Opowiadania
Czytelników


Cykle

"Empatia"

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Khaoi ::::

Koło



...Ból serc puka już do drzwi...

Smukłe krople bezdźwięcznie sunęły przez szarość wokół. Na ulicy - wielkomiejskiej kopalni brudu i wyzwisk - nie było wielu ludzi. Nieliczni, w płaszczach i o beznamiętnym spojrzeniu przemykali przez ulicę, chroniąc swoją deszczową cnotę - suchość - pod marto-szarymi parasolami. Czasem, idą zakochani - trzymają się za ręce, czule muskają nosami. Ich cienie topią krople rozbijające się na brudnym chodniku. Całość tego szarego przedstawienia wydawała się być niedokończonym obrazem płynących rzek obojętności, ułudy i smutku.
Bezdomny poprawił gazetę. Naprzeciw jego miejsca, po drugiej stronie ulicy przez dużą taflę szkła przebijały obrazy z kilkunastu telewizorów sklepu RTV. Kilka z nich, będących powieloną kopią każdego poprzedniego przedstawiały obraz ulicy i ludzi przemykających pośród szumu kropel w obiektywie kamery. Szyba, ta duża powierzchnia, po której monotonnie spływały strużki krystalicznie zanieczyszczonego deszczu, w jakiś niepojęty sposób zdawała się powielać beznadziejność i tak już śmiesznie dołującego obrazu. Przed telewizorami, na ulicznej ławce, umiejscowionej między drzewami - martwymi pozostałościami starań zniszczenia atmosfery szarości - siedział młody mężczyzna. Krople deszczu skapywały ze jego czarnego płaszcza, gdy inne spływały po jego twarzy - smukłych, młodzieńczych licach o wyrazie jakiegoś nieprzeniknionego smutku i melancholii. Oczy zaś pozbawione były wyrazu innego poza rozpaczliwym bólem - połączonym z jakby niemożnością odnalezienia samego siebie. Miał jasne, niemal siwe włosy. Jego serce biło już nie dla niego.

...Cienie tańczą w oknach...

Gdzieś, w szybach tej beznamiętnej ulicy para zakochanych oddawała się miłości. Opatrzność, matka wierzących czuwającym snem otulała ich złączone ciała. Nie wiedzą, co ich czeka, szczęście, może wieczne problemy. Teraz jednak to się nie liczy. Nie dla nich.
Mężczyzna na ławce też kiedyś tak myślał. Też beztrosko przeżywał każdy dzień, po części marnując cenne chwile upływającego życia. Jednak wiele z nich zachował w sercu. Te bezproduktywne chwile czekania na ukochaną pamięta nadal i będzie pamiętał. Prócz samych sekund, minut, godzin, gdy byli razem zapamięta właśnie czekanie. Teraz jest załamany. Świat zdaje mu się jedynie oniryczną wizją wściekłych hipokryzji. Jednym wielkim oszustwem. Snem równie realnym jako obraz w szklanych ekranach ściany telewizorów.

...A na ziemi krople krwi...

Obraz wirował w jego głowie. Każdy ekran pokazywał wydarzenia z jego minionego życia. Z czasów wczesnej młodości, z czasów gdy był z Nią. Łza spłynęła po jego policzku. Patrzył jak spada. Wyglądało to jakby musiała pokonać całe tysiące kilometrów rolki filmu z sekundami, minutami i godzinami życia. W tej łzie widział utracone szczęście, którego niegdyś nie doceniał. Myślał, iż zawsze z nim będzie. Niestety los, kapryśny gigant cierpienia uciął nić szczęścia. Uciął przędzę dobrego losu. Teraz kołowrotek nie obracał się z pięknymi chwilami - teraz było tylko cierpienie i wieczny smutek.

...Przeszywa cię o przyszłość strach...

Czas mijał. Szare płaszcze nadal przemykały przez ulicę. A on siedział na ławce. W niezmiennej pozycji zamyślenia. Krople rozbijały się na jego postacie. O płaszcz, na włosach, spływały po twarzy. Ich przeznaczenie zataczało kręgi. Spadały z niebios, rozbijały się na ziemi, potem parując wracały do błękitu. I znów spadały...
Już tak jest, że człowiek ma nikły wpływ na przeznaczenie, które tak naprawdę nie istnieje. Istnieje jedynie koło losu - przyczyna i efekt. Ciągle te same, ciągle tak samo. Nikt nie jest w stanie stwierdzić, dlaczego, dlaczego? Może to jednak przeznaczenie? Może życie to sen? Istnienie, egzystencja, to w rzeczywistości bezpowrotny bilet do śmierci i szlachetnego bólu, bilet do pociągu szarych linii i szarych postaci. W efekcie dojedziesz na końcową stację gdzie nie ma obiecywanego szczęścia, nie ma uśmiechu, nie ma miłości. I nie masz wyboru czy chcesz wsiąść do tego pociągu. Wybór został dokonany razem z twoimi narodzinami. Właśnie wtedy, na początkowej a zarazem końcowej stacji zaczyna się twoje zataczanie kręgu losu. Przyczyną jest życie i jego początek. On chciałby się nie narodzić, i by ona się nie narodziła, by oboje się nie narodzili i nie byli tylko pasażerami w jednym z nieskończonej ilości wagonów. I choć swym szczęściem próbowali wyrwać się z mechanizmu, nie powiodło się. Próbował jej pomóc, ale zapomniał pomóc sobie. Nie zobaczył na końcu jej uśmiechu. Jej bilet był ważny krócej.

...Chcesz ją uratować...

Starał się jak mógł. Próbował ją uchronić. Jednak mimo błagań, modlitw nie udało mu się. Świat wygrał. Miłosierny stwórca nie pomógł. Boga nie ma. Płakał potem po nocach. Jego ból pukał do serca bram. Wtedy, gdy już nie potrafił dalej tak trwać, gdy nikt go nie pocieszał podjął decyzję. Dwa cięcia, na przegubach rąk ostrą żyletką. Jedna z nich wystawała poza granice łóżka - tego samego, na którym mieli swój pierwszy raz, pierwsze połączenie oddechów i rytmu serc. Pierwsze złączenie oblanych winem miłości dusz. Krew kapała na podłogę, za oknami szalały cienie drzew. Gdzieś, za ścianami słyszał głosu kłótni. Krew sączyła się tworząc kałużę z lustrzanym odbiciem bezkresnego smutku. Jego smutku. Pościel robiła się czerwona od krwi z przegubu długiej ręki. Śmierć, jego wróg a zarazem najlepsza teraz przyjaciółka pojawiła się wychodząc strumieniem z czerwonej posoki na podłodze. Czarna postać młodej kobiety o czarnych oczach i mleczno-bladej cerze z politowaniem patrzyła się na powoli chłodniejące ciało mężczyzny. Dla niej był młody, nawet nie miał dwudziestu lat. Wiedziała jednak, że to on, ten sam, który płakał, gdy umierała mu ukochana. Kostucha dawno nie widziała takiego uczucia. Dawno nie czuła takiego żalu jaki płynął z serca mężczyzny. Wtedy na łożu śmierci, w szpitalnej Sali w żyłach chłopaka płynęła miłość przemieszana z błaganiem o życie dla ukochanej. Teraz był to tylko smutek, złość na samego siebie i na wszystko wokół. Takiego palącego żarem martwego serca smutku Śmierć nie widziała już od dawna.

... Ale zapominasz uratować samego siebie...

Następnego dnia był jego pogrzeb. Ale on, z niewiadomych dla ludzkiej świadomości przyczyn był nadal. Rankiem po samobójstwie obudził się pod drzewem, na którego korze wyryte było serce z inicjałami jego i Jej. Wtedy znów pamięć chwil wypełniła jego myśli. Znów zapłakał.
Jego bilet był nadal ważny. Czasem gdy ktoś chce umrzeć, gdy usilnie się stara nie wychodzi mu. Jego los jeszcze nie dojechał na odpowiednią stację. Jego los musi wypełnić koło, zupełnie jak krople deszczu spadające na Jej płytę nagrobną. Stojąc na cmentarzu pamięć stawała się biczem dla strzępków jego duszy. Smutek wypalanymi literami zapisał się w jego skołatanym sercu.

...Smutek wypełnia serce twe...

Siedział na ławce i wspominał. Przeżył własną śmierć mimo tego, że nie chciał. Choć może umarł gdy i ona wysiadła z pociągu, gdy jej los, jej nieistniejące przeznaczenie zatoczyło pełny krąg?
Dziewczynka z parasolem usiadła koło niego na ławce.
- Czemu pan płacze? - spytała.
- Bo mój bilet jest nadal ważny. - Spojrzał na dziecko. Dziewczynka miała może z pięć lat.
- Jeżeli pana bilet jest nadal ważny to powinien się pan cieszyć. - młody mężczyzna znał skądś podobne spojrzenie. Zawsze pogodne, zawsze troskliwe.
Dziewczynka bez słowa dała mężczyźnie jeden z kwiatków, które trzymała. Mała, czerwona róża.
On znów spojrzał w ekrany telewizorów, dziewczynka znikła gdzieś. Może odeszła z matką? Może była tylko snem. Wiecznym snem, który on teraz śnił.

...Jednak spróbuj żyć dalej...

Wstał z ławki. Ekrany zdawały się w jakiś szalony sposób spoglądać na niego. Ma jeszcze dużo czasu by pogodzić się z losem. Pogodzić się lub dalej żyć w smutku. Tak jak i szare płaszcze pod parasolami przemykające wokół, tak i on, czarna umęczona dusza, wraz z samym sobą - ze swoim cieniem i smutkiem - zniknął gdzieś w szarości.
Smukłe krople bezdźwięcznie sunęły przez szarość wokół.


Khaoi

khaoi@tlen.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||