Sampling - polemikaCze Fido. Właśnie postanowiłem poczytać coś ciekawego w AM i co widzę: Kącik Muzyczny (trzeba Ci wiedzieć, że nie kupuję regularnie CDA). Ooo, pomyślałem to może być ciekawe. Po przeczytaniu kilku recenzji doszedłem do działu artykuły. I cóż widzę? Sampling. Myśle sobie - hmm może kolo coś sensownego napisał. I zabrałem się do lektury. Niestety powiem szczerze, że nie tego się spodziewałem (miałem nadzieje na jakiś poradnik) ale cóż po przeczytaniu naszły mnie pewne myśli, które chciałbym przedstawić. A więc jak następuje: >>>>> Zarzut pierwszy: tworzenie muzyki z sampli nie jest żadną sztuką, ogranicza się to tylko do poskładania kilku klocków w logiczną całość, bez śladu artystycznej inwencji. Tu zgadzam się z Tobą - robienie samplowanych kawałków może być naprawde ciekawe. Jest to zdecydowanie prostsze od skomponowania ciekawego utworu na żywe instrumenty, ale ma także swoje zalety. Po pierwsze jeżeli nie znasz nut perfekt, to raczej trundo będzie Ci samemu zapisać powiedzmy dwie gitary, bas, perkusje i jakąś tam linie melodyczną. Do tego potrzebna jest... reszta zespołu. Po drugie, i chyba ważniejsze, o wiele łatwiej jest otrzymać tą metodą jakieś chore rytmy, zmiany tempa, załamania rytmiczne. Wystarczy dobry program, a żeby zrobić to na żywo to... kilka lat ćwiczeń. Ale czy naprawde warto iść po najprostszej drodze oporu?? A co do dobrych bitów to polecam Portishead - Dummy!!!! >>>>>> Zarzut drugi: muzyki tworzonej z sampli nie można grać na żywo w czasie koncertu. Na machinerii, o której pisałeś nie znam się w ogóle, ale powiem Ci, że zdecydowanie lepiej wygląda na scenie gitarzysta grający jakieś popisowe solo, wywijający nie tylko palcami ale też i całym ciałem, niż jakiś przygarbiony leszek machający gdzieś z tyłu sceny palcami po płycie za jakimś stolikiem. Nie mówiąc już o nieporównywalnie większej energii płynącej z "żywej" muzyki, niż z samplowanej (nawet na żywca) co na koncercie ma decydujące znaczenie. >>>>>> Zarzut trzeci: muzyka składana z sampli nie ma klimatu, w ogóle nie czuć w niej duszy twórcy Argument rzeczywiście bezpodstawny. Wystarczy posłuchać sobie nieco dobrej muzyki z sampli. Aczkolwiek zamknięcie swej duszy w bitach wydaje mi się nieporównywalnie gorsze od zamknięcia jej w np. partii gitary. Wydaje się, że gitara ma więcej o wiele subtelniejszych form ekspresji, choć w tym wypadku możliwe, że jest dokładnie na odwrót :)). >>>>>> Zarzut czwarty: to przecież nielegalne! Cóż, jak to powiedział pewien przedszkolak: "ten MC Hammer to powinien Vai`owi przynajmniej jaja oblizać za to że na jego riffie zarobił tyle kasy, że może sie w niej kąpać" (chodzi oczywiście o pewien zerżnięty przez MCH motyw, znajdujący się na jednej z płyt Steva Vaia, czyli takiego jednego wirtuoza gitary :)). Skoro kolesie nie mają wstydu, tudzież hamulców moralnych to po prostu biorą jakiś motyw i bezczelnie przywłaszczają go jako swój. Ale w sumie wszystko byłoby ołkej gdyby tacy złodzieje podpisywali prawdziwego autora tych kompozycji, lub chociaż zaznaczyli we wkładce, że robią cover, bądź przeróbke bo są ograniczeni i sami nie potrafią nic wymyśleć. Howgh. To by było na tyle jeżeli chodzi o Twoje argumenty. Ale ja postanowiłem dodać coś od siebie. Sampling nie jest złą rzeczą; on jest po prostu nieporównywalnie gorszy od żywej muzyki. Pomijam tu już te wszystkie dywagacje na temat brzmienia, pochodzenia czy procesu tworzenia takich utworów - ta technika po prostu zabija jedną z najpiękniejszych i największych możliwości muzyki: improwizacje. Chodzi mi o prawdziwą improwizację, czyli nie odgrywanie jakichś dźwięków bez sensu ale myślenie muzyką. I to stawia samplingowców na niższym stopniu ewolucji od tych bardziej tradycyjnych muzyków. Oczywiście polemika mile widziana. Jeżeli chcesz możesz zamieścić to w Kąciku Muzycznym, może to spowodować ciekawszą dyskusję. Tymczasem żegnam ;)) Best Regards, Poochatch A ja chciałbym tylko wyjaśnić, czemu nie podjąłem nawet marnej próby polemiki z autorem tekstu. Odpowiedź jest prosta - gdy wkraczamy na taki grunt, jak emocje przekazywane przez muzykę, naprawdę ciężko jest walczyć (czy można to nazwać walką?) za pomocą argumentów. A nie chcę tego robić na zasadzie: "a wcale tak nie jest, bo muzyka z sampli też zawiera duży ładunek emocjonalny! Nie znasz się i tyle!". Do widzenia szanownemu państwu |