MENU
Witam! Ten text piszę dosłownie 6 minut po zakończeniu meczu naszej reprezentacji. Słowem: na gorąco. Mam też pomysł, żeby napisać jeszcze jeden art, taki - między Estonią a Łotwą, taki już po ochłonięciu i oczywiście przed godziną zero.


Wstęp, czyli nowy sezon

20 sierpnia 2003r, godzina 19.30 czasu środkowoeuropejskiego, Tallin, mecz towarzyski Estonia - Polska. Pierwszy mecz Polaków w nowym sezonie. Sezonie nadziei i dokończenia eliminacji. Dla formalności, jako że lubuję się w statystykach i dokumentacjach podam skład Polaków (z pamięci): Dudek - Hajto (kpt.), Kłos, J. Bąk, Michał Żewłakow - R. Dąbrowski, Sobolewski, Zdebel, Krzynówek - Kryszałowicz, Wichniarek. Gdy zobaczyłem skład naszych kilka godzin przed meczem, to mina mi się uśmiechnęła, gdyż zawsze emocjonuję się występami Polaków. Od razu także stanął mi przed oczyma napis: Ludzie Engela. Bo z wyjątkiem Dąbrowskiego, Sobolewskiego i Wichniarka w pierwszej jedenastce wybiegli ludzie, na których stawiał Engel. Ci sami, ale nie tacy sami, jak zwykł mawiać red. Janusz Atlas. Niektórzy po przejściach, niektórzy podobni, niektórzy zupełnie inni, niż reprezentanci sprzed roku lub dwóch. Już po meczu okazało się, że nie zmienili się oni za bardzo przez ten rok z hakiem od zakończenia MŚ. Chodzi mi o to, że o ile 2 lata temu i więcej, w eliminacjach MŚ, ten żelazny skład Polski był jednym z najlepszych w Europie, to już rok temu stawał się coraz słabszy. I teraz też nie jest za silny.


Atmosfera, czyli pech

Przed meczem z powołanych przez Janasa zawodników wypadło z powodu kontuzji aż czterech: Burkhardt, Ratajczyk, Sznaucner i Olisadebe. Kapitan Tomasz Hajto mówił przed meczem, że Oli miga się od meczów kadry. Zobaczymy, czy zagra w najbliższym meczu Panathinaikosu. Janasowi nie bardzo się ta wypowiedź podobała, ale Hajto - kapitan miał prawo do wyrażenia zdania zespołu. To jeden z tych ludzi, którzy mają trudny charakter, ale charakter. Na marginesie powiedział to również człowiek, który prawie rok temu rezygnował z gry dla Polski, ale teraz gra dobrze. W składzie od razu rzucił mi się w oczy brak Wiślaków w wyjściówce. I między bajki należy włożyć wieści o rzekomym zmęczeniu krakowian. Ludzie! przecież oni grali dopiero 6 oficjalnych meczów w tym sezonie! Poza tym Kłos zagrał w środku obrony, a Hajto tam, gdzie gra w klubie, czyli na prawej obronie. Pierwsza połowa, czyli tragedia
Polacy rozpoczęli niemrawo, ostrożnie, z respektem dla rywala. Wśród naszych był tylko jeden debiutant - Sobolewski z Dyskobolii. Zaraz na początku meczu poszło długie podanie z linii obrony Estonii do napastnika, który główką niemal zaskoczył Dudka. Estończyk mimo nacisku naszego obrońcy (bodajże Bąka) oddał strzał głową, który odbił się od słupka. Odetchnąłem z ulgą, gdyż Dudek nieco spóźnił się wtedy. Nasi w pierwszej połowie bardzo razili niedokładnymi podaniami, zarówno krótkimi, jak i zwłaszcza długimi przerzutami. Podanie zawsze musi być dopieszczone, dokładne i przemyślane, takie, żeby partner mógł piłkę spokojnie przyjąć i rozegrać dalej - a tak nie było. Szarpał Hajto, najlepszy w 1. połowie, czego efektem bardzo silny, ale prosto w bramkarza strzał zza szesnastki oraz nie zamknięte przez kolegów dośrodkowanie z prawej strony. Defensywa spisywała się nieźle, nie straciła bramki, nawet mimo kilku drobnych usterek; a ofensywa bardzo niedokładnie (Wichniar) i bez pomysłu na grę. Nikt nie biegał! Jeszcze ten komentator z Warszawy - nazwisko pominę - który spowodował, że wyłączyłem dźwięk w 1. połowie. Sam komentowałbym ten mecz lepiej! Gdyby mecz trwał 45 minut, to ja, wierny kibic repry, traciłbym chyba wiarę. Ale tak nie było, o czym za chwilę. Polacy grali źle, a Estończycy, w dniu 12 rocznicy odzyskania niepodległości swojego kraju grali bez kompleksów.


Wniosek, czyli smutek

W trakcie tego meczu zdałem sobie sprawę, że powinienem zmieniać swoje podejście do rywali rzędu Estonii, Łotwy czy Węgier. Bo wciąż podchodzę do meczów z takimi rywalami jako kibic finalisty MŚ, którego zespół spotyka się z europejskim przedstawicielem niższej warstwy średniaków. I że to my mamy atakować, a tamci się bronić i szukać okazji do jakiejś kontry. O nie! nie ma już tak dobrze! Tak mogłem podchodzić 2 lata temu, gdy taki faktycznie był stan rzeczy. Teraz gramy jak równy z równym z europejskimi biedakami. Teraz mamy coś do udowodnienia. Teraz musimy się starać o powrót do elity. I sądzę, że dopóki kadrowicze i naród nie uświadomią sobie tego, dopóty nie odbudujemy naszej solidnej pozycji w Europie, jakiej dorobił się Jerzy Engel. Bo taką mieliśmy w elim. MŚ, nawet mimo tego, że to wtedy i tak było to jedynie ładne wdzianko dla radykalnie odmiennej rzeczywistości polskiej piłki nożnej.


Druga połowa, czyli optymizm

W przerwie Janas dokonał trzech zmian: Kosowski za Krzynówka, Żurawski za Kryszałowicza i Baszczyński za Kłosa, przy czym Hajto przeszedł w miejsce Kłosa do środka, a Baszczu na prawą obronę. Czyli Wisło pomóż! I pomogła! Na początku Polacy dalej niedokładnie grali, ale już więcej biegali i wychodzili na pozycje. Pierwszego gola meczu zdobył z niczego debiutant Sobolewski. Przed polem karnym Estończyków doszło do zamieszania, co wykorzystał Sobolewski uderzając z rotacją piłkę w prawy dolny róg. Ta bramka dała sygnał naszym. Momentami widać było prześwity prawdziwej reprezentacji Polski. Walczącej, nieustępliwej i ambitnej. Kosa z czasem rozkręcił się i wypadł dużo lepiej od Krzynówka. To on podawał do Żurawia na głowę (prosto w bramkarza w stuprocentowej sytuacji) i Wichniara na szczupaka (nie trafił czysto w piłkę). Żuraw miał jeszcze jedną setkę, ale bramkarz Estonii jakoś wyszedł obroną ręką z tego pojedynku. Nad tym piłkarzem doprawdy zawisło jakieś fatum w reprezentacji. Nawet teraz, gdy w formie jest bardzo dobrej, nie potrafił strzelić gola Bałtom (rok temu przed Mundialem strzelił). Nasi grali ciągle trochę niedokładnie, ale to oni atakowali, a Estończycy kontrowali. Na szczęście Dudek interweniował pewnie. Zieliński faulował raz Estończyka w naszym polu karnym, ale dobrze sędziujący arbiter ze Szwecji zrobił ukłon w naszą stronę dyktując jedynie wolnego z 16 metrów - obronionego przez Dudka. W końcówce Kosa wyszedł do prostopadłego podania z lewej strony i mogąc strzelać podał do wbiegających napastników. Żuraw zostawił piłkę Wichniarowi, a ten strzelił na 2:0 do pustaka. To była 92 minuta. Mieliśmy jeszcze jedną sytuację na 3:0 w doliczonych 3 minutach, a tym czasem to Estończycy na 6 sekund przed końcem (!) strzelili bramkę na 2:1. Po błędzie Zielińskiego. Nawet komentarz był lepszy, bo w końcu nie było już problemów na łączach i pan Basałaj, który nota bene nie jest komentatorem, ciekawie ubarwiał słowami obraz. TVP miała zatrudnić jakiegoś sprawozdawcę z nazwiskiem, ale na razie takowego brak. Mnie podoba się komentowanie Basałaja, choć niektórzy się czepiają. Obecnie to najlepszy komentator w Publicznej.


Polacy, czyli wrażenia

Jerzy Dudek (31. mecz w kadrze) - Pewniak. Dobry bramkarz, silny punkt kadry i Liverpoolu. Potwierdził dobrą formę na początku sezonu. Ale znów nie zachował czystego konta. Gola nie zawinił, jednak puścił. Rada: powinien być skoncentrowany do samego końca końców w meczach. Na 31 jego występów w reprezentacji tylko w 9 nie puszczał bramki.
Jacek Bąk (46) - Wg mnie najlepszy polski obrońca, ale w tym meczu zagrał słabo. Na początku miał dobry wślizg i pewnie odbierał piłki, ale potem chyba złapał lekką kontuzję i grał niedokładnie i trochę straszył. Liczę na niego jeszcze w przyszłości. Tomasz Hajto (51) - W 1. połowie - świetny. Podawał, strzelał, walczył, rzucał dalekie auty. Jak na kapitana przystało. W drugiej połowie przesunięty do środka defensywy i nie włączał się już tak wiele do ataków. Jego ocena w tym meczu musi być pozytywna i wysoka.
Tomasz Kłos (42) - Po letnich perypetiach ze zmianą klubu zakotwiczył w 1.FC Koeln. Zagrał 45 minut, trochę nerwowo. To nie jest już ten Kłos z jesieni 2000. Gdy będzie w formie - jak najbardziej się przyda ale na razie niech do tej formy dojdzie. Michał Żewłakow (33) - Nie gra w Anderlechcie. Zagrał średnio i w obronie i w ataku. Gdy będzie w formie - mile widziany w kadrze, gdyż dobrze pamiętam jego asysty i gola u Engela.
Roman Dąbrowski (5) - Doświadczony prawy pomocnik mistrza Turcji Besiktasu w końcu zagrał niezły mecz w kadrze. Próbowany po razie przez Bońka i Janasa grał słabo, ale teraz całkiem dobrze. Jest w dobrej dyspozycji, ma technikę i dokładnie podawał. To on powinien zająć wolne miejsce na prawej pomocy w kadrze.
Jacek Krzynówek (31) - Wrócił do wysokiej formy po bardzo ciężkiej kontuzji, ma silną pozycję w klubie. W pn. grał mecz ligowy i to być może zaważyło, że zagrał poniżej swoich możliwości. Stać go na więcej! Zmieniony w przerwie meczu.
Radosław Sobolewski (1) - Debiutant z Grodziska Wlkp. Zagrał nieźle. W pierwszej połowie stremowany i nerwowy, grał defensywnie. Na początku drugiej pokazał, że potrafi skutecznie strzelić z dystansu. Wymarzony debiut! Oby tylko nie było z nim tak, jak z poprzednim strzelcu gola w debiucie w kadrze - Lasockim, który w kolejnych meczach w kadrze grał niedobrze. Potwierdził swoją dobrą formę i całego swojego klubu.
Tomasz Zdebel (13) - Zagrał przyzwoicie, trochę za bardzo asekurancko. Jakby bał się wziąć pełnej odpowiedzialności na swoje barki. Nie takiego reżysera nam potrzeba! Szymkowiak z Burkhardtem mają chyba większy możliwości i lepsze mecze na w kadrze na koncie. Grywał już lepiej w reprze.
Paweł Kryszałowicz (29) - Powrócił na stare śmieci do Amiki. Nie jest jeszcze przygotowany do gry przez 90 minut, nie jest też w wysokiej formie, mimo że gole we Wronkach strzela. Gdy wróci do formy z MŚ będzie sporym wzmocnieniem.
Artur Wichniarek (16) - Strzelił gola, ale nie zachwycił. To napastnik, który żyje z podań, a dziś nie otrzymywał ich za wiele. Odgrywał piłki i strzelał kilka razy - bardzo niedokładnie. I nie wierzę, żeby tak grał w Herthcie, bo to za mało na solidny niemiecki klub. W 1999 roku grał dobrze w kadrze, teraz o klasę słabiej. Ach, żeby tylko grał w kadrze tak, jak w klubach!


Zmiennicy, czyli wrażenia 2

Maciej Żurawski (21) - Starał się, walczył, strzelał. Miał 2 setki, gola nie strzelił. Wisi nad nim jakieś paskudne fatum. Dostał powołanie po kilku miesiącach przerwy, zagrał 45 minut. I mimo że jest w wysokiej formie to ciągle nie dał pewnego dowodu na to, czy nie stanie się drugim Krzysztofem Warzychą w kadrze. Kamil Kosowski (15) - Były Wiślak, mój ulubiony piłkarz. Zmienił Krzynówka i zaprezentował się o niebo lepiej od niego. Ciągle dynamiczny, nadal szybki, wciąż groźny. Początkowo niedokładnie podawał, ale wgrał się. Zaliczył asystę, kilka razy przeprowadził rajdy w swoim stylu. Będzie toczył trudną walkę z Krzynówkiem o niezwykle silnie obsadzoną w ostatnich latach lewą pomoc Polski. Mam nadzieję, że zwycięską.
Marcin Baszczyński (7) - Zmienił Kłosa i na dzisiaj jest od niego lepszy (pomijam fakt, że grał na boku, a Kłos w środku). Pewny punkt Wisły, powinien grać w kadrze.
Jacek Zieliński (59) - Weteran z Legii zawiódł. W pierwszych meczach sezonu w klubie grał pewnie, a tu źle. Dostał żółtko, zrobił karnego (lecz sędzia szczęśliwie dla nas uznał, że faul był przed szesnastką), zawinił przy bramce dla rywali. Mimo 36 lat na karku gra dobrze, ale jeśli jego gra w kadrze ma wyglądać tak jak dziś, to jemu już podziękuję. Mirosław Szymkowiak (9) - W wysokiej formie, lider Wisły (obok Żurawia) po odejściu Kosy i Kuźby i skandalu Uche). Nie rozumiem, czemu wszedł dopiero w drugiej połowie i to na prawą pomoc. Warto na niego stawiać, bo kopacz to nie byle jaki. Mariusz Lewandowski (6) - Wszedł na kilka minut, więc za dużo nie pokazał. Dobra gra w Szachtarze, nie rezygnuję z niego jeszcze.


Zakończenie, czyli nadzieja

Podsumowując, po pierwszej, słabej połowie nastała druga, dużo lepsza. Momentami widać było, że trzeba mieć nadzieję na lepsze jutro. I ja taką nadzieję mam. Niewiele brakowało, a straciłbym ją po 45 minutach, ale znów wierzę. Wierzę, że nawiążemy jeszcze do meczów za Engela i zajmiemy to upragnione drugie miejsce w nieprawdopodobnie łatwej grupie eliminacyjnej.

Jerzy Engelu wróć! Naród cię potrzebuje! (pisząc te słowa nie mam na myśli powrotu selekcjonera Engela, gdyż nie wchodzi się dwa razy do jednej rzeki; tylko powrót do wielkiej gry reprezentacji, którą ukazał światu pan Engel)


design by Adam Matysiak