"NIECH STANIE SIĘ ŚWIATŁOŚĆ..."


I rzekł Bóg - niech stanie się światłość... I, do jasnej ciasnej, światłość się stała! Gdzieś tam w pustce kosmosu zaświeciła przerośnięta, żółciutka żarówka, rzucając blask na cały nieskończony świat (paradoks, nieprawdaż?). Władza absolutna, mądrość nieskończona - oto Bóg (choć z tą mądrością to bym się kłócił, bo nie można wiedzieć więcej, niż nauka - poznana już w całości - obejmuje). Ale i on jest istotą niedoskonałą, a może i... gorszą niż człowiek? Bo któż to, jeśli nie mała, krucha istotka, będąca we władzy Wszechmogącego, potrafiła wykorzystać każdy - pozornie nieważny - pisk, skowyt, trzask, aby stworzyć esencję piękna, która oddziaływuje na wszystkie istoty myślące? Bo któż stworzył muzykę?

Nie ma chyba człeka, który nie lubiłby żadnego, ale to żadnego rodzaju muzyki. Każdy, czasem nawet nieświadomie, poddaje się melodii, podrygując w jej rytm czy nucąc ją - nawet o tym nie wiedząc. Tutaj nasuwa się pytanie, czy odpowiednio wykorzystana muzyka nie mogłaby być śmiertelną bronią... Lecz nie o to w niej przecież chodzi! Muzyka jest chyba jedynym wytworem człowieka, którego nie można wykorzystać przeciw innej istocie. Jest symbolem pokoju - dużo doskonalszym i starszym nade białe gołębie. Bowiem każdy pokarm można zatruć, ubiór naszpikować śmiertelnymi pułapkami (że wspomnę o mitycznej Dejanirze, której szata pozbawiła życia Heraklesa), a przepiękne rzeźby często służą jako narzędzie mordu - kto czytuje kryminały, ten wie. Jedynie muzyka jest tworem czystym, pozbawionym mocy czynienia zła (pomińmy tu zarzuty co do poniektórych kapel, rzekomo zawierających w swych utworach przekazy nakazujące gwałcić, palić i nie dawać na tacę co niedzielę - toż to śmieszne!).

Piękno można znaleźć w każdym rodzaju muzyki. Spokojne, delikatne wręcz utwory Straussa czy Verdiego zachwycają pieczołowitą kompozycją. Tam każdy instrument - a czasem są ich setki - ma własną rolę do odegrania. Przykładowo - "Cztery pory roku" są zaplanowane z matematyczną wręcz precyzją, porażają swą spójnością. Działają też na zmysły - uspokajają, odprężają... Taki mają cel - przeciwnie do swoich braci spod partytury tych samych lub podobnych autorów: Mozarta, Beethovena, Wagnera, którzy nierzadko pobudzają do niesprecyzowanego działania; wykrzesają z człowieka to, co najlepsze - chęć życia! A to jest potrzebne każdemu, choć niektórzy nawet o tym nie wiedzą...

Na drugim biegunie znajduje się muzyka współczesna, będąca tematem rozmów każdego lokalnego Buena Vista Social Clubu, czyli siedzącego na ławeczkach towarzystwa o średniej wieku równej dwukrotności ich numeru buta (istnieje druga odmiana takich "clubów", różniąca się od tej tylko rekwizytami - winami, winkami, wineczkami i wińciami, dzierżonymi dzielnie w roztrzęsionych dłoniach, ale oni raczej na muzykę czasu nie marnują). Takowi osobnicy znajdują czas i miejsce na przedyskutowanie kwestii "panie, ta dzisiejsza muzyka to diabeł, panie". Lecz nie wiedzą, lub nie chcą przyjąć do świadomości, że i w rzężeniu przesterowanych gitar znajdzie się piękno. Są wprawdzie wyjątki - będę teraz maksymalnie subiektywny, ale powiem to, co muszę: dla mnie "utwory" bez melodii są tylko nieudolną parodią muzyki. Techno - a cóż to jest? Kilka powtarzających się rytmów, powtarzających się do obrzydzienia, powtarzających się do obrzydzenia, powtarzających się do obrzydzenia, powt... itd. Hip-hop, będący może i polem do popisu dla domorosłych poetów, ale nie mający absolutnie żadnych muzycznych wartości. Lecz każdy inny, nawet najbardziej gnębiony gatunek może już mieć w sobie to coś...

Pop. To się z angielska, według niektórych, powinno tłumaczyć jako "kiła", a może i gorzej. Ale posłuchaj jeden z drugim nie wokalistów (którzy są tylko manekinami, mającymi przyciągnąć tłumy i sprzedać gadżety z własnym nazwiskiem), a dzieła bezimiennych artystów, tworzących tło do wyczynów pięknych panien i przystojnych kawalerów. Dostrzeż, że wśród prostych uderzeń basu, czasem znajdzie się wewnątrz podkładu cząstka duszy kompozytora. Nie podam przykładów - niech każdy znajdzie to, czego sam szuka. Po prostu słuchajcie muzyki, a nie zatrważającego koziego zawodzenia, jakim popisuje się wokalistka pewnego polskiego hitowego bandu... (Choć słowa też są ważne, nie zaprzeczę, lecz to nie one są przedmiotem tej rozprawki.)

Przyznam, że takimi właśnie kryteriami kieruję się, oceniając utwory - ich "umuzykalnieniem". Zatem, logicznie rozumując, powinienem metalu nienawidzić - a tak nie jest. I w nim bowiem tkwi artyzm - czasem te kilka prostych riffów brzmi tak cudnie, że słuchacz myśli: "sam bym na coś takiego nigdy nie wpadł". To jest właśnie cecha mistrzów: potrafią zainteresować muzyką. Bywa, że melodia nie tyle wpadnie w ucho, co zamiesza w głowie i nie pozwoli przestać o sobie myśleć. Jednak i to może się - po wielokrotnym odsłuchaniu - znudzić...

Zróżnicowanie - to jest rzecz, o którą należy zadbać. Nie ograniczać się do jednego gatunku muzyki; spróbować czasem czegoś innego. Niektórzy sądzą, że wszystko różne od porykiwań ich ulubionych zespołów to chłam totalny. Mówią tak, gdyż albo chcą przystać do danej subkultury, albo też tak kochają ową jedyną kapelę, że niczego poza nią nie widzą (a właściwie słyszą). Mam radę: uczciwie, spokojnie i bez narzekań wysłuchaj mistrzów innych gatunków. I powiedz wtedy z czystym sumieniem, że ich gatunek jest nic niewart; że nia da się go słuchać. Gwarantuję, że nie powiesz - a to dlatego, że człowiek jest... zmienny. A przy tym wybredny - oczywiście, jeśli usłyszy tylko jedną piosenkę z (bezpodstawnie) znienawidzonej strefy, będzie już miał wyrobione zdanie o wszystkich jej przedstawicielach. Potrzeba mu zatem czegoś lepszego - i to istnieje, lecz może zaginąć w gąszczu przeciętności...

Muzyka z każdego gatunku ma w sobie coś dobrego. Wiele osób albo tego nie dostrzega, albo nie chce zobaczyć, tym samym stając się podobnym do krytykowanych przedstawicieli starszego pokolenia. Nie będę tym ludziom na siłę otwierał oczu; może kiedyś, przypadkowo, przekonają się - tak jak i ja się przekonałem. Najpierw do metalu - dzięki cudownie melodyjnemu Children of Bodom, który usłyszałem zupełnie niezamierzenie; następnie do popu - przez pojedyncze piosenki różnorakich wykonawców, np. Alizee (ale tylko i wyłącznie w sferze muzycznej, gdyż raz, iż tekstu nie rozumiem, a dwa - podkład jest naprawdę, w niektórych przypadkach, wyborny), będących jedyną dobrą stroną zalewania przez telewizję pop-papką; do punka (Offspring, zasłyszanego w stacji radiowej podczas niezaplanowanej przerwy w jakimś zajęciu) i rocka (Red Hot Chili Peppers oraz Queen - o ironio, królowie muzyki). Nie pogardzam klasyką oraz muzyką etniczną. Znajduję w każdym gatunku to, co uwielbiają w nich fani. Poznaję całość muzyki, nie tylko jej ograniczony fragment. Stosując metaforę - będąc w górach nie patrzę tylko na ich szczyty, ale też na to, co widać w oddali, gdyż również jest to piękny widok. Wy też spróbujcie...


© military