|
Opowiadania Czytelników
Wy, szanowni czytelnicy, czytacie to... w pażdzierniku. Tak?
A poniższe teksty są owocem wakacyjnej pracy naszych
autorów. Stąd może tendencja do opowiadań nieco krótszych i
dziejących się w zimie (m. in. "Po pierwsze" Royal Gryffina :)
Oprócz opowiadania miesiąca, rzecz jasna, proponuję zwrócić
uwagę na ciekawą historię o człowieku toczącym trudną walkę
z przeciwnościami losu, czyli "Gdy anioły zasługują na
śmierć", spisaną przez autora podpisującego się jako Citizen
Zero. Zapoznajcie się również z ciekawymi tekstami
debiutanta na naszych łamach, czyli Towfika, a jego
opowiadania to "Lotnik" i "Szaleniec".
Nie pogardźcie też tekstami autorów, którzy regularnie
zasilają kącik swoimi opowiadaniami, czyli: Homka Tofta ("Gra bąbelków", "Przebudzenia"), Moyrę ("Stworzenie świata", "Sanktuarium"), Faramira ("Upadły poeta"), Willow ("Pamiętnik")...
Poniżej znajdziecie też opowiadania autorstwa Rafała
Malickiego ("Idiot-savant"), Nemezis ("Where is my mind"),
niewesołą historię opowie nam Luke w tekście "Dziecko", a w
opowiadaniu "Profesor", napisanym przez pana Troglodythes, dowiemy się o pewnym niespodziewanym spotkaniu...
Spory przekrój przez gatunki, style... Każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Jeśli nie znajdzie - powtórzyć procedurę :)
PS. Osoba podpisująca się pseudonimem "Jego Magnificencja" jest proszona o kontakt z nami!
Khaoi ::: Koło ... .. . . .
"Szyba, ta duża powierzchnia, po której
monotonnie spływały strużki krystalicznie zanieczyszczonego
deszczu, w jakiś niepojęty sposób zdawała się powielać
beznadziejność i tak już śmiesznie dołującego obrazu. Przed
telewizorami, na ulicznej ławce, umiejscowionej między
drzewami - martwymi pozostałościami starań zniszczenia
atmosfery szarości - siedział młody mężczyzna. Krople
deszczu skapywały ze jego czarnego płaszcza, gdy inne
spływały po jego twarzy - smukłych, młodzieńczych licach o
wyrazie jakiegoś nieprzeniknionego smutku i melancholii.
Oczy zaś pozbawione były wyrazu innego poza rozpaczliwym
bólem - połączonym z jakby niemożnością odnalezienia samego
siebie. Miał jasne, niemal siwe włosy. Jego serce biło już
nie dla niego."
Homek Toft ::: Gra bąbelków ... .. . . .
"Tak to czasami bywa, że ludzie nie potrafią
nic zrobić ze swoimi uczuciami. Mogą mówić, doradzać, mogą
wiedzieć, ale kiedy przychodzi czas na nich samych... Są po
prostu bezsilni, nadzy, ich wiedza ulatuje i kończy się
zanim jeszcze miała okazję się przydać. Na początku życia
wszyscy jesteśmy radośni, chętnie pomagamy, zakochujemy się
tak bardzo, bardzo łatwo. Potem nadchodzi czas, w którym
wszyscy się budzą. Mężczyźni, a może jeszcze mali chłopcy,
stają się wtedy tacy dziwni. Są różne typy połamanych ludzi.
Może przyjdzie jeszcze taki czas, kiedy opowiem o wszystkich,
jakie wydaje mi się, że znam. Kiedyś przyjdą takie dni,
kiedyś przyjdą, lecz nie dziś. Zajmijmy się przypadkiem,
odosobnionym przypadkiem, Toma Petty.
"
Willow ::: Pamiętnik ... .. . . .
"Ekipa składa się z pięciu naukowców, trzech
pilotów, dziesięciu komandosów (w tym ja oraz nasz dowódca)
i jednego kolesia, który nic nie robi, a tylko macha rękami
i wrzeszczy. To, zdaje się, "głównodowodzący". Aha, byłbym
zapomniał. W skład ekipy wchodzą także dwie sprzątaczki.
Pierwszy dzień na naszym statku "Bronisława" zleciał mi na
spacerach po pokładzie. Odwiedziłem skromne sypialnie
sprzątaczek, pokoje pilotów z licznymi sklejanymi modelami
przestarzałych samolotów i z plakatami gołych... znaczy się,
z plakatami rakiet kosmicznych. Pomieszczenia należące do
naukowców były zamknięte, ale mimo pancernych drzwi można
było usłyszeć liczne wybuchy. Co oni tam robią, ci jajogłowi?
"
Towfik ::: Lotnik ... .. . . .
"Było pewnym, że nad ranem przyjdzie mróz i
zamieni tą pokrytą lekkim płaszczem lodu kałużę, w jeden
plaster twardego lodu. I tylko jeden mały papierek jednym
swoim końcem uwięziony w cienkim lodzie, trzepotał nerwowo
na ostatnim tej jesieni wietrze. Chwilami zdawało się, że
uda mu się wyrwać z tej zamarzniętej kałuży, i lada chwila
poleci na skrzydłach mroźnego wiatru w dal, hen daleko ku
polom za hałdami, a może nawet dalej, za pola. Ale było to
tylko złudzenie, bo choć wiatr szastał papierkiem, to jeden
jego koniec był już mocno trzymany przez lód pokrywający
kałużę. Lada moment miała nadejść zima i uwięzić go pod
puchem śniegu.
- Ni diabła, nie poleci - odezwał się Zenek, miejscowy
bezdomny złomiarz i pijak."
Royal Gryffin ::: Po pierwsze... ... .. . . .
" Na ulicach panował spokój. Podobnie jak z
pieszymi było i z samochodami. Leniwie i powoli sunęły po
ulicy. Spod ich kół sypał się śnieg. Zdawały się być
lodołamaczami na bezkresnym oceanie lodu. Majestatycznie
parły do przodu. Miały zaparowane szyby a ich sternicy byli
spragnieni i głodni. Wyczekiwali pojawienia się na
horyzoncie swego portu - domu. W większości mieszkań
rozpoczęły się już przygotowania do tej szczególnej kolacji.
Nikt teraz nie śmiał spojrzeć krzywo na swego współlokatora.
Nikt też nie był smutny, nawet ci, którzy byli opuszczeni...
Na tę jedną noc mieli towarzystwo.
"
Rafał "placeq" Malicki ::: Idiot-savant ... .. . . .
"
Tylda. Tak mówili niektórzy na to, co rysowałem pisakiem po
ścianach. To były przecież zwykłe fale. No, może nie całkiem
zwykłe. Ale cóż, mama zabroniła mi je rysować, gdyż
stwierdziła, że to psuje wygląd mieszkania. Mama ma wysokie
poczucie estetyki. Niestety.
Już nie rysuję fal. Mama wyrzuciła wszystkie pisaki jakie
miałem. Nawet czarny. Poczułem jakąś niewypowiedzianą
stratę.
"
Nemezis ::: Where is my mind ... .. . . .
"Na jej drewnianym biurku stał słoiczek z
miękkimi ołówkami do rysowania. Na ścianie wisiały rysunki
zwierzaków, zdjęcia znajomych, metki od ubrań i ketchup z
McDonalda. Na oparciu krzesła leżała niedbale jej czarna,
rozpinana bluza, kupiona rok wcześniej podczas wycieczki do
Berlina.
Jej łóżko było idealnie posłane. Płyty i kasety poukładane
na stoliczku obok łóżka. Czy coś leciało z wieży? Chyba tak.
Piosenka "Where is my mind?". Dlaczego akurat ta?
Obok wieży spoczywał jej telefon. 3 połączenia nieodebrane,
1 wiadomość. Dlaczego nie miała go przy sobie?
Komputer był włączony. Miała status "always look at the
bright side of life". Czy ona tak robiła?
"
Pan Troglodythes ::: Profesor ... .. . . .
"W sanatorium podano właśnie obiad. Starszy
człowiek skrzywił się nieznacznie na widok owsianki, której
szczerze nie znosił. Wiedział jednak, że przy stanie jego
zdrowia nawet płatki owsiane na mleku są luksusem. Jadł
więc, powoli i w milczeniu, gdy do jego stołu przysiadł się
inny z pacjentów, dużo młodszy.
- Dzień dobry, smacznego - rzucił zwyczajowo.
- Dziękuję - odrzekł starszy pan i podniósł twarz.
Młodzieniec spojrzał i ciarki przeszły mu po plecach. Jezu,
to jakiś koszmar, pomyślał. Za chwilę jednak skarcił się w
myślach za dziecinną i przekorną reakcję.
- Pan profesor! - powiedział z na wpół udawaną, na wpół
rzeczywistą radością. Jak zdrowie?
"
Moyra ::: Powstanie świata ... .. . . .
"Przeraziło ją zimno swojego serca i dwiema
rzęsami stworzyła pierwsze ognisko, do którego wrzuciła
swoje zamarznięte serce by jej ogrzać. Z tego ogniska i
serca Mareal narodziło się Słońce, a z cząstki, która nie
dostała się do ognia- Księżyc. Dzieci bogini. Dwie małe
dziewczynki, na nieboskłonie pary, ganiają się, łapiąc
śnieżyste chmury. I kiedyś Słońce znikło zasłonięte przez
Księżyc i bogini zapłakała, a łza potoczyła się po
złocistych włosach, wydrążając doliny i pagórki. Dziewczynki
rosły, aż pewnego dnia Księżyc zgubiła parę nitek
srebrzystych włosów i ukształtowała się droga mleczna z
gwiazdami."
Faramir ::: Upadły poeta ... .. . . .
"Spojrzał jeszcze raz na niebo. Setki,
tysiące małych punkcików na nim znaczyło swą obecność
uśmiechając się i mrugając do niego równocześnie, we
własnym, nieziemskim, nie mieszczącym się w ludzkich
miarach, rytmie. Oglądał je z zaciekawieniem, które mieszało
się w nim z melancholią. Uczucia te zderzały się ze sobą i
burzyły delikatną strukturę porozumienia pomiędzy jego
prawdziwą istotą, a dawnym cieniem, wspomnieniem z jego
przeszłości, echem minionych lat. W oddali zabrzmiał miarowy
śpiew cykady. Uśmiechnął się.
"
Towfik ::: Szaleniec ... .. . . .
"Cała piątka jego towarzyszy dosłownie
drżała z przerażenia. Znajdowali się właśnie w okopie,
jakieś trzysta metrów od linii frontu. Dookoła nich panował
nieustanny ryk, z rzadka wybuchał granat, tudzież nieludzki
ryk ludzi rozszarpywanych na ostrych bagnetach. Wszyscy byli
na froncie pierwszy raz. Nie oszukujmy się - każdy miał
pełne spodnie strachu. Przerażenie odbierało im rozum i
panowanie nad sobą. Ich sytuacja była rozpaczliwa. Wróg
zbliżał się, i pomimo tego że nie wiedzieli co się dzieje,
zdawali sobie sprawę że lada moment usłyszą miarowe kroki
moskiewskiej armii, która idzie odebrać im okop, w którym
rozpaczliwie się kryli. Każdy z nich miał tylko jedno
marzenie - uciekać. Ale nie było dokąd. Ucieczka w tył
znaczyła kulę w łeb za dezercję. Przed siebie - śmierć na
moskiewskich bagnetach. W każdą inną stronę, powolne konanie
bądź rozszarpanie przez granat. Jedynym rozkazem który
dostali było: "utrzymać swoje pozycje". "
Luke ::: Dziecko ... .. . . .
"Dziecko płacze, krzyczy, woła przez łzy
zachrypniętym głosem, woła matkę. Woła, jakby była daleko,
choć ta jest blisko, bo trzyma je w ramionach. Mówi jakieś
uspokajające słowa, ale jej głos jest zdenerwowany, po jej
policzkach spływają łzy. Jakaś kobieta chwyta je, ono
protestuje gwałtownie, łapie matkę za szyję, wyraża
sprzeciw, krzycząc jeszcze głośniej. Twarz czerwienieje ze
złości, rozpaczy i wysiłku. Mama odsuwa je od siebie,
odrzuca. Mówi, że po nie wróci i wykonuje krok w tył,
kobieta chwyta je zdecydowanie, dziecko kopie ją, wierzga
rękami i nogami, chce wyrwać się z uścisku. Matka ciągle na
nie patrzy, lecz jej postać się oddala, mimo że tamta stoi
w miejscu, dziecko syci zapłakane oczy jej osobą, jej głosem
układającym się w już teraz nie rozumiane słowa. Ono pragnie
tylko jednego: aby wrócić do swojej mamy, do najwspanialszej
osoby na świecie, znaleźć się w jej objęciach, usłyszeć
słowa "już teraz wszystko będzie dobrze"."
Citizen Zero ::: Gdy anioły zasługują na śmierć ... .. . . .
"Po kilku minutach rozmowy był już zupełnie
spokojny. Znowu udało mu się wyłgać z większości złych ocen,
znowu mógł wieść swoje beztroskie życie przez następne parę
miesięcy, aż do następnej wywiadówki albo większej wpadki,
znowu czuł się lekki i wolny jak ptak...
Właśnie zrywał się z kanapy z zamiarem pójścia do swojego
pokoju, gdy nagle ojciec wypowiedział te słowa, dzięki
którym Marcin zapamiętał to zdarzanie aż do teraz:
- Synu, ja i mama musimy ci o czymś powiedzieć...
"
Homek Toft ::: Przebudzenia ... .. . . .
"Gdzieś w odległym od twojego miasta mieście
żyli ludzie tak bardzo podobni do ludzi, których znasz z
widzenia. Pracowali i jedli, jak w tej książce, której
fragment możesz przeczytać wyżej. Młodzi chłopcy wracając z
kin i patrząc nieobecnym wzrokiem na małpie gaje pragnęli
zmian w swoim życiu. Pragnęli, by nagle w ich los uderzył
meteoryt, może chcieli pokazać, że są mężczyznami, że mają
siłę charakteru i ciała. Dlatego też bluźnili na wszystko,
czasem przebąkiwali w tramwajach, że ich marzeniem jest
nagły wybuch wojny. Chcieliby odrobiny możliwości, żeby móc
coś udowodnić. Że nie są jakimiś śmieciami, nie można ich
lekceważyć. Że mogliby wiele, gdyby zaszła potrzeba. Jednak
potrzeba nie nadchodziła.
"
Moyra ::: Sanktuarium ... .. . . .
"zachwiała się. Ten głos, który obiecywał
śmierć, a zarazem wybawianie stawał się zbyt potężny, zbyt
natarczywy... za bardzo przerażający nawet jak dla niej.
Nawet ona, która skalała krwią własną rodzinę, zaczęła się
bać.
- Bo nie będę mieć boga przed tobą... - wyszeptała cicho i
upadła na ziemię. Brocząc krwią ze starej rany, która
powinna się już dawno zagoić. Deszcze siąpił mocno w skórę,
a mokre włosy przyległy do trójkątnej, bladej twarzy.
Podniosła głowę, próbując przeniknąć spojrzeniem ciemność.
"
Opowiadania Miesiąca
Homek Toft ::: Modlitwa do słabego Boga (O#08)... .. . .
Ijon Tichy ::: Mind (O#09)... .. . .
Mariusz Saint
storytellers@poczta.fm
<<< powrót do Wstępniaka :::: ^^ do góry ^^||
|