|
Fear Factory - Digimortal |
|
Jednak, co tu kryć - nie przepadam specjalnie za tą płytą. Pamiętam, że w momencie ukazania się płyty na rynku Dino Cazares w wywiadzie dla Metal Hammera wspominał, że głównym założeniem było uproszczenie poszczególnych kompozycji ("Obsolete" był nieźle pokręcony i nie wszystkim to odpowiadało). Niestety, ten zamiar im wyszedł. Jak się bowiem okazuje przygniatająca większość utworów z płyty ma identyczny czas trwania, oscylujący wokół trzech minut, do tego, niestety wąski wachlarz pomysłów. Trochę rozczarowuje pierwsze pięć utworów. Wszystkie one są do siebie bardzo podobne, i - co jest uderzające - zagrane każdy w identycznym tempie, nie potrafię wychwycić między nimi większych różnic. Mimo, że fajne, są one do siebie bliźniaczo podobne: szybko wpadają w ucho i szybko wylatują z głowy. Pewną odmianę tworzy szósty utwór: niby - ballada "Invisible Wounds (Dark Bodies)". Nie jest to co prawda mój faworyt, choć wiem, że podobne utwory zdarzało się grupie tworzyć już wcześniej. Niezłym zaskoczeniem jest natomiast "Acres Of Skin". Początek przynosi nam jazdę na całego, totalne rozpędzenie jakiego nie było od czasów "Soul Of A New Machine". Mimo, że później następuje powrót do "zwykłej" rytmiki to całość trzyma wysoki poziom, co sprawia, że jest to jeden z ciekawszych utworów. Następny "Back The Fuck Up" wiele osób mógłby odrzucić za sprawą gościnnego udziału rapera z Cypress Hill. Dla mnie jednak jest to prawdziwa bomba. Wprawdzie nie przepadam za takimi eksperymentami, ale ten numer to niezła mieszanka wybuchowa - nie potrafię sobie wyobrazić płyty bez tego kawałka. Końcówka płyty jest już bardziej urozmaicona. "Byte Block" i "Hurt Conveyor" nie są już tak skoczne jak pierwsze utwory. Ich rytmika przywodzi mi nawet na myśl "Demanufacture", zaś refreny w tych kawałkach są nieźle rozpędzone, co w Fear Factory rzadko się zdarza. Kończący płytę "Memory Imprints" jest natomiast rozczarowaniem. Z założenia miał być pewnie krewnym "A Therapy For Pain", zaczyna się nawet ciekawie, ale potem przychodzi nuda, bo kawałek kończy się, kończy i nie może skończyć. O ile same utwory jeszcze się bronią, bo żaden nie schodzi poniżej pewnego poziomu, to nie mogę pogodzić się z brzmieniem, w jakie zostały ubrane. Znikł gdzieś ten gniew, który był obecny na wszystkich płytach kwartetu. Dźwięk gitary jest niemiłosiernie sterylny, zaś Burton C.Bell nigdy jeszcze nie krzyczał tak "płasko". Ogólne wrażenie jest takie, że słyszymy maszyny a nie żywych muzyków i mimo, że Fear Factory nigdy nie stroniło od nowinek technicznych, to ten sposób spłaszczenia brzmienia zdecydowanie mi nie odpowiada, gdyż płyta przez to straciła wiele ze swej mocy. Dla odmiany klawisze i sample słyszymy sporadycznie i ich udział ogranicza się do roli dopełniaczy do poszczególnych kompozycji. Nie mam co kryć, że jestem rozczarowany. Mimo, że płyta ma swoją klasę i zespół tak na dobrą sprawę nie ma się czego wstydzić, to na "Digimortal" brakuje mi ognia, jadu. Z żalem wystawiam 6, choć gdyby nie był to Fear Factory, pewnie oceniłbym album nieco wyżej, bo nazwa zobowiązuje a płyta po prostu blednie przy genialnej "Demanufacture". Toteż nie dziwię się, że płyta nienajlepiej się sprzedała a to wkrótce było (podobno) jedną z przyczyn rozłamu w zespole. Choć ja i tak wierzę, że jeszcze wrócą. |
| Ocena
6/10
(C) Choke |