1. End Of Time
2. Marionette
3. The Cradle
4. Dark Memories
5. Fade Away
6. The Price Of My Deeds
7. Forlorn
8. Eternal Fire
9. Stronger Than Hell
10. Never Again
  Gandalf to nieistniejący już [rozwiązany w 2002 roku] fiński zespół. Jego muzyka, jak ktoś kiedyś słusznie zauważył to "wypadowa At The Gates i AC/DC". Przyznać trzeba że takie połączenie jest niezwykłe, intrygujące i niepokojące, bo cóż za mutant może powstać w jego wyniku?
  Nie drodzy Czytelnicy, żaden mutant. Tytan raczej. Tytan melodyjnego death metalu. Porównywalny do In Flamse brzmieniem, nigdy rozgłosem i sławą. Gandalf doskonale rozdysponował poszczególne człony tego nurtu i tak oto wokal jest o wiele bliższy death metalowi a gitary grają lżejsze brzmienie, bardziej heavy metalowe. Nie ma takiego misz-maszu jak w In Flames i to jest zdecydowanie plus.
  Wbrew pozorom nazwa zespołu nie określa jego stylu na tej, debiutanckiej płycie. Nie uświadczycie tu ani podniosłych power metalowych hymnów ani tekstów w klimatach fantasy. Całe szczęście. Wzamian mamy dawkę melodyjnej death metalowej muzy i teksty o bardzo głębokim przekazie. Wydaje mi się, iż zahaczają o homodeizm, ale może to tylko moje filozoficzne zboczenie. Niemniej są one jaknajbardziej godne uwagi, a spostrzegawczy i oczytani Czytelnicy doszukają się w nich nawet aforyzmu Fryderyka Nietzschego.
  Jaki jest minus Gandalfa zatem? Cóż... można by się zastanawiać długo nad tym do kogo skierowana jest ta muzyka. Deathowy growling może nie spodobać się ortodoksyjnym heavy metalowcom. Melodyjne gitary niekoniecznie przypadną do gustu zatwardziałym deathowcom. Jedynie wąska, otwarta na nowe muzyczne doznania grupa ludzi jest w stanie przyjąć dobrze tą muzykę. Z radością mogę napisać, iż ja do tej grupy należę.
Ocena: 9/10+iommi+