gnany potrzebą dobiegłem do kibelka. Był zbudowany z desek a jego drzwi zamykano na zaszczepkę. Jak to na wsi. Od zewnątrz drzwi były otwarte, jednak pociągając za zaszczepkę napotkałem na opór zaszczepki zewnętrznej, co wskazywało iż "jest zajęte". Jednak nikt się nie odzywał, nawet po moich pytaniach. A jako że deski w ścianach kibelka były oddzielone od siebie szparkami bezczelnie (jak to gówniarze) zerknąłem przez jedną z nich. Początkowo nie uwierzyłem w to, co zobaczyłem. Oderwałem wzrok od szpary, błądząc w zastanowieniu. Spojrzałem jeszcze raz...

O do jasnej ciasnej !!! Pierwsze uczucie, jakie mnie ogarnęło to ogromne zdziwienie. W wychodku siedział kogut ludzkich rozmiarów !! O ile pamiętam miał wysmukłą postać, pogrubioną w okolicy brzucha i przyklapnięty ogon, sporych rozmiarów. Po bokach miał niewielkie skrzydła. Z jego głowy pamiętam tylko ogromny dziób. Pióra zakrywały jego nogi, których nie zdołałem zobaczyć. Trwało to parę sekund, gdyż po chwili kogut wstał i otworzył drzwi. Nie zauważył chyba, że go podglądam. A może mnie ignorował. W każdym razie wyszedł. Ja obserwowałem go przez boczną ścianę, do której równolegle otwierają się drzwi. Stałem jak zahipnotyzowany z okiem w szparze (nie traktować dosłownie). Dopiero gdy drzwi siłą ciężaru opadły na swoje miejsce ocknąłem się z oniemienia. Wyszedłem zza ściany. Teoretycznie kogut powinien tu gdzieś jeszcze być, ale nigdzie go nie było. Rozejrzałem się dookoła kibelka i w stronę podwórka. Ani śladu "tego czegoś". Nawet nie wchodziłem do kibla, nawet nie zauważyłem kiedy odechciało mi się... kupki. Szybo wróciłem do domu nie mówiąc o tym nikomu i nie kończąc śniadania.

Wielokrotnie próbowałem sobie wmówić iż to był sen. Ale to nie był sen. A może wam przytrafiło się coś podobnego?

Zdrowy na ciele i umyśle ECNELIS
(A mówią, że to Mulder jest nawiedzony...)

Tekt ten napisałem półtora roku temu na podstawie strzępków z pamięci i zapisku, jaki sporządziłem tuż po tym wydarzeniu.

[Ja ci wierzę. Tylko co to mogło być? Nie wiesz może, czy któryś z twych sąsiadów nie stosuje aby jakichś zakazanych nawozów? ;)
Ale są na tym świecie rzeczy, które nie sniły się fizjologom... :]


Ecnelis






Lunar design:
(c) Nazcain