METALLICA - "ST. ANGER" (2003)

Autor recenzji : Groovcio
Ocena (jako Metallica): 4/10
Ocena (jako ktoś inny): +7/10
Mail : groovcio@wp.pl
http://www.roots.fan.pl

Z góry piszę, że chwalić nie będę... Metallica to bez wątpienia grupa w około której aż wieje kultem... Kult ten niszczą właśnie takie płyty jak "St. Anger". Jak dla mnie ten album to bezsensowne posunięcie się ze strony panów z San Francisco. Jestem tego wręcz w 100% pewny, że dzięki tej płycie Metallica zdobędzie kolejnych, nowych fanów, ale także straci równie wiele miłośników tej muzyki. To co znajdziemy na "St. Anger" to bardzo udana kopia muzyki prezentowanej przez kapele takie jak np. System Of A Down. Sam nawet złapałem się na tym jak usłyszałem jeden z nowych utworów Metallici (bodajże był to "Frantic"), a następnie pomyślałem "Kurcze... nie znam tego utworu... System nagrał coś nowego!?". Opamiętałem się dopiero po wokalu Jamesa Hetfield`a, człowieka którego zawsze ceniłem i uważałem za nie przeciętnego wokalistę, ale to co zaprezentował z kolegami na nowym krążku kompletnie mi nie "podchodzi" (jako Metallica). Owszem lubię muzykę System Of A Down, ale bez przesady! Kupując płytę Metalliki chcę otrzymać thrashowe zagrywki, piękne sola na gitarze (tu kolejna wada "St. Anger" - tu nie znajdziecie żadnej solówki!) oraz muzykę z tzw. "kopem" i agresją. Ostatnią chyba najpoważniejszą wadą tej płyty jest długość utworów. ZMIŁUJ SIĘ BOŻE! Ileż razy mam słuchać tego samego refrenu w kółko? Jak będę chcieć sobie posłuchać drugi raz jakiegoś utworu to po prostu puszcze go sobie drugi raz! Utwory te trwają średnio siedem, a nawet i osiem minut, a tymczasem gdyby się postarano to czas kawałku mógłby wynosić dwa, a nawet trzy razy mniej (tu troszkę przesadziłem). Perkusja... owszem słychać że za nią siedzi bardzo dobry pałker, ale zastanówmy się on gra na perkusji!? To brzmi jak jakieś puszki, a nie porządne bębny... Zalety? Są też i takie! Przede wszystkim świetnie brzmienie, bardzo dobrze dopieszczone a zarazem garażowe.

Co do samych utworów to kompletnie mnie one nudzą... momentami zdają mi się nawet być bardzo podobnymi do siebie. "Frantic" - wydaję się być całkiem fajny, chyba zdecydowanie jeden z lepszych numerów na płycie. "St. Anger" - po dzień dzisiejszy możemy się na niego natknąć kilka(naście?) razy oglądając jaką kolwiek stacje muzyczną. "Some Kind Of Monster" - najgorszy utwór z płyty... James "odwala" tu coś na wzór rapu... rapująca Metallika chyba nikomu, nawet w najczarniejszych snach się to nie śniło. Tak prezentują się po krótce (zresztą to pierwsze trzy z jedenastu utworów, które znalazły się na płycie) kawałki z "St. Anger".

Nie będę się już dłużej pastwić nad "St. Anger", któremu postanowiłem wystawić dwie oceny. Dlaczego? Dlatego, że gdyby na płycie nie widniałby napis "METALLICA" to nic by się nie stało. Jest to całkiem znośna muzyka, a tak? Sam nie wiem... mam strasznie mieszane uczucia.