IRON MAIDEN
"Iron Maiden"
Pierwsza płyta Maiden, wydana w roku 1980 jeszcze w mało znanym dla współczesnych fanów składzie Harris-Murray-Di'Anno-Burr-Stratton. Jedeny kto mi tu nie pasuje to ten ostatni - Dennis Stratton , ówczesny gitarzysta zespołu. Nic w sumie do niego nie mam jako człowieka, ale do Ironów po prostu nie pasował. Był starszy od reszty grupy. "Wyleciał" za to że na trasach i nie tylko nie jeździł ani nie przebywał z członkami Maiden, ale z innymi osobami, tłumacząc się że nie lubi ciągle być w jednym towarzystwie. Rozumiem go ale Harrisowi i reszcie to się nie podobało i ich też jak najbardziej rozumiem. Omówię przy okazji krótko skład. Paul Di'Anno, wokalista, miał pewne miejsce w zespole póki nie zaczęły się jego problemy z narkotykami; często padał zemdlony po koncertach, co zaczynało przeszkadzać w rozwijającej się prężnie karierze Maiden. Dlatego i on pożegnał się z grupą po nagraniu drugiej płyty "Killers". Jednak bardzo lubiłem go i mimo wszystko (że miał słabszy warsztat niż Bruce) żałuję, że w ogóle sięgnął po narkotyki, inaczej kariera Ironów zapewne podążyła bo zupełnie inaczej. Ale czy to dobrze? Clive Burr, perkusista również zaczął mieć kłopoty ze zdrowiem (ale nie narkotyki) i "wypadł". No, o Dav'ie i Steve'ie nie muszę chyba pisać.
Zacznijmy od wyglądu zewnętrznego płyty. Jak większość wydawnictw Ironów i pierwsza płyta została wydana jako Enchanced CD - czyli dodatki - teledyski (o nich więcej za chwilę), zdjęcia, biografie, informacje etc. Pudełko jest solidne i ładne, mamy dość grubą książeczkę z tekstami i zdjęciami. Okładka to pierwsze wcielenie Eddie'go - jeszcze chudego, kościstego i z długimi włosami. Przejdę już do samej muzyki.
Cała płyta jest bardzo dynamiczna, szybka z ostrymi gitarami i wspaniałymi solówkami (dla gitarzystów - smakowity kąsek), są też dwie balladki. Całość to jeden bardzo charakterystyczny styl; słyszymy choć jedną piosenkę od razu wiemy co to za album. Ten styl mi właśnie najbardziej odpowiada.
Płytę otwiera "Prowler" - świetne intro, cała piosenka bardzo dobra, dynamiczna, szybka...to jest to! Druga piosenka to "Sanctuary" - również "cięte" i ostre gitary, ale całość przeciętna, moim zdaniem najsłabszy utwór płyty. Dalej pierwsza z ballad - "Remember Tomorrow", choć i tu nie brakuje przesterowanych riffów. Spokojne, piękne, wolne - miodzio! Następnie pierwszy z hitów płyty - "Running Free". Nie mam wątpliwości dlaczego został on hitem - jest po prostu świetny. A wykonanie z Bruce'm nie umywa się do tego. (co nie znaczy że Bruce jest gorszy; pewnie blado by wyglądało np. "Hallowed By The Name" z Paulem :)) To chyba jedyny utwór z płyty który można nazwać punkowym - no dobra, pójdźmy na kompromis - punkmetalowym :) Piosenka z numerem piątym to "Phantom of the Opera" - moja ulubiona. (teraz gram ją w kółku na moim nowo nabytym elektryku! :) - musiałem się pochwalić :))), częste zmiany tempa, wspaniałe solówki, szczególnie pierwsza, po prostu poezja... Później jedyna instrumentalka - "Transylvania" świetnie pasuje do płyty i jest wspaniała i przez 4:19 minuty jej trwania nie pozwala nam się nudzić. No i wreszcie - druga ballada - po prostu cudowna, 2 wspaniałe, boskie wręcz solówki (je też gram w kółko :) i świetny wokal sprawia że piosenka jest naprawdę piękna; i ma świetny tekst, sami zobaczcie. Przedostatni utwór to dzieło Dave'a - "Prostytutka Charlotte" :) czyli "Charlotte The Harlot" jest utworem bardzo udanym, a Charlotte na stałe wpisała się w historię Maiden. :) Szczególnie w piosence podoba mi się zwolnienie... No i ostatnia (*) piosenka, czyli hymn Żelaznej Dziewicy o takim samym tytule. Veeery good.
Miałem napisać jeszcze o teledyskach - są dwa: "Phantom Of The Opera", i hymn rzecz jasna, obydwa świetne wykonania, i ten wspaniały klimat ktory już nigdy nie powróci...:(
(*) - ostatnia i ostatnia z najlepszych jakie słyszałem (z Paulem); Killers jeszcze nie posiadam, kupię jak tylko będe miał kasę, ale słyszałem że właśnie już tego klimatu pierwszej płyty tu nie uświadczysz. Zapewne duża część z Was uważa "Iron Maiden" za płytę słabą, ja też przez pierwszy rok po jej zakupie nie podniecałem się jeszcze nią, dopiero ostatnio mi się strasznie spodobało...i nie przestanie, jestem tego pewny. Również jestem pewny że Ironi nie będą już tacy jak w latach 75-80, czyli ich najlepszych latach...
Żeby nie było: słucham też innych płyt Maiden i również je uwielbiam ale dla mnie historia tego najlepszego zespołu wszechczasów dzieli się na trzy części: z Blaze'm, Paul'em i Bruce'm i to jak trzy różne zespoły... ja wybrałem ten z Paulem jako najlepszy z Wielkiej Trójcy. AMEN.
Ktoś się ze mną zgadza lub nie? Piszcie: bobek00@tlen.pl
Zapraszam też do odwiedzenia mojej strony: www.gitarrra.prv.pl.