MENU
Championship Manager 4


Nareszcie po kilku latach dłuuugich wyczekiwań na półkach sklepowych zagościła najnowsza wersja najbardziej popularnego menadżera sportowego. Ile to ja się naczekałem, żeby wreszcie móc uruchomić mojego kompa z CM4! Nie muszę chyba ukrywać, że jestem zapalonym fanem piłki nożnej (zwłaszcza włoskiego Calcio) i od dawien dawna chciałem poprowadzić moją ulubioną drużynę- Juventus Turyn. W prawdziwym świecie jest to chwilowo niemożliwe (zarząd Juve jeszcze nie poznał się na moich umiejętnościach taktycznych ;), ale co nam szkodzi sięgnąć po komputerową grę? Zwłaszcza jeśli jest to kolejna odsłona najdokładniejszego menadżera w historii. No! Zaopatrzywszy się uprzednio w spory zapas konfitur i napojów trzeźwiących mogłem w swoim bunkrze wreszcie w spokoju sobie pograć. Na tę chwilę czekałem chyba wieki. :)

Wkładam CD do czytnika. Jakieś ciche odgłosy dochodzą przez chwilę z CD ROMu i po chwili włącza się instalator. Kilka razy klikam "next", aż wreszcie gierka zaczyna się kopiować na twardziela. Po zakończonej instalacji, czekało mnie już tylko rozkoszowaniem się grą. Najpierw przeleciało parę typowych dla tej serii reklam, w tym nawołująca do tolerancji napisem "Let's kick out of football". To dobrze, że panowie z EIDOS solidaryzują się z piłkarzami wszelkich nacji takim sposóbem- zawsze to jakiś miły akcent. Gdy zakończyło się intro ujrzałem całkiem nowe i jak na mój gust ciekawe menu. Programiści zadbali o to, by mieściło się w nim sporo różnego rodzaju tabelek (które IMO są w grze bardzo ważne) i zarazem dobrze wyglądało. Domyślną rozdzielczość w grze podkręcono. Teraz wynosi ona 1024 na 768 pikseli. Dzięki temu gra wygląda znacznie lepiej niż poprzednich edycjach. Niestety wraz z lepszą grafiką idą w parze wyższe wymagania sprzętowe. Na moim Athlonie 550 Mhz gra się nieco dusiła. Hm... widocznie już czas zaopatrzyć się w lepszy sprzęt ;). Po wstępnym przejrzeniu opcji rozpocząłem nową grę. Standardowo rozpoczynamy ją od wykreowania nowego trenera, którego poczynaniami będziemy kierować. Wybieramy mu imię, nazwisko, ulubiony klub, nację z jakiej pochodzi. I tu uwaga! Jeśli chcemy możemy grać jako trener z tak egzotycznych krajów jak: Kamobodża, Indie, czy Egipt. Może to nic wielkiego, ale dodaje rozgrywce smaczku. W końcu śmiesznie jest prowadzić wielki Real jako np. Etiopczyk. :) Gdy skończymy już przygotowywać swojego "managera", możemy objąć jeden z piłkarskich gigantów lub potrenować jakiś słabszy, prowincjonalny klub. Gdzie będziemy grać, to już od nas zależy. Z wyborem nie powinieneś mieć kłopotu, bo w CM 4 dostępne są dziesiątki lig (dokładnie 39), w tym rodzima polska Ekstraklasa. Znów, tak jak to miało miejsce w CM 3, możemy zasiąść na stołku trenera Wisły Kraków czy Legii Warszawa i pokierować je do sukcesów w europejskich pucharach.

Główna koncepcja gry pozostała bez zmian. Jako menadżer zarządzamy finansami klubu, ustalamy skład drużyny na mecz, nadzorujemy (lub prowadzimy) grę drugiego składu i młodzieżówki, dokonujemy różnorakich transferów. W tej edycji Championship Managera dodano jeszcze skomplikowane opcje treningu, dzięki którym możemy wyszkolić przyszłe młode talenty lub rozwijać obecne. Trzeba przyznać, że zawartością merytoryczną gra powala na kolana. Każdy piłkarz jest "opisany" wieloma metryczkami. Nie ma problemu byśmy się dowiedzieli ile ma lat, skąd pochodzi, jakiej jest narodowości, a nawet który klub lubi najbardziej. Rozgrywka dzięki temu staje się rozbudowana i ciekawa. Grać można w nieskończoność. Jednak to wszystko mieliśmy już w poprzednich "CeMach". W takim razie, czy gra ociera się o wtórność? Odpowiadam: nie, nie i jeszcze raz nie. Ponieważ zmieniło się niej prawie wszystko. Od wyglądu graficznego począwszy, do zmiany rodzaju rozgrywki zakończywszy. Właśnie to ostatnie bardzo mnie zaskoczyło. W poprzednich częściach "Championshipa" granica pomiędzy gigantami futbolu a słabymi klubami była niewielka. Teraz widać wyraźną przepaść pomiędzy Realem Madryt a na przykład Wisłą Karków. Poza tym autorzy gry zmienili układ sił poszczególnych teamów. Obecnie już nie da się rezerwą AS Romy wygrać z podstawowym składem Manchesteru United, jak to wyglądało wcześniej. I bardzo dobrze, bo to tylko dodaje jeszcze więcej realizmu. Twórcy gry wyraźnie lansują kluby angielskie, które moim zdaniem są nieco za mocne, patrząc chociażby na ich wyniki w prawdziwym świecie. Również uległa zmianie polityka transferowa. Nie liczcie na takie spektakularne zmiany barw klubowych, jak przejście Zidane'a z Juventusu do Realu za 64 mln dolców. O nie! Teraz, w dobie recesji, wszyscy liczą każdą wydaną złotówkę. Na szczęście jest inny sposób na stworzenie dream teamu- szkolenie młodzieży. Wytrenowanie młodych i zdolnych juniorów, to klucz do sukcesu.

A jak przedstawiają się same mecze? Skąpo, niby widzimy plansze z boiskiem a na niej kropeczki z numerami, oznaczające zawodników, ale to chyba nadal nie to, na co czekałem. Chciałbym wreszcie zobaczyć mecz na żywo a la FIFA, poczuć klimat stadionu, bacznie przyglądając się moim zawodnikom. Niestety, ale tego brakuje grze. Rozgrywanie meczu jest toporne i nudne- zero emocji. Do tego jeszcze komentarz się pogorszył. Nie wiem czemu, ale często gdy widzę napis: "Great chance!" (lub coś w tym stylu) i powinien paść gol, komputer płata figla i wynik pozostaje ten sam. Nie przeszkadza to tym którzy nie rozumieją angielskiego, ale dobrych lingwistów (nie mówię, że ja takim jestem ;) przyprawi o załamanie nerwowe. Również denerwujące jest to, że w menu nie ma ŻADNEJ muzyki. Zupełnie nic, tylko cisza. Z chęcią posłuchałbym sobie utwór jakiegoś dobrego zespołu, jak to ma miejsce w FIFIE. Widocznie twórcy CM 4 doszli do wniosku, że gracz nie potrzebuje uszu do życia i postanowili darować sobie zakupienie kilku "singli".

Podsumowując. Championship Manager to bardzo dobra gra, która w żadnym wypadku nie jest klonem swojego poprzednika. Nowatorskie rozwiązania sprawiają, że granie będzie przyjemnością dla fanów: zarówno poprzednich części, jak i piłki nożnej. Niestety dla przeciętnego gracza CM 4 może okazać się zbyt trudny i za skomplikowany. Do tego słaba grafika i w zasadzie nieistniejące udźwiękowienie skutecznie odrzucą od ekranu pewną cześć komputero-maniaków. Szkoda, że autorzy nie pokusili się na coś więcej.

design by Adam Matysiak