|
Sanktuarium
"Błagaj mnie, błagaj mnie dziecko nocy, które zabiję jak przyjdzie na to czas... módl się do mnie! Odwlecz egzekucję na swojej osobie, bo nie można mieć innego Boga przed mną!"
zachwiała się. Ten głos, który obiecywał śmierć, a zarazem wybawianie stawał się zbyt potężny, zbyt natarczywy... za bardzo przerażający nawet jak dla niej. Nawet ona, która skalała krwią własną rodzinę, zaczęła się bać.
- Bo nie będę mieć boga przed tobą... - wyszeptała cicho i upadła na ziemię. Brocząc krwią ze starej rany, która powinna się już dawno zagoić. Deszcze siąpił mocno w skórę, a mokre włosy przyległy do trójkątnej, bladej twarzy. Podniosła głowę, próbując przeniknąć spojrzeniem ciemność.
- Bo ja, co się oddalam... - nie wiedziała, czemu właśnie te słowa wydostały się na wolność ze szkarłatnych ust. Z ust, które chłeptały krew niewiernych...
Była potępiona. dziecko Nocy, które zabije własny bóg. Im bardziej tego pragnęła, tym bardziej się bała.
Odczuwała przyjemność z masochistycznego udręczania ciała. Łaknęła bólu jako oczyszczenia, a on jej to zapewnił.
zmrużyła oczy. Był już blisko... emanował czymś złowrogim i bliskim. Odpychającym i intrygującym.
- Co mnie czeka? - była już u kresu sił. Różni ludzie jej tłumaczyli, że nie można się oddawać właśnie temu bogowi. "Wybierz kogoś innego!" - szeptała jej babka, jak wyjmowała szkarłatny od jej krwi nóż.
Coraz bardziej krwawiła. Słodka krew, barwiła się na czarno. Barwiła jej jasną sukienkę. Skapywała na ziemię, która łapczywie ją spijała. Karmiła nią korzenie mocnych drzew, które pod podmuchem wiatru chyliły się ku dołowi.
"Moja dziewczynka."
była pewna, że to usłyszała. Pomogła mu się zmaterializować, uzyskać właśnie tą postać.
Upadły pierwsze czarne pióra na jej skąpane krwią dłonie. Takie miękkie i delikatne w dotyku.
- Ja... - dalsze słowa nie mogły przejść przez zaciśnięte usta.
Pogłaskał ją. Przytuliła się do jego zimnych dłoni, które bardzo przypominały dłonie jej ojca.
jednak te dłonie nie błądziły w nocy po jej ciele, nie zabierały ostatniej intymności.
Dlatego wolała tego boga, przez którego miała umrzeć.
mocniej wtuliła się w niego, a on uspokajająco mruczał.
Strach?
wiedziała, ze powinna się modlić, żeby opóźnić to, co jest nieuniknione, ale, po co?
"Dla samego życia."
wycharczał i zasłonił ją skrzydłami.
- Wszyscy zginęli - czy to przez nią, czy przez innych. Jej rodzina została wymordowana, a ona się do tego przyczyniła.
Uczucia?
Nigdy nie zaznała miłości, złości, nienawiści. Tylko strach i uznanie. Uczucia była poza jej pojmowaniem, więc czemu ma się modlić?
Skrzydła pachniały burzą, mrokiem, jej krwią i czymś nieokreślonym. Dotknąć boga samymi opuszkami. Posmakować jego boskość. Jej było to dane. Czy mogłaby jeszcze o czymś marzyć?
"Módl się o swoje nienarodzone dziecko, które nosisz pod sercem."
Syknęła, gdy przeniknął ją ostry jak sztylet ból.
- Ale... czy ja chcę je urodzić? - załkała i odsunęła się od niego. Popatrzyła w jego czerwone oczy.
"I tak umrzesz dziecko, ale wcześniej odchowasz tą istotę."
Przestało padać, dopiero to zauważyła. Jak ma się opiekować dzieckiem, które nie wzbudza w niej niczego?
Poczuła jego dłoń na sercu.
"Jesteś pewna?"
Jego głos wyprany z emocji.
Jak jej serce. Dopełniali się.
Roześmiane oczy małej siostrzyczki. Wpychała jej w dłonie poniszczonego misia i uśmiechała się, pokazując wszystkim brak górnych zębów.
Znalazła jej małe, powykręcane ciało na dole. Pod schodami. Musiała się poślizgnąć.
- Nieeeee!!!
To przez Niego!! On jej to przypomniał. To wydarzenie zagrzebane było w jej pamięci.
Czemu jest jej tak dziwnie? To nie przez tę ranę na brzuchu, gdzieś głębiej.
"Możesz odkupić winnym względem siostry."
- Czemu ci tak na tym zależy?
Zaśmiał się ciepło i pocałował ją w czoło.
"Nie na tobie, drogie Dziecko Nocy...ale na tym, co się urodzi."
- Więc proszę cię o czas, bym mogła je odchować. Bym mogła... - głos się załamał. - Bym mogła odbyć pokutę...
szyderczy śmiech przerwał jej wywód.
"Należysz do mnie. Wiesz o tym i twa śmierć zawsze będzie z moim udziałem."
Kiwnęła na znak zgody.
Powoli nie patrząc na boga skierowała się do domu.
Nie widziała, że dziecko, które urodzi zmieni dotychczas znany jej świat.
I tak miało się to wypełnić...
Moyra
antymon4@wp.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|