MENU
Bad guys

W Polsce miejsce miało już wiele incydentów, związanych ze złym prowadzeniem się sportowców. Może to trochę za mocno ujęte, ale już niejednokrotnie mieliśmy przykład, że sportowiec nie jest człowiekiem świętym. Przedstawię tutaj tylko najważniejsze przykłady ludzi, którzy weszli w konflikt z prawem. Niektórzy z nich całkiem zrujnowali sobie karierę, a niektórzy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

Jednym z ostatnich, którzy pojawili się "na cenzurowanym" był żużlowiec wrocławskiego Atlasu, Robert Dados. Niewątpliwie bardzo utalentowany zawodnik. Najpierw jego kariera znalazła się na zakręcie, gdy będąc jeszcze zawodnikiem GKM-u Grudziądz, uczestniczył w wypadku drogowym. Jechał na motocyklu i zderzył się ze samochodem. Mocno pokiereszowany, trafił do szpitala, gdzie przywrócono mu pełną sprawność. Kilka lat po wypadku, Dados zmienił klub, właśnie na Atlas. Przed rozpoczęciem obecnego wielu kibiców zastanawiało się, dlaczego Robert nie pojechał z drużyną na obóz przygotowawczy. Rzecznik prasowy tłumaczył to względami rodzinnymi, tymczasem okazało się, że Dados dwukrotnie (nieskutecznie) targnął się na swoje życie. Całe szczęście, znowu został odratowany. Zawodnik uczęszczał na spotkania z psychologiem. Nawet w kilka (chyba cztery) miesięcy po tych tragicznych zdarzeniach uczestniczył już w meczu ligowym. Niestety, Robert Dados, trzeba to jasno powiedzieć, po raz kolejny wykazał się swoją głupotą. Niedawno podjechał na stację benzynową swoim motocyklem (mimo, że w kontrakcie ma zakaz jazdy nim poza zawodami żużlowymi) i uciekł nie płacąc za benzynę. Pracownicy stacji postanowili go dogonić i złapać. W efekcie tego występku, żużlowiec został zdyskwalifikowany przez swój klub do końca obecnego sezonu, ponadto musi zapłacić grzywnę. A mnie doszły słuchy, że Dados ostatnio wznowił treningi na torze, ale nie z Atlasem, tylko ze swym poprzednim klubem z Grudziądza. Naprawdę szkoda mi tego człowieka, bo marnuje swój ogromny talent.

No to czas najwyższy, żeby zająć się piłkarzami, którzy bez wątpienia stanowią najliczniejszą grupę sportowców będących na bakier z prawem. Ostatnio dość głośnym był przypadek młodego gracza Amiki Wronki, Dariusza Dudki. Obrońca, będący nadzieją kadry młodzieżowej, już praktycznie stracił szansę występu na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach. Jadąc samochodem w stanie nietrzeźwym, potrącił człowieka, który następnie zmarł w szpitalu. Pierwotnie klub rozwiązał z nim kontrakt, ale ostatnio ponownie znajduje się w kadrze zespołu, jednak nie jestem pewien, czy podpisano z nim nowy kontrakt. Wracając do Amiki, do dwaj inni młodzi gracze tego klubu, Szymon Sawala i Paweł Iwanowski, również "wstawieni:" pobili przedstawiciela policji. Za ten wybryk otrzymali grzywnę oraz zostali przeniesieni do zespołu rezerw.

Zawodnik (teraz już były zawodnik) krakowskiej Wisły, Grzegorz Kaliciak trafił do izby wytrzeźwień, po tym jak na ulicy Floriańskiej po pijanemu wymachiwał pistoletem gazowym. Sternicy mistrza Polski nie zastanawiali się długo i natychmiastowo rozwiązali z nim kontrakt. Podobny los spotkał Pawła Holca, onegdaj gracza Wisły, ale tej z Płocka. Jego również przyłapano nietrzeźwego i rozwiązano z nim kontrakt. Te dwie osoby zdystansować chyba postanowili zawodnicy Gónika Polkowice, Arkadiusz Maciejewski i Maciej Soboń. Ich na razie potraktowano łagodnie i mogą grać w drużynie, ale najprawdopodobniej za wyczynianie cudów na stacji benzynowej również nie ominie ich kara.

No dobrze, czas wreszcie i na zawodników, którzy robili przekręty finansowe. A są wśród nich były kapitan reprezentacji Polski Piotr Świerczewski i Olgierd Moskalewicz. Pierwszy próbował wywieźć z Polski w 1999 roku 32 tysiące franków francuskich, łamiąc tym samym obowiązujący limit. Świerczewski zapłacił karę w wysokości ośmiu tysięcy złotych i stracił franki, które chciał przewieźć. Moskalewicz zaś próbował oszukać fiskusa. W zeznaniu podatkowym oświadczył, że złożył daninę wartości 444 tysięcy złotych na rzecz jednej ze szczecińskich parafii. Jak się później okazało, podpis proboszcza był podrobiony. "Olo" dostał osiem miesięcy w zawieszeniu i cztery tysiące złotych grzywny.

design by Adam Matysiak