*** Przyszłość metalu wg Arymana ***
(komentarz + własne spostrzeżenia)
UWAGA: Ten art nie jest początkiem wojny nu vs true. Jego celem jest otworzenie głów konserwatywnym metalom na obraz muzyki rockowej/metalowej przełomu XX i XXI wieku. Czasy się zmieniają. Odrzućcie klapki na oczach i przestańcie najeżdżać na artystów, którzy mają inną wizję ciężkiej muzyki niż Wy! Docenia to nawet taki dinozaur jak Ozzy, który zaprasza na Ozzfest coraz więcej nowocześnie brzmiących zespołów.
Nie lubię dolewać oliwy do ognia, wywoływać wojen z cyklu H-H vs Metal, komentować czyichś artów. Jednak nie mogę znieść tekstów w rodzaju "Przyszłość metalu" Arymana, które są momentami po prostu śmieszne i sprawiają wrażenie pisanych przez rozhisteryzowanego dwunastolatka (nie obrażając dwunastolatków). Oczywiście dobrze, że człowiek ten próbuje dokonać prognozy dotyczącej przyszlości jego ulubionej muzyki. Jednak nie wiem po co zabrał się za pisanie o nu-metalu, chociaż nie ma o nim pojęcia. Przypomina mi to ataki fanów pism xxx na CD Action na forach internetowych (coś w rodzaju mój metal jest lepszy od tego @#%$* KOMERCYJNEGO nu itp.). Z jednej strony rzuca w błotem w nu-grupy, a z drugiej musiał ich posłuchać (oczywiście u kolegi, bądź przypadkiem of cozz :), bo inaczej by nie rzucał tyloma nazwami... Nie twierdzę, że wszystkie grupy nowometalowe nie są komercyjne, jednak czy Sum 41, Offspring czy Blink 182 tworzą cały obraz punk rocka? NIE. Tak samo jest z zespołami po
dchodzącymi pod nu.
Aryman pisze, że (...)crossover to połączenie punku z metalem, a nie hiphopu z czymkolwiek innym. Mi się zawsze wydawało, że łączenie punku z metalem to trash metal, ale w końcu mogę się mylić. Na każdym kroku podkreśla, że nu nie ma z PRAWDZIWYM metalem wiele wspólnego, jednak tu się chłopiec znowu myli. W końcu muzycy obu stylów używają takich samych instrumentów, tworzą w podobny sposób, samemu, nie jak w popie ze sztabem stylistów, specjalistów od wizerunku i kontaktów z mediami... Mamy obecnie XXI wiek, globalizacja ogarnęła całą planetę, informacje są wymieniane w tempie ekspresowym. Dlatego też obecnie nie ma sytuacji, jak jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy to w Polsce było mgliste pojęcie o tym co grają takie wielkie zespoły jak Led Zeppelin, Deep Purple czy Sex Pistols. Dla wielu Polaków po pierwszym przesłuchaniu tych grup w radiu Wolna Europa, czy Trójce był to szok, że można tak grać. W Polsce wtedy trwała jeszcze moda na The Beatles i tego typu granie. Ze
rwanie żelaznej kurtyny po koniec lat 80, nie tylko w Europie, ale i na świecie miało duży wpływ na wymieszanie się kultury, i co za tym idzie stylów muzycznych. Obecnie świat jest mniejszy niż mogłoby się wydawać i muzycy inspirują się różną muzyką, nie tylko podobną do gatunku jaki sami grają. Przykładem może być szwedzka grupa In Flames, która albumem Reroute To Remain pokazała, że granie spokojniejszych rzeczy przez ekstemalne zespoły nie musi być obciachem. Przecież niektóre utwory z tego krążka (jak Cloud Connected) wyraźnie śmierdzą elektroniką, i nu-metalem :). Z drugiej strony są kapele jak Disturbed (krytykowane przez Arymana za udział w Ozzfeście), które inspirują się cięższym metalem. Na ich nowej płycie Prayer perkusista często używa podwójnej stopy, a wokalista w wywiadach przyznaje, że w tekstach chce przywrócić majestat metalu, czyli pisać o okrucieństwach wojny, źle tego świata, bólu itp. Z kolei takie Ill Nino (również krytykowane swoją
drogą) bierze przykład z Sepultury z czasów Roots i Soulfly. Chłopaki starają się grać "plemiennie", mocno, ale po swojemu z elementami własnej, latynoskiej kultury.
Nie rozumiem również tej pogardy w stwierdzeniu "dla początkujących jest jakiś P.O.D". Czy wg. ciebie znaczy to, że po osiągnięciu sukcesu każdy zespół od razu staje się komercyjny i "lamerski"? P.O.D. pracowało nad tym sukcesem 10 lat i konsekwentnie, z płyty na płytę rozwijali umiejętności i własny styl. Rozpoczynając działalność nie grali grunge'u, by po przeminięciu tego gatunku przerzucić się na crossover, czy nu metal. Dalej jest mowa o listach przebojów, 30 ton w tym przypadku, braku metalu w świadomości ludzi i co za tym idzie nieobecności w mediach. Nie od dzisiaj wiadomo, że ludzie wolą coś co jest łatwe i przyjemne w odbiorze, w trakcie jedzenia przysłowiowego kotleta. Czasami zdarza się, że na listach (szczególnie dopiero co po premierze albumu) piosenka mocniejszego zespołu trafi do notowania. W historii 30 ton widziałem klipy Acid Drinkers, Iron Maiden (The Wicker Man), czy nawet Vadera (tak, tego! - Cold Demons). Tak szybko jak się pojawia,
klip znika, ale wydaje mi się, że dobrze. Dla mnie straszne by było, gdyby sąsiadka rozmawiała z sąsiadką, zamiast o Wiśniewskim o Peterze czy Nergalu.
Na zakończenie pragnę pocieszyć (o ile oczywiście to czytają) "prawdziwych", że moda na limpy i linkiny mija, gdyż już nie są trendy. Obecnie w modzie są "garażowe" kapele jak The White Stripes, The Verve, The Datsuns i sto razy tyle z The... Również wielu dziennikarzy uważa, ze nu metal przemija i chyli się upadkowi. Mogą świadczyc o tym coraz gorsze albumy, z których wybijają się nieliczne, jak inspirowane gotykiem Evanescene.
P.S. (Pocieszenie secundo) Podobno Slipknot ma się rozpaść po wydaniu trzeciego albumu, tak mówi wokalista. W końcu wisi fatum nad wielu nu kapelami, które rozpadają się po wydaniu trzeciego krążka lub znikają z rynku (jak Limp Bizkit, które wydaje nową płytę już dwa lata). Także poczekajcie jeszcze trochę i Linkin Park odpadnie z zawodów ;)
Podczas pisania nie inspirowałem się nu metalem :) Słuchałem In Flames - Reroute To Remain (KM - dzięki za otworzenie głowy na ten zespół i inne skandynawskie!!!) oraz Myslovitz - Miłość w czasach popkultury (czyli Westa lamer eeeeee... pozer, poser, czy połzer, a może poseł ;)
"Lepiej mnie zabij lub wyrzuć z pamięci" - Myslovitz
Zauważyliście, że ten tekst ma 6,66 kb? :)