
KURT COBAIN #2 + ERRATA
W S T Ę P
A R T Y
H I S T O R I A
P I O S E N K I
LIST KURTA
R E C E N Z J E
I N N E
P O W R Ó T Layout by ogqozo
Bez zbędnego przynudzania zapraszam Was do przeczytania II części historii życia Kurta Cobaina. Za miesiąc będzie z tego kartkówka ! (Na koniec nasza kochana In Bloom przygotowała erratę, która sprostuje kilka błędów popełnionych w części pierwszej)
Skonczylismy na wyborze nazwy? To jedziemy dalej...
W okolicach 1988 Kurt zaczal cierpiec na bol zoladka, nigdy do konca nie wytlumaczony ani nie wyleczony. Starajac sie zagluszyc go czesto siegal po narkotyki (glownie heroine). Po jakims czasie (1992 rok) lekarze stwierdzili u niego nekrolepsje, czyli stan wywolujacy nagle napady glebokiego snu (ja sobie wyobrazam jak to musialo wygladac... pomyslcie, ze jecie obiad z kumplem i nagle on zasypia wpadajac twarza w ziemniaki...). Cobain wyjasnil wtedy, ze za choroba ta stoi nic innego jak doskonale znany mu bol zoladka! "Zasypialem, by odpoczac od bolu. Gdy spalem, zoladek mi nie dokuczal. Potem budzilem sie i przeklinalem siebie samego za to, ze jeszcze zyje". Wzmianka o bolu znalazla sie tez w pozegnalnym liscie Kurta ("Thank you all from the pit..."- costam, costam, miedzy fragmentem o empatii, a fragmentem o tym, ze jest zbyt kaprysny, zwariowany i ulegajacy nastojom).
Sytuacja w Nirvanie tez nie wygladala wtedy rozowo- brakowalo perkusisty. Na koncertach role te pelnil Dave Foster, lecz perspektywa- hm- nieco bardziej profesjonalnej dzialalnosci wolala o o kogos ...stalego. Na ratunek przybiegl pan Chad Channing (ur.31 stycznia 1967 w Santa Rosa- stan Kalifornia). Dobra, moze troche tutaj troche streszcze, zeby Was zbytnio nie zanudzac. Oki, nagrali singiel (jakiegos wielkiego sukcesu nie odniosl, choc zostal zauwazony w Anglii przez tygodnik "Melody Maker"), z czasem nadeszlo "Bleach" (w kazdej opowiesci wspomina sie o zaskakujacym budzecie tej plyty, wiec nie bede gorsza- 606 dolarow i 17 centow*).
Talent Cobaina byl wtedy w rozkwicie (niee, "In Bloom" dopiero na Nevermind :)), wiec i wytwornia byla zadowolona. Tytul "Bleach"- jak wiesc glosi-chowal sie w Kaliforni, gdzie muzycy, podczas wycieczki, zetkneli sie z kampania przeciw AIDS, w ramach ktorej doradzano narkomanom przeczyszczanie igiel wybielaczem (dla ciemniakow jezykowych: "bleach"- z angielskiego 'wybielacz"). Prawdziwy wybuch zainteresowania plyta mial jednak nastapic dopiero po wydaniu "Nevermind", jestem jednak prena, ze polowa ludzi, ktorzy zakupili "Bleach" w poszukiwaniu "tej Nirvany" rzucila plyte w kat po pierwszym przesluchaniu.
*- ktore zreszta Kurt pozyczyl od nie pamietam kogo (jak to wysledze, to Wam napisze) i nigdy nie oddal :).
DOPEŁNIENIE I ERRATA W JEDNYM :-))
1 akapit, 1 linijka- nie "zachwyt", tylko "zaszczyt" chyba :) (zreszta nie jestem pewna, bo ten fragment pisal RR, a z nim to nigdy nic nie wiadomo) {Masz rację- ale mi wstyd :-)) RR}
2 akapit, 5 linijka- w zwiazku z tym, ze nie ma stanu Wachington, zmieniamy na Washington :)
2 akapit, 10 linijka- dodam, ze perkusja byla z Myszka Miki ^_^
2 akapit, 14 linijka- tak wlasciwie to ten stwor nazywal sie Boddah, ale mozemy uznac takie spolszczenie (chociaz ja nie bylabym zachwycona, gdyby jakis Amerykanin na mojego misia Misie powiedzial np. "Missya" :))
3 akapit, 4 linijka- eee, nie w stolowce, tylko w bibliotece (ale czemu by nie przyjac takiej opcji, ze wypozyczal sobie ksiazki i czytal zagryzajac je kotlecikiem ;))
4 akapit, 1 linijka- a RR niech sie nie czepia, bo sam bedzie pisal nastepny odcinek :/