![]() | |
|
|
Primiera Division- Piłkarskie El Dorado w opałach
Ligi hiszpańska uważana jest za najpiękniejszą i najlepszą, gdyż każdy jej klub posiada zawodników o światowej sławie i nieprzeciętnych umiejętnościach. Prezesi od lat wydają krocie na zakup gwiazd, często pozbywając się sporej gotówki. W końcu musiał nadejść kryzys finansowy, bo nie można w nieskończoność żyć na kredyt. Nikt nie spodziewał się, że czas recesji i biedy przyjdzie aż tak szybko. Na skraju bankructwa
Nikogo już nie dziwi sceptyczne wypowiedzi prezydenta ligi, dotyczące jednego miliarda zadłużenia. Przecież nie od dziś wiadomo, że takie kluby jak: Real Ovievo (który notabene został zdegradowany do czwartej ligi) , Compostela, Las Palmas, Atletico Madryt, czy Rasing Santander mają kłopoty z uzyskaniem licencji. Aby dostać pozwolenie na start w rozgrywkach klub ma obowiązek spłacić wszystkie długi wobec wierzycieli i piłkarzy. Ponad to niedopuszczalne jest zaniedbywanie stadionu- głównie chodzi o dostateczne bezpieczeństwo i oferowanie kibicom jak najlepszych warunków podczas oglądania spektaklu, jakim jest mecz. Niestety nie wszyscy mają zaplecze finansowe, czy fundusze na takie cele. I nie tyczy się to wyłącznie beniaminków, lecz także potentatów hiszpańskich: Valencji, Celty Vigo, czy Deportivo la Corunia. Owe trzy kluby w przeciągu ostatnich lat uczyniły wszystko by dogonić Real Madryt i FC Barcelonę. Całe trio choć w poprzednich sezonach nawiązywało walkę z gigantami futbolu, teraz nie jest w stanie udźwignąć ciężaru, jaki spuściło sobie na głowę.
Deficyt sięgający milionów
Szacunkowo długi Valencii sięgają zawrotnej sumy dwustu milionów euro. Prezydent doszedł do wniosku, że trzeba zacząć wyprzedawać swoje największe gwiazdy. Poblo Aimar, Santiago Canizares i Roberto Ayala znajdowali się na czarnej liście. Mimo to wszyscy pozostali na Mestalii. Jak łatwo się domyślić w drugą stronę nie zawędrował nikt. To oznacza, że Valencia przystąpi do rozgrywek bez jakichkolwiek wzmocnień. Za to z pokłóconym prezydentem i trenerem.
Natomiast z la Coruni odszedł super-snajper Roy Maakay i zakończył karierę doświadczony Donato (fenomen, ma 40 lat!). Również i tu z powodu wysokiego deficytu, sięgającego 144 milionów euro, nie zakupiono żadnych wzmocnień. Obu klubom będzie bardzo trudno nawiązać walkę zarówno w Lidze mistrzów i Primiera division. A co z wielkimi?
Królewscy i Barcelona od dawna pożytkują olbrzymie kwoty na piłkarzy. Dlatego nikogo nie powinny dziwić długi w wysokości 550 milionów w przypadku Realu i 220 Barcy. Te liczby nie martwią kibiców, którzy są gotowi poświęcić swój majątek dla ukochanego klubu. Właściciele obu teamów też nie wyglądają na przestraszonych astronomicznymi kwotami, bo nadal wydają bajońskie sumy na zawodników. Z tą różnicą, że o ile pozyskanie przez Barcelonę takich wyjadaczy jak: Ronaldihno, Ricardo Quaresmy, Rafeala Margueza, czy Recbera Rustu wydaje się przemyślane; o tyle zakupienie Realu jedynie Davida Beckhama nie może podobać się fanom. Anglik nie dość, że nie prezentuje dobrej formy, to na dodatek rozbija zespół. Z teamu Królewskich odeszli już: Celades, Geremi, Flavio Conceicao i Tote. Do uciekinierów dołączyć chcą Morientes, Guti, McManaman i Makelele. Ten ostatni wszczął istną wojnę z zarządem, ponieważ wolałby grać w dream teamie Romana Abramowicz- FC Chelsea.
Podsumowując
Sytuacja w hiszpańskiej lidze nie wygląda zbyt ciekawie. Jedynie katalońska Barca dokonała znaczących transferów i wydaje mi się, że to ten klub jest faworytem rozgrywek. O niespodziankę znów może się pokusić Real Sosiedad San Sebastian, który nie rozsprzedał drużyny.
|
|
|
|