CRADLE OF FILTH
"Damnation And A Day"
Nowy album!
Na 6 już dzieło angielskiej grupy Cradle Of Filth, fanom przyszło czekać całe 2 lata. Zniecierpliwienie było dość duże, wydawca by je zaspokoić (i wrzucić trochę grosza do kieszeni) złożył dość ciepło przyjętego "Lovecraft & Witchhearts" i dwupłytową koncertówkę "Live Bites for the Dead". Wreszcie w marcu 2003 nasze spragnione krwi dusze ujrzały na półkach sklepowych nowy, śliczny długograj Cradli zatytułowany "Damnation And A Day: From Genesis To Nemesis". A co to za dzieło to zaraz się dowiecie..
Uuuaaauuu!
Cradle Of Filth ostatnie albumy nagrywali dla wydawnictwa Music For Nations, ale ten okres niedogodności finansowych dobiegł już końca. Potężne Sony Music wreszcie dostało buta od statystyk sprzedanych płyt CoF i postanowili ich zwerbować.Członkowie zespołu poddali się bez większego oporu;) Nooo, teraz jest masa kasy na wydanie nowego albumu! No to do roboty! Muszę przyznać, że pieniądze przeznaczone na ten projekt zostały wydane słusznie, co do grosza. Ale co z tego ma fan, to zupełnie inna para kaloszy. Możecie sobie wyobrazić, Dani i spółka wynajęli 40 osobowy węgierski chór do pomocy, oraz najlepszych grafików do zaprojekowania i wykonania tego co nas czeka wewnątrz płyty. Tematyka tym razem nie kręci się koło jednej historii (Cruelty And The Beast),czy krainy (Midian). Muzycy w obroty wzięli całą historię świata, od wydarzeń w raju, do końca...From Genesis To Nemesis...
To co widać
Kiedy ujrzałem wnętrze albumu, myślałem, że padnę z wrażenia. CUDO! Poprostu ręka mistrza, wszechobecny klimat i to co przedstawiaja grafiki ma doskonałe odniesienie do tekstów, które są na nich nadrukowane. Grafiki kolejno przedstawiają niebo,piekło,wygnanie,raj,potem okres starozytności, groby faraonów, aż do apokalipsy. Jednym słowem kto nie widział niech żałuje, bo jest na co popatrzeć..Przejdę już do najważniejszego czyli...
To co słychać
Zaryzykuje stwierdzenie, iż jest to najlepszy album Cradle Of Filth i jeden z najlepszych wydanych w roku pańskim 2003. "Kredki" brutalnieją na starość, niektórymi kawałkami robiąc taką masakrę, jakiej niepowtydziłyby się najstarsze blackowe wydawnictwa. Grają szybciej, mocniej i chyba jeszcze piękniej...Płyta została podzielona na 4 rozdziały, każdy z nich opowiada inny fragment historii naszej planety zaraz po pojawieniu się na nim ludzkiej plagi. Nadmienię także, że każdy rozdział posiada 4 utwory, w tym pierwszy w każdym to kawałek instrumentalny świetnie wprowadzający nas w klimat tego co zaraz nam będzie dane usłyszeć.
Rozdział I - "Fantasia Down"
Krótko. DZIEŁO. Ten rozdział jest najlepszy, posiada 3 równe genialne wymiatającorozpierdalające utwory. Kolejno :"Promise Of Fever"(zaryzykuję, że najlepszy utwór jaki Cradle wydali w swojej bogatej,10 letniej historii)"Hurt And Virtue" i "An Enemy Led The Tempest"(jedna z najlepszych prac perkusji jakie dane mi było słyszeć) Wszystko otwiera boski wręcz instrumental "A Bruise Upon The Silent Moon".
Rozdział II - "Paradise Lost"
Jak łatwo się domyślić tematyka rozdziału pije do wydarzeń mających miejsce w raju, moim zdaniem kolejno 2 najlepszy rozdział. Otwiera go prześwietny instrumentalny "Damned In Any Language (A Plague On Words)", potem jest niegorzej. Nadchodzi "Better To Reign In Hell" , któremu IMHO nalezy się 2 miejsce na płycie. Wymiata. Kiedy jego miodne dźwięki przestaną katować nasze uszy, rozpocznie się kawałek w całości opowiadjący o kuszeniu Evy przez węża, zatytułowany "Serpent Tongue". Rozdział zamyka boski (o ile to trafne okreslenie) "Carrion" , z niemal wykrzykywanym refrenem Another fall from grace,Whiplashed From The Gates.., oraz myślą przewodnią - "The deep red welt to domination..". Zapnijcie pasy, przed wami rozdział trzeci..
Rozdział III - "Sewer Side Up"
Tym razem jesteśmy w czasach starożytnych min. w Egipcie i Babilonie. Rozdział zaczyna się od genialnego kawałka instrumentalnego przypominającego, mi przynajmniej, rozmach z jakim wznoszono grobowce faraonów. Następnie wskoczye niezły "Presents From The Poison Hearted". Hmm niezły to mało powiedziane - bardzo dobry. Następnie mamy "Doberman Pharaoh" dostępny też pod tytułem "Destiny Wore a Bondage Mask"(wole jednak tę drugą nazwę), który urzeka wrcz partiami perkusyjnymi i genialnym przesłaniem. Aż się czuje, że jesteśmy tam i uczestniczymy w tym wszystkim o czym utwór mówi, a o to przecież chyba właśnie w muzyce chodzi. Rozdział zamyka promujący płytę "Babalon A.D(So glad for the Madness)", który nieukrywam, mimo iż najlżejszy na płycie, ma też to coś i podoba mi się, nawet bardzo podoba.
Rozdział IV - "The Scented Garden"
Nieuchronnie zmierzamy do końca. Ostatni rozdział otwiera instrumentalny "A Scarlet Witch Lit The Season", który nieźle wprowadza do ciągu dalszego. A ciąg dalszy składa się jeszcze z 3 utworów i jednego bonusowego instrumentala "End Of Daze" zamykajcego płytę złowieszczą przepowiednią. Ale po kolei.. Po "A Scarlet Witch.." mamy kawałek zatytytułowany "Mannequin". Tak szczerze to mnie on się najmniej podoba z całego krążka, może dlatego, że jest lekki, nie w stylu Cradli i jakiś monotonny?Ale myślę, że przypadnie on do gustu wielu osobom, więc go nie gnoję:) Po nim nastapi ballada[sic!] zatytułowana "Thank God For The Suffering", kolejny debeściak na płycie. Poruszający tekst, przy którym co wrażliwsi bracia metale(jest nas więcej niż myślicie..)moga uronić łzę patrząc w księżyc i wspominając wszystkie chwile pełne gniwu i cierpienia w swoim życiu. Naprawdę gorąco polecam! Ostatnim pełnoprawnym utworem jest "The Smoke Of Her Burning", bardzo dobry na zakończenie. Dość mocny, dość szybki. Rzekłbym słowotwórczo - typowo Kredkowy :) Jak już wspomniałem płytę definitywnie zamyka krótki instrumental "End Of Daze" co daje, jak na symphony blackowy album niebagatelną liczbę 17 utworów!!!
Podsumowania czas
Damnation And A Day nie dość, żę zawiera 17 genialnych i dopieszczonych w każdym calu kawałków , to jeszcze trwa 77 minut(!!!). Chyba jest to swoisty rekord, płyta ta trwa dwa razy dłużej, niż przeciętne blackowe wydawnictwo, a to już powód do dumy. Ponad to co powyżej napisałem, wręcz grzech tego nie nabyć, owocu wielomiesięcznych prac i starań zespołu, chórów i grafików. Sami rozumiecie, że popełniłbym herezję wystawiając temu albumowi inną ocenę, okazałbym się nie wartym splunięcia niewdzięcznikiem, dlatego daje z czystym sumieniem dychę i zachęcam wszystkich do kupna oryginalnej wersji (drechy z bazaru na pale!)
Ocena: 10/10