| |
Tym sk8ovskim pozdrowieniem wita was powracający z dalekiego wygnania Ferenczy. Niestety przez pewien czas byłem 'redaktorem' w żaden sposób nie współtworzącym Pressroom'u, niestety - to przeze mnie były jakiekolwiek opóźnienia... (No, nie przesadzaj, to nie z Twojej winy. - the_chest) Ale od dziś zabieram się do pracy, bo jak wiadomo - maturka za pasem i możliwe, że znów będziecie się radować moją nieobecnością. Dosyć tych (pozdro dla ludzi z Tychów - tak BTW ;) wykrętów, czas zabrać się do pisania czegoś 'qńcikowego'. Pewnego pięknego dnia w moje rączki trafił 28(682) numer Angory. Z okładki błyszczały dwa uśmiechnięte pyszczki - naszego premiera i jego syna, oraz para tego... no.. ;)... Na 12 stronie znalazłem od razu tekścik 'Leszek, syn Millera'. Po przeczytaniu go zaopatrzyłem się w odpowiedni numer Polityki i zaczęły się refleksje, może nieco bardziej rozległe, niż tylko 'Millerowskie', ale chyba warte przeczytania.
Od jakiegoś czasu szum wokół rządu premiera Millera nie cichnie - zręczni prowokatorzy, jak na przykład pan Rokita, który w słynnej i przysłowiowej już komisji śledczej z każdego słowa przesłuchiwanych stara się wyłowić 'ukryty' sens: 'SLD to grupa trzymająca władzę'. Ale jakoś nikt nie chce tego potwierdzać - może Rywina nie wysyłała władza ustawodawcza? Ale Rywinowi dajmy już luz - nacierpiało się chłopisko, taki wstyd ;)! Więc afery, choćby rozmach pana Łapińskiego (kurde, moja babka całymi dniami na niego pomstuje - czy ja też kiedyś taki będę? Jestem za eutanazją! :) - wszystko, aby do Millera przyczepić złe słowo. Ale Łapiński to nie Miller - w SLD też są uczciwi - mało ich, bo to Polska właśnie. Nie będę powtarzał swoich osądów na temat ziomali, bo każdy widzi ich w lustrze. Teraz zazdrośni chcieliby coś przyczepić do Leszka juniora. Artykuł w Polityce każdy odczyta na swój sposób - przeciwnicy SLD powiedzą, że 'coś w tym jest' lub nazwą to propagandą, zwolennicy będą mieli
tylko powody do zadowolenia. Nagonka na Millera i SLD trwa już od jakiegoś czasu - ale jej powodów nie widać. Tak na prawdę nic się nie zmieniło, a jeśli zmieniło się 'w tył', na gorsze, to i tak nic w porównaniu z tym, co mogło się wydarzyć. Nie zapominajmy, że ten rząd uratował nas nie tylko przed dziurą budżetową, ale też przed deflacją. Ludzie chcieliby do przodu, ale jak to bywa - nie swoim kosztem. Polska to kraj, gdzie górnik nie odda kolejarzowi, kolejarz nauczycielowi, nauczyciel rolnikowi, a ten... A lekarstwo na brak pieniędzy w tym kraju jest proste jak budowa bomby (tak, bomby są bardzo łatwe) - zabić górnictwo i hutnictwo, rolnictwo i administrację 'uszczuplić'. Nie wiem, czy wszyscy mają pojęcie, że utrzymujemy nie tylko posłów, ale również - emerytów, rencistów, bezrobotnych (do tych nic nie mam), hutników, kolejarzy, górników i urzędników (najgorszej maści - sądowych). Związki zawodowe - ot, co bruździ w tym kraju. Wszystkie reformy, które mogłyby coś zmienić blokują właśnie związki.
To one odpowiadają za utrzymywanie się obecnej sytuacji i wydłużanie się zmian. Ale są one pojmowane jako obrońcy pracowników - bo zwolniony pracownik wykastrowany jest z każdej inicjatywy - zero chęci, maksimum oczekiwań - nie ma szans niczego się dorobić na własną rękę. Ale to w interesie pracownika jest, aby firma i wyrób miały się jak najlepiej. No dobra - nie w Polsce. Przykład - nie szukając daleko - w Łańcucie szef pewnej baaardzo dobrze prosperującej firmy zarobione pieniądze przeznaczył nie na podwyżki lub rozwój (a co, chcieliby ludzie żyć lepiej, nie?) - zakupił wannę za - uwaga - 500 000 PLN. Oczywiście 'na firmę', po co płacić podatki - podatki płacą w tym kraju tylko idioci, jak to powiedział w telewizji pewien bardzo bogaty i szanowany człowiek. Ci ludzie kupowali sobie pozłacaną srajtaśmę, tylko po to, żeby nikt nie mógł się cieszyć wraz z nimi ich pieniędzmi. Ale prywata to zmora tego świata, kapitalizmu, życia - choroby przenoszonej... Afryka nie umiera na AIDS, nie umiera z głodu -
Afryka umiera z powodu prywaty, z powodu obojętności ludzi i krajów, którzy jednostkowo lub globalnie są w stanie pomóc. Bo po co komuś pomagać za cenę nowych silikonowych cycuszków, kolejnego nudnego filmu Wajdy czy piłkarskiej Ligi Mistrzów? Powiedzmy wprost do lustra - wiemy za ile lat braknie tlenu, za ile wyginą kolejne gatunki, za ile broń atomowa będzie w stanie rozpadu, za ile podniesie się woda w oceanach, za ile wulkany zaleją lawą całą ziemię, za ile wyschną rzeki... A co robimy przeciw temu? Otóż siedzimy sobie w domu i bawimy się interkiem, olewając to wszystko, i wiecie co - czaję was - tak jest wygodniej.
Kurde, przeszedłem od młodego Millera do memento mori, ale mam nadzieję, że nie zanudziłem nikogo... Ostatnio tak się wszystko wokół mnie zakręciło (tak to jest, kiedy człowiekowi przestaną się podobać te 'łatwe dziewczyny' - na korzyść tych (A nie Tychów ;P trudnych :). Mam zamiar zejść na ziemię już w następnym arcie...
| |