|
SLIPKNOT - "IOWA"
|
Pamiętam
doskonale tę chwilę kiedy trzecia płyta SlipKnoTa była dla mnie czymś
niezwykłym. Słuchałem tego krążka niemalże non-stop, po kilka razy dziennie.
Zapatrzony byłem w tę muzykę w stopniu bardzo dużym. Nie oglądałem się
wtedy na żadne inne produkcje, i dlatego też może rzuciłem w kąt w tym
czasie płytę "Supercharger" Machine Head`a, która z biegiem
czasu okazała się być chyba nawet płytą lepszą od recenzowanej właśnie.
Było to jakieś dwa lata temu... a jak jest teraz? Na pewno "Iowa"
wytrzymała próbę czasu, nadal jest to pozycja porażająca prostymi w odbiorze
riffami, przepełniona do bólu świetnymi partiami perkusyjnymi, a przy
tym album ten jest niesamowicie świeży. Jednak jest pewno "ale",
płyta ta mnie już tak nie "rajcuje" jak kiedyś. Może moje upodobania
muzyczne się zmieniły? Stałem się bardziej otwarty na muzyczne zakręcenia
i muzykę troszkę bardziej skomplikowaną od tej, którą usłyszymy na "Iowa".
Płyta w czasie od debiutu okazała się być niesamowitym odkryciem. Oczywiście
o SlipKnocie było głośno już na długo przed premierą trzeciego albumu,
a ja sam "odkryłem" ten zespół w dosyć dziwny sposób, myląc
sobie nazwę Snot ze Slipknot właśnie...
Utwory na "Iowa" można przedzielić na trzy części: pierwsza z nich to utwory z szybkimi, prostymi w odbiorze riffami, druga to utwory nieco lżejsze rozkręcające się z biegiem czasu, a ostatnia "pod kategoria" to utwory po prostu nijakie. Do tych pierwszych bezwątpienia można zaliczyć utwory "People = Shit" oraz "The Heretic Anthem" będącymi prawdziwymi killerami na płycie. Do szybkich kompozycji niewątpliwie zalicza się także "My Plague" (z melodyjnym śpiewem Coreya w refrenie), Disasterpiece oraz chyba jeden z najlepszych utworów na "Iowa" - "Everything Ends". Wolnymi utworami są "Gently" (z genialną pierwszą częścią utworu) oraz "Skin Ticket", w którym to głos Coreya bardzo zbliża się do głosu Jonathana z KoRna. Trzecim utworem zaliczającym się do tej kategorii jest najdłuższy, kończący płytę utwór tytułowy - "Iowa". Jak sami muzycy przyznają jest to bardzo ważny utwór. Zagrali go bez żadnych nakładek oraz powtórzeń, starali się aby wyszło z tego coś naprawdę osobistego i naturalnego. Utworami nijakimi jest reszta utworów. Największy problem mam z "Left Behind" ponieważ mam bardzo wielki sentyment do tego utworu, którego katowałem w swoim odtwarzaczu do znudzenia (co nie przychodziło mi wtedy tak szybko). Jest to niewątpliwie utwór różniący się od pozostałości. Jest dużo bardziej spokojny, a przy tym przynoszący równie wielki czas... no cóż nie zaliczam go do żadnej z grupy... Left Behind to po prostu Left Behind... Płytę tę mogę polecić przede wszystkim osobom uwielbiąjącym dźwięki wczesnego KoRna, Soulflya czy też później Sepultury, ale jeszcze tej za kadencji Maxa Cavalery, lecz Ci chyba i tak już dawno są zaznajomieni z dziewięcioma gośćmi ze stanu Iowa |