NUNSLAUGHTER
"ONE NIGHT IN HELL"


METAL IS DEATH DEATH IS METAL NUNSLAUGHTER DEATH METALFire!!! Aaaarrrggghhhhhh!!! Patrzecie kochani czytelnicy, dwa krótkie równoważniki zdań a przekazana jest w nich cała treść piosenek Nunslaughter, magik z tego Palownika, nie? Ale właśnie za to go kochacie, ma łeb na karku ten chłopak. Dobra koniec megalomanii, początek konkretu. Nunslaughter jak zwykle nie zawiedli i wydali bardzo ciekawą koncertówkę, nie pierwszą i z pewnością nie ostatnią. Można zadać pytanie "po chuja?", ale nie wypada bo myslę, że fani takiego grania kupili by w ciemno nawet siedemnastą koncertówkę z tymi samymi kawałkami tylko i wyłacznie dla loga Nunslaughter. Dla mnie ten zespół jest to totalny fenomem, napieprzają ten swój devil metal (co prawda z pierwszego składu ostał się tylko Don) od ponad piętnastu lat a ich muza wciąż jest cholernie surowa i niesamowicie wprost prymitywna.

Dwa góra trzy motywy gitarowe na kawałek, rytmy które byłby w stanie zagrać każdy perkusista (Sandoval nudziłby się grając coś takiego nawet po amputacji ręki), troche punka, brzmienie brudne jak pasterz o trzydziestoletniej praktyce w wypasaniu wszystkiego co chrumka no i oczywiście plugawe i charkotliwe wokale Dona. Muzyki przednio się słucha, ale jakby nie patrzeć w tej kapeli jest więcej kultu niż grania, a kultem wieje z tej płyty jak na cornych pustkowiach. Są konkretne koszulki (nie wiem jak dla was, ale dla mnie to jakich zespołów koszulki maja muzycy to wazna sprawa), katany z setkami naszywek, porządnej długości sztuki, aż miło sobie na nich popatrzeć. Teksty też są najbardziej metalowe jakie mozna sobie wymarzyć, wyobraźcie sobie teksty w stylu "Tak piłował, tak cheblował" i "Jesteś królem" obrócone o 180%. Dokładnie takie są teksty tego zespołu, już same tytuły jak "Power Of Darkness", "I Saw Your God Die", "Bring Me The Head Of God" czy "Obssessed With The Visions Of A Satanic Priest" zabijają.

Osobną sprawą są nawiedzone zapowiedzi. Czasem odnoszę wrażenie, że z całej płyty najbardziej mi się podobają właśnie one. To jakie brednie między piosenkami pierdoli Don na spólkę z Jimem przechodzi ludzkie pojęcie. Najczęściej przed piosenkami Don wygłasza trzy-cztery maksymalnie popieprzone sentencje następnie Jim dodaje od siebie jeszcze coś, zwykle jeszcze bardziej popierdolonego po czym histerycznie się śmieje, ktoś z publiki (składającej się z kilkunastu pijaków) odpowiada coś w stylu "fuck you!" albo "shut up you fucking christians" po czym zaczyna się trzy minutowy wymiot i scenariusz się powtarza. Chciałbym być na ich koncercie (ale coś się nie zapowiada, żeby zawitali w najbliższym czasie do Polski), bo co innego usłyszeć tekst w stylu "Odór śmierci unosi się w powietrzu tej nocy. Wszyscy zdechniecie, kiedy nadejdzie godzina czarów! Hahahaha!!!" albo "Nie chcialibyście mnie zobaczyć, bo jestem totalnie kurwa niegodziwy! Popatrz w moje oczy a zobaczysz piekielne ognie!! Hahahaha!", ze słuchawek a co innego na żywca. Gdybym miał wybrać zespół na którego koncercie chciałbym być najbardziej z całą pewnością wybrałbym Nunslaughter!

Setlista tego koncertu to te same kawałki co na wszystkich innych wydawnictwach Nunslaughter, to te same kawałki które wszyscy znają i to te same kawałki, które wszyscy lubią. (bo jak nie lubią to są pedzie) Każdy z osiemnastu kawałków to ohydna i plugawa mieszanka gwoździ, ćwieków, Szatana, machania głową i bluźnierstw, każdy z osiemnastu kawałków to pieprzony chaos, każdy z osiemnastu kawałków to totalny satanistyczny hit na czele z "Death By The Dead" (być może zagramy ten cover w stylu bungo metal, czekajcie uważnie!), "Midnight Mass" i "Atheist Ways".

Koncert zarejestrowany został w bardzo mrocznym klubie Blind Lemon w Cleveland w stanie Ohio, dnia trzydziestego pierwszego marca roku pańskiego dwutysięcznego pierwszego, a odbył się on w ramach trasy z ulubieńcami +iommiego+ - Anal Cunt. Nawiasem mówiąc dziesięć dni wczesniej grali Nowym Yorku, koncert z tamtąd również został zarejestrowany i znaleźć go można na innej koncertówce tej miłej załogi zatytułowanej "Devil Metal". "One Night In Hell" zostało wydane przez jedną z bardziej kultowych wytwórni ze Stanów, mianowicie przez War Hammer, którzy znani byli z takich miłych uszom barbarzyństw jak split Mayhem z Morbid i split Destruction z Tormentor. Płytka oczywiście limitowana, ale nie jestem pewien do ilu kopii, chyba do 2000 ale bym sobie nie dał uciąć mojego czarnego rogu. Co mogę powiedzieć - musicie to mieć. To jest prawdziwy metal, jest surowy, jest brutalny, jest satanistyczny, jest nie do przejścia dla normalnych ludzi, jest wulgarny. Nie ma w nim natomiast pedalstwa, nie ma melodii, nie ma superszybkości, nie ma kobiecych wokaliz i nie ma ani jednej pierdolonej solówki. METAL IS DEATH DEATH IS METAL NUNSLAUGHTER DEATH METAL 10/10


© Sheepdog <sheepdog777@wp.pl>