Opowiadania
Czytelników


Cykle

"Empatia"

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Luke ::::

Dziecko



Jakieś obce, nieznane pomieszczenie, kilka osób w dziwnych strojach przechadzających się pośpiesznie, dziwny zapach, wokół panuje gwar, za szybą widać ustawione w rzędzie łóżka, obok nich stoją dziwne urządzenia, kilka z nich popiskuje, inne po prostu są. Obok niektórych łóżek stoją jakieś dziwne wieszaki z przymocowanym u góry worku z płynem. Na łóżkach leżą inne dzieci, wokół wiją się jakieś rurki. Dziecko płacze, krzyczy, woła przez łzy zachrypniętym głosem, woła matkę. Woła, jakby była daleko, choć ta jest blisko, bo trzyma je w ramionach. Mówi jakieś uspokajające słowa, ale jej głos jest zdenerwowany, po jej policzkach spływają łzy. Jakaś kobieta chwyta je, ono protestuje gwałtownie, łapie matkę za szyję, wyraża sprzeciw, krzycząc jeszcze głośniej. Twarz czerwienieje ze złości, rozpaczy i wysiłku. Mama odsuwa je od siebie, odrzuca. Mówi, że po nie wróci i wykonuje krok w tył, kobieta chwyta je zdecydowanie, dziecko kopie ją, wierzga rękami i nogami, chce wyrwać się z uścisku. Matka ciągle na nie patrzy, lecz jej postać się oddala, mimo że tamta stoi w miejscu, dziecko syci zapłakane oczy jej osobą, jej głosem układającym się w już teraz nie rozumiane słowa. Ono pragnie tylko jednego: aby wrócić do swojej mamy, do najwspanialszej osoby na świecie, znaleźć się w jej objęciach, usłyszeć słowa "już teraz wszystko będzie dobrze". Lecz tak się nie dzieje, jej postać teraz jest prawie niewidoczna, może nie jest daleko, ale wzrok dziecka jest zamglony. Kobieta trzymające je porusza się długim korytarzem, idzie coraz szybciej, dziecko wciąż krzyczy, jest przerażone, nie wierzy w to co widzi i wtedy...


Dziecko budzi się zlane potem. Sześciolatek uświadamiający sobie coraz brutalniej to, co wkrótce nastąpi. Już jutro wsiądzie razem ze swoją mamą do pociągu i odjedzie, zostawi za sobą dom, brata, siostrę, ojca, psa, z którym tak uwielbiało się bawić. I pojedzie razem ze swą mamą, wsiądą do pociągu i odjadą w jakieś odległe miejsce, gdzieś w Polsce. "To dla twojego dobra", tak mówią. To dla dobra tego sześcioletniego chłopca wywożą go gdzieś w Polskę, daleko od domu. Ta myśl powoli do niego dociera, choć nie do końca rozumie to, co się dzieje, wcześniej, kiedy dowiedziało się, że "jedzie do szpitala na operację, która pozwoli mu wyzdrowieć" wiedziało, że to coś złego. Nie znało do końca znaczenia słowa "operacja", lecz już wielokrotnie je słyszało, pamiętało jakieś dziwne przyrządy, dziwny zapach... i pamiętało strach, brak rodziny, a przede wszystkim mamy. Tak wyglądały jego mroczne i mgliste wspomnienia, więc odrzucało je od siebie, nie chciało o nich myśleć, nie chciało myśleć o operacji, o szpitalu... Lecz teraz wszystko powróciło, obudziło się wystraszone, myślące o tym co nieuchronne i bliskie...


Nie pamiętało jazdy pociągiem, może tylko końcówkę, kiedy usłyszało, że są prawie na miejscu. Wtedy przytuliło się i cichutko zapłakało. Dziecko to zawsze lubiło pociągi, lubiło tę prędkość, krajobrazy za oknem, lubiło smak kanapek z szynką, które - nie wiedzieć czemu - w czasie jazdy pociągiem wydawały się smaczniejsze. A jednak to wszystko teraz nie miało znaczenia, miała znaczenie tylko ta osoba, w której objęciach teraz się znajdowało...


Pociąg staje, dziecko niechętnie podnosi się, wychodzi z pociągu i trzymając mamę za rękę pozwala jej się zaprowadzić na przystanek tramwajowy. Nie pamięta jazdy tramwajem, pamięta tylko moment, kiedy ujrzało ten budynek, stary i zniszczony, jednak w środku czysty i dziwnie pachnący...


Sen. Sen powtarza się, ale teraz na żywo, dokładnie czuje teraz uścisk dłoni, dokładnie słyszy głos matki, dokładnie widzi jej twarz, teraz zatroskaną i smutną... słyszy własny, przeraźliwy krzyk, czuje ból i pieczenie w gardle, jest niesamowicie zmęczone krzykiem, ale krzyczy nadal. Kobieta trzymające je porusza się długim korytarzem, idzie coraz szybciej, dziecko wciąż krzyczy, jest przerażone, nie wierzy w to, co widzi i wtedy...


...I wtedy zostaje wniesione do jakiegoś małego pomieszczenia, ciągle płacze, krzyczy. Woła matkę, ale tej nie ma nigdzie w pobliżu. W końcu uspokaja się, zaczyna spokojnie oddychać. Przychodzi jakaś dziwnie ubrana, lecz miła i uśmiechnięta kobieta, coś do niego mówi i łapie je za rękę. Wprowadza je do jasnego i oświetlonego pomieszczenia, w którym znajdują się inne dzieci w jego wieku, bawią się zabawkami. Zabawek jest dużo, naprawdę dużo ale nie budzą jego zainteresowania. Zostaje zaprowadzone do ciemnego pomieszczenia, rozebrane i ubrane w te dziwne ubranie, jakie widziało na innych dzieciach. Ktoś kładzie je na łóżku, podnosi w górę jakąś kratę, która do łóżka jest przymocowana i zostawia je. Tak mija dzień. Pierwszy dzień tego dziecka w szpitalu. Pierwszy w tym roku, ale tak straszny jak te sprzed paru lat.


W nocy dziecku śni się matka. Niewiele pamięta z tego snu, wie tylko tyle, że była tam jego ukochana mama.


Dni mijają powoli. Są szare, takie same, dziecko pozostawione same sobie całymi dniami włóczy się po korytarzach i pomieszczeniach. Widzi inne dzieci, niektóre bawią się, inne leżą na łóżkach, na ich nogach, rękach i innych częściach ciała widzi... zdaje się, że lekarze mówili na to gips. Widzi, ale nie myśli o tym, że samo kiedyś się w nim znajdzie, nie myśli o niczym. No, może tylko o matce.


Pewnego dnia słyszy znajomy głos. Jest donośny i żywy, to głos... tak! To głos mamy! Dziecko jest podekscytowane, cieszy się, wreszcie wróciła, nareszcie skończy się ta męczarnia. Ktoś bierze je za rękę i gdzieś prowadzi... w końcu zauważa swoją mamę ubraną w granatowy płaszcz. Wyrywa się prowadzącej je osobie, ściska matkę za szyję i płacze. Lecz tym razem są to łzy szczęścia, obywa się bez poprzedniego donośnego krzyku. Słucha miłych i ciepłych słów mamy, nie rozumie ich, po prostu słucha, syci nimi swoje uszy, swój umysł. Chce, aby ta chwila trwała wiecznie. Ale tak nie jest, w końcu ktoś podchodzi aby je zabrać. Tym razem dziecko reaguje spokojnie, bez krzyku, wprawdzie płacze, ale jest spokojne, pamięta, że mama powiedziała: "Wrócę". I ono w to wierzy, przecież ona nigdy go nie okłamała...


Mijają kolejne dni, są tak samo szare, lecz gdzieś tam w głębi małej główki znajduje się iskierka nadziei. Nadzieja na powrót matki, nie widziało jej od dawna, ale pewnie wkrótce się pojawi, przecież tak mówiła...


Jest luty, tak słyszało. Słyszało też, że jest tu od dwóch miesięcy. Za oknem topniejący śnieg, idealnie komponujący się z ponurym nastrojem dziecka. Pamięta, że w lutym ma urodziny. Nie pamięta dokładnie kiedy, nie potrafi nawet liczyć, nie zna kalendarza, ale to pamięta. Cóż, pewnie wkrótce ktoś przyniesie mu tort...


Tortu nie było jak do tej pory. Dwa miesiące. Nie wie ile to, ale wie, że bardzo dużo, bo już nie myśli nawet o matce, owszem, czasem ją sobie przypomina, ale ze spokojem, bez płaczu, szlochania, lamentu... nawet bawi się z innymi dziećmi, co prawda wygląda na bardziej smutne niż inne dzieci, jednak czasem potrafi się śmiać. Przywykło do sytuacji, ale ono nie żyje, ono wegetuje. Dzień za dniem, dzień za dniem...


Pewnego wieczora zostaje położone na jakimś metalowym łóżku. Jest wiezione przez długi korytarz, w końcu dociera do jakiejś zimnej sali, nad nim wisi jakaś dziwna lampa świecąca bladym światłem. Czuje ukłucie na prawej ręce, jeden raz, drugi, trzeci... i zostaje samo. Ludzie którzy tu byli teraz gdzieś wyszli, zostało same, leżące na tym dziwnym stole i patrzące na lampę, ściany, jakieś dziwne przyrządy... widzi coraz słabiej... coraz bardziej mgliście... w końcu zasypia...


Kiedy się budzi nie może ruszać nogami. Gdy ich dotyka czuje tylko jakąś dziwną skorupę. Wie co to, już raz przez to przechodziło. Czuje okropny ból. Zaczyna krzyczeć, ktoś przychodzi, robi zastrzyk. Po jakimś czasie robi kolejny. I kolejny... w końcu zasypia...


Budzi się następnego dnia, tak mu się bynajmniej wydaje, bo nikt mu nie mówi, jaki to dzień, ile spało. Wie tylko to, że teraz leży na łóżku i nie może się poruszać, bo na całych obu nogach ma gips. Teraz dni upływają wolniej, wciąż dostaje zabawki, ale to nie to samo. Znów zaczyna myśleć o matce, wspomnienia powracają, znów jest osowiałe, przygnębione. I nikt nie stara się, aby coś z tym zrobić.


Po wielu dniach przyzwyczaiło się do nowej sytuacji w jakiej się znalazło, do życia w bezruchu i trwodze. Przyzwyczaiło się już do braku mamy, taty, siostry, brata, psa, teraz przywykło i do tego. A ten dzień miał być kolejnym smutnym dniem w życiu tej małej istotki. Ale taki nie był, pierwsze, co było odmienne to to, że usłyszało jakiś znajomy głos. To nie był głos matki, ale... tak, to jego siostra! Chętnie by podbiegło, lecz nie może poruszać nogami. W końcu ktoś podchodzi do niego i bierze je na ręce. Zanosi na jakąś salę, po drodze dziecko szukało wzrokiem siostry, lecz jej nie ujrzało. Tymczasem zostaje ono położone na stole, ktoś wielkimi nożycami przecina gips, myje jego nogi i wynosi z pomieszczenia. Niesie je przez długi korytarz, ten sam, którym było niesione, gdy zabierano je od matki, ten sam, którym biegło, aby ją powitać. Teraz jest niezwykle podekscytowane, bo ktoś już wcześniej mówił mu, że odchodzi stąd na zawsze. Nagle widzi siostrę, zaczyna radośnie krzyczeć, na twarzy pojawiają się łzy szczęścia. W końcu kobieta daje tego małego chłopczyka jego siostrze, ten śmieje się, cieszy, nie może przestać się śmiać i jednocześnie płakać ze szczęścia. Jest cały czas uśmiechnięty, radosny, zostaje ubrany w normalne ubrania i wyniesiony z budynku. Wyniesiony, gdyż teraz nie potrafi chodzić, ale to minie, teraz najważniejsze jest to, że opuszcza szpital i spotka się z mamą. Właśnie, z mamą.


- Magda, gdzie jest mama?
- ...
- Magda, gdzie jest mama, chcę się z nią zobaczyć.

Broda Magdy zaczyna drgać, jej oczy stają się błyszczące i szkliste, na twarzy pojawia się pot, dziewczyna próbuje powstrzymać łzy, pochyla głowę, jej blond włosy zakrywają twarz, zatrzymuje się, siada na ławce i zaczyna cicho szlochać.

- Magda?

Magda podnosi głowę, teraz wyraźnie widać na jej policzkach łzy. Próbuje zebrać się w sobie, bierze głęboki oddech...

- Mama odeszła.


Są takie momenty w życiu człowieka, kiedy w ciągu jednej chwili pozorne szczęście zamienia się w koszmar.


Luke

luke50@go2.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||