Catamenia kolejny raz atakuje nas swoją muzą! Najnowszy materiał został opatrzony tytułem "Chaos Born". Składa się nań 10 dosyć zróżnicowanych kawałków, których cechą wspólną są genialne przejścia pomiędzy bezkompromisowym łojeniem, a epickimi melodiami.
Pomimo iż teksty, stały się bardziej jasne dla zwykłego śmiertelnika, a muzycy nie dzierżą już w dłoniach przerażającego oręża to muzykę Catamenii można śmiało wpisać w ramy black metalu. Pozostała również miłość do niezwykłych stworzeń, jakimi są wilki - zwierząt nierozerwalnie związanych z tą hordą, będących głównymi ozdobami cudownych okładek Finów.
"Chaos Born" prezntuje różne ujęcia chaosu. Ma to potwierdzenie zarówno w muzyce, która jest bardzo szybka i brutalna, jak i w tekstach. Mnie najbardziej do gustu przypadł pierwszy na liście utwór "Kuolon Tanssi". Ciżeko mi powiedzieć, o czym opowiada tekst utworu, ponieważ został napisany w rodzimym języku Catamenii. Zdecydowanie więcej mogę wspomnieć o muzyce. A ta prezentuje się znakomicie. Z początku natkniemy się na wojenne werble, które wprowadzają słuchacza w trans, a już po chwili dołącza się reszta instrumentów i zaczyna się prawdziwa jazda! Mordercze tempa dominują na całej płycie, lecz tutaj są one najlepiej wyczuwalne. Zespół balansuje na pograniczu blacku i heavy metalu! W tle przygrywają klawisze autorstwa Tero Nevali (nowy nabytek zespołu), a "Deimhal" daje pokaz swoich wokalnych możliwości. Naprawdę genialny kawałek. Po jakimś czasie odniosłem wrażenie, że ta płyta jest niezwykle głośna. To nie wina złego brzmienia, nie, nic z tych rzeczy. Po prostu mamy doczynienia z taką nawałnicą dźwięków, że z czasem robi się to uciążliwe. Ale nie jest to bynajmniej minus tego wydawnictwa, myślę, że to celowy zabieg uzmysławiający nam pojęcie chaosu. Zupełnie odmienne uczucia wywołał we mnie instrumentalny utwór "The Era". Zagrany został wyłącznie na klawiszach i stanowi on moment wyciszenia na całym albumie. Ale to nie jedyna taka muzyczna odmiana, gdyż kilka spokojnych fragmentów odnajdziemy w kawałkach takich jak "The Fear's Shadow" czy "The Fallen Angel Pt.II (The Rising)". Chyba najbardziej charakterystycznym utworem jest tutaj "Lost in Bitterness", gdzie heavy metalowej rytmice towarzyszy czysty głos, przywodzący na myśl byłego wokalistę Borknagar i Dimmu Borgir - Simena, a w chórkach udziela się niewiasta imieniem Essi. W tym wypadku muzyka nabiera epickiego wymiaru. Muzycy nie zapomnieli dodać także nieco folkwych dźwięków i tak w "Mirrorized Thoughts" pojawia się taki fragment, który nieodzownie kojarzy mi się ze Skandynawią i tamtejszymi legendami. Jeżeli chodzi o brzmienie, to muszę przyznać, że zaskoczyło mnie ono. Zapewne mało kto słyszał o Neo-Studios - nazwa to raczej nieznana, lecz nie odbiło się to na jakości - wszystko brzmi przejrzyście i wypada bardzo profesjonalnie. Jedynie perkusja wydaje momentami conajmniej dziwne dźwięki, ale to tylko drobny mankament.
Pozostaje mi trzymać kciuki za Catamenię i mieć nadzieję, że ktoś w końcu doceni ten zespół, który w Polce jest raczej mało popularny. Ten rok należeć będzie do black metalu. Były nowe Kredki, a także Old Man's Child. Niedługo ukaże się również Dimmu Borgir. Catamenia śmiało może konkurować z tymi zespołami, a pod różnymi względami nawet je przewyższa. Co najważniejsze od kilku wydawnictw posiada charakterystyczny sound, który nie sposób pomylić z innymi kapelami, a to w dzisiejszym świecie, pełnym plastikowych kopii, wydaje się być najważniejsze.
Ocena: 9/10
|