|
Nazdrul część druga
Rozdział IV
Nazdrul nie wiedział co ma robić. Był zagubiony. On, wielki książę, przyszły następca tronu nie wiedział co ma robić. "Zawsze jest jakieś wyjście" pomyślał, po czym zobaczył, że na niebie zbierają się chmury tak ciemne, że wkrótce było ciemno tak jakby była noc. Nagle poczuł coś czego jeszcze nigdy nie doświadczył. Czuł jak przenika go światłość, to Simatron dawał znać o sobie.
- Masz niewiele czasu - powiedział do Nazdrula.
- Wiem, czuję to.
- Nasza kraina znika. Musisz się pospieszyć. Błagam Cię w imieniu wszystkich umarłych: pomóż nam! Jesteś naszą jedyną i ostatnią szansą.
- Postaram się, ale nie wiem co mam robić.
- To jest w tobie, wierzymy w ciebie. - mówiąc to zniknął, a niebo znów zrobiło się błękitne.
Co jest we mnie. Nic nie rozumiem. O czym on mówił? - pomyślał.
Nic nie jest takie proste jak by się to mogło wydawać. W chwilę po tym zobaczył, że zbliża się do niego kilka Drangów. W krótkim czasie znaleźli się koło niego. Patrzyli się na niego tak jak na jakiegoś kalekę.
- Dlaczego mamy nie zabijać ludzi? - zapytał jeden z nich.
- Robiąc to powodujecie, że oni pałają do was większym gniewem, nie myślą o strachu, a przez to Garha znika. Niedługo zniknie całkiem, jeśli tego nie zmienimy.
- A skąd ty to możesz wiedzieć? Dlaczego mielibyśmy ci zaufać? Skąd ty w ogóle się wziąłeś? Myśleliśmy, że jesteśmy ostatnimi Drangami, jakie chodzą po tej ziemi.
- To jest nieważne. Żyłem przez długi czas sam, nie chciałem zwracać na siebie uwagi tak jak wy. Teraz liczy się tylko Garha.
- Załóżmy, że ci uwierzymy; to jak masz zamiar ją uratować?
- Jeszcze nie wiem, może wy macie jakiś pomysł.
Nikt nic nie odpowiedział. Każdy patrzył się na siebie, tak jakby w oczach swojego kolegi szukali odpowiedzi na pytanie.
Nie mogąc znaleźć żadnej odpowiedzi zaprosili go do siebie. Żyli w jaskiniach. Nie mieli żadnych wygód. Spali na zimnym kamieniu, bez żadnych materacy. Nazdrul nie był do takich warunków przyzwyczajony, dlatego w nocy nie zmrużył praktycznie oka.
Kiedy Drangi się obudziły, Nazdrula nie było już między nimi. Zaczęli go szukać, jednak musiał zajść już bardzo daleko, gdyż ślady jakie znaleźli nie były już takie świeże.
Nazdrul nie mogąc zasnąć postanowił ruszyć w stronę zamku, wiedząc jakie ciągnie to za sobą niebezpieczeństwo. Podczas drogi upadł i przez kilka minut nie mógł się w ogóle ruszyć. Zdawał sobie sprawę, że spowodowane to jest powolną śmiercią krainy umarłych, którą ma przecież uratować. Nie przejął się tym bardzo. Kiedy powrócił do dawnej sprawności ruszył dalej jak gdyby nigdy nic się nie stało. Był coraz bliżej zamku. Czuł to. Nie wiedział czemu, ale im był bliżej celu tym czuł się inaczej. W jego duszy pojawiła się żądza, żądza krwi, którą z trudem opanowywał.
Starał się nie zbudzić nikogo. Poruszał się jak sprawny myśliwy, który nie chce spłoszyć swojej ofiary. Przy obecnych jego warunkach fizycznych sforsowanie muru nie było dla niego większym problemem. Zwinnie wspiął się na sam szczyt, a później zeskoczył znajdując się już po drugiej stronie. Nie spodziewał się nikogo o tej porze przy samym murze. Zobaczył jednak dziewczynę, nie przypominał sobie, żeby widział ją już kiedykolwiek wcześniej. W tej chwili żądza, która go pchała do zaspokojenia pragnienia zwyciężyła. Nazdrul rzucił się na nią nie pozostawiając jej żadnej szansy ucieczki. Dziewczyna nie wydała nawet jednego głosu. Patrzyła się tylko jak jakiś potwór biegnie na nią tylko z jednym zamiarem. Zemdlała.
***
Rozdział V
Nazdrul tak jak dziewczyna był przerażony, nie wiedział co się z nim dzieje. Chciał jakoś przerwać swój szaleńczy pęd w stronę dziewczyny, ale nie mógł nic zrobić. To było silniejsze od niego. Czuł się tak jakby ktoś nim kierował. Gdy osiągnął cel stanął nad nią i przez chwilę po prostu patrzył. Miał dość siły, aby jeszcze walczyć z tym co go opętało. Niestety przegrał. Dopadł ją i zgwałcił, lecz nie był to zwyczajny gwałt jakiego dokonują ludzie. Było to coś strasznego i aż dziw, że dziewczyna nie umarła. Mimo iż był świadomy tego co robi, nie mógł w żaden sposób przerwać tej makabrycznej sceny. Dużo bardziej zastanawiał się nad tym co wydarzyło się później. Nie zabił jej. Dlaczego tego nie zrobił? Odpowiedź znalazł dopiero później.
Nie wiedział, że Drangi nie mają wykształconych narządów rodnych i dlatego nie mogły się rozmnażać. On był wyjątkiem. Nie zdawał sobie sprawy, że został podstępnie wykorzystany. Garha wcale nie umierała, a to co czuł, to nie była zbliżająca się jej apokalipsa. Został wplątany w intrygę, która była misternie przygotowywana już od wielu lat. Simatron i inni szukali odpowiedniego kandydata do ich pomysłu i znaleźli go w Nazdrulu. Niewielu mogło bowiem stając się Drangą zachować swoje możliwości rozrodcze. On należał do mniejszości. Zmienili go w Drangę w celu zapłodnienia jakiejś ludzkiej kobiety, aby ta urodziła nową istotę, która będzie w stanie zrobić to czego nie udało się im. Na razie plan przebiegał bez zarzutu. Kobieta została zapłodniona. Teraz trzeba było tylko czekać na to co, się stanie.
Zrobili oni jednak wielki błąd, ponieważ gdy Nazdrul znalazł się z powrotem w lesie, na jego drodze ukazał się Simatron. Śmiejąc się i patrząc mu prosto w oczy powiedział mu do czego się przyczynił. Nie sądził bowiem, że może się on stanąć jeszcze jakimś zagrożeniem dla tak misternie ułożonego planu.
Nazdrul nie mógł sobie wybaczyć, że stał się marionetką, przez którą może dojść do zagłady całej ludzkości. Teraz jego największym problemem było jak poradzić sobie z tym co w nim siedzi i jak powstrzymać dzieło zniszczenia, które zaczęło się wraz ze złapaniem Nazdrula. To była zagadka, która na wiele godzin zmusiła go do myślenia. Nie mógł spać, jeść, pić, nie mógł się uspokoić. Był tak roztrzęsiony, że mimo iż starał się wymyślić jakieś sensowne rozwiązanie, nie potrafił zebrać wszystkich myśli w kupę. Wiedział, że ma jeszcze dużo czasu, aby coś wymyślić, dlatego postanowił się trochę przespać. Nie umiał jednak odpędzić z głowy wydarzeń, których był przecież głównym bohaterem. Po kilkudziesięciu minutach złe myśli zaczęły odchodzić, a na ich miejscu pojawiły się wspomnienia tego kim był jeszcze parę dni temu. Nie mógł przecież zapomnieć o swojej przeszłości. To ona dawała mu siłę do dalszej chęci walki o ludzi. Przecież pomimo zewnętrznej powłoki w głębi duszy był jednym z nich. "To jest planeta ludzi i to oni powinni być jej panami, a nie jakieś mutanty. Mimo iż człowiek jest zdolny do wielkich okrucieństw, które wcale dużo nie ustępują zbrodniom Drangów, zdolni byli również do wielkich czynów, do wielkich uczuć i do wielkich poświęceń, których oni nigdy nie zrozumieją. Tylko ja mogę się im przeciwstawić, ale nie wiem czy podołam, nie wiem, czy jestem gotowy przyjąć na siebie tak wielką odpowiedzialność." - myślał tuż przed zaśnięciem Nazdrul.
TILL
erekaran@op.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|