Opowiadania
Czytelników


Cykle

"Empatia"

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Rafał "placeq" Malicki ::::

Idiot-savant



Dziwnie się czuję. Jakoś tak surrealistycznie. Czegoś tu nie rozumiem. Zawsze kiedy staję na rękach w kącie, słyszę stukanie. Próbowałem gdzie indziej i nic. Stuka coś tylko w kącie. Nawet nie silę się na wytłumaczenie sobie tego zjawiska. Bo i po co? W sumie to całkiem przyjemne uczucie. Kiedy chcę sobie posłuchać stukania, idę do kąta i staję na rękach. Jest całkiem fajnie.

Pewnego dnia stukanie ustało. Myślałem, że się przeniosło do innego kąta. Nic z tego. Skończyło się. Zasmuciłem się. Straciłem jakąś część codzienności i poniekąd siebie.

Tylda. Tak mówili niektórzy na to, co rysowałem pisakiem po ścianach. To były przecież zwykłe fale. No, może nie całkiem zwykłe. Ale cóż, mama zabroniła mi je rysować, gdyż stwierdziła, że to psuje wygląd mieszkania. Mama ma wysokie poczucie estetyki. Niestety.

Już nie rysuję fal. Mama wyrzuciła wszystkie pisaki jakie miałem. Nawet czarny. Poczułem jakąś niewypowiedzianą stratę.

Nic nie czuję. Przed chwilą wyskoczyłem z okna. Chyba nie żyję. Jednak żyłem. Mama wystraszona podbiegła do mnie. Myślała, że się zabiłem. Ja jednak byłem cały zdrowy. Jak ryba. Tak przynajmniej powiedział lekarz, który mnie zbadał. Nie mam pojęcia dlaczego jak ryba. Przecież nieraz widziałem śnięte ryby. One wcale zdrowe nie były. Powiem więcej: były martwe. Co ma piernik do wiatraka, powiedziałby ktoś. A ja wiem, co ma! Mąkę. Przecież wiatraki są zazwyczaj w młynach a młyny mielą mąkę. To nieprawda, powiedziałby ktoś inny. W młynach miele się zboże. Prawda, ale miele się je na mąkę! Nieważne. Co za idiota wymyślił to powiedzenie. Czasem na mnie wołają idiota, ale takiego głupiego powiedzenia to bym nigdy nie wymyślił. Nie wiem skąd się ono wzięło. Chyba z tego, że pierniki są często w kształcie wiatraków. Jak wiadomo najsłynniejsze pierniki są z Torunia. Pewnie jest tam pełno wiatraków. Idę otworzyć okno, bo duszno się robi.

Mama powiedziała, że to ostatni mój wybryk i następnym razem wyśle mnie do zakładu. Bardzo boję się zakładu. Już samo to słowo napawa mnie niebywałym strachem. Ciekawe, kto wymyślił taki zakład. Na pewno nikt zdrowy na umyśle.

Czuję zimno. Chyba go zabiłem. Leży cały we krwi... Nagle wstaje i ucieka. Jak się cieszę. Niedługo. Podjeżdża radiowóz. Nie wiem dlaczego się tak nazywa, przecież nie tylko policja ma radio w samochodach. Ale nic. Pakują mnie do środka i wiozą do domu. Mama jest załamana. Mówi, że jedziemy do zakładu. Nie, tylko nie to! Ze strachu popuściłem w spodnie.

Siedzę sobie w tym zakładzie. Jest nawet w porządku. Mam własny pokój. To nic, że nie ma w nim klamek i ściany są wykonane z jakiegoś miękkiego materiału. Mi to nie przeszkadza, bo nigdzie się nie wybieram. Mama mnie czasem odwiedza. Karmią mnie nawet dobrym jedzeniem. Dają kolorowe tabletki.

Czasem tylko, kiedy się nudzę, staję sobie na rękach w kącie i słucham...


Rafał "placeq" Malicki

rustin_parr@wp.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||