CEMETARY - "Godless Beauty"

1. Now She Walks The Shadows
2. The Serpent's Kiss
3. And Julie Is No More
4. By My Own Hand
5. Chain
6. Adrift In Scarlet Twilight
7. In Black
8. Sunrise (Never Again)
                          9. Where The Fire Forever Burns


          W pierwszej klasie liceum, w ramach wymiany doświadczeń muzycznych, starszy kolega pożyczył mi płytę zupełnie przeze Mnie nie znanego zespołu - Cemetary. Wzamian dostał Cacophony co wtedy [i teraz nadal] było żadkością na polskim rynku. Jednak kiedy odpaliłem "Godless Beauty" byłem całkowicie zadowolony z tej chwilowej zamiany.

          Po paru tygodniach pooddawaliśmy sobie kasety a ja w jakiś sposób zapomniałem o Cemetary. Długo potem, siedząc sobie w domu, uderzyło Mnie jak grom z jasnego nieba wspomnienie tamtych dźwięków. I od tamtego momentu nie zaznałem spokoju, aż nie usłyszałem ponownie "Godless Beauty".

          Teraz, po pewnym czasie, pozbawiony pierwszysch emocji, mogę żetelnie podejść do oceny owego albumu. Pisząc o albumach Cemetary, dobrze jest umiejscowić je jakoś w czasie, dlatego że muzyka tego zespołu zmieniała się bardzo, od debiutanckiej płyty utrzymanej w klimatach death metalu, po kończący działalność zespołu krążek będący... ano właśnie, najprościej ująłbym to jako 'niewydarzone gówno' ale nie jest to zbyt dokładne oddanie jego brzmienia... cóż, nazwijmy to doomowo-gotykowym gównem. Teraz brzmi bardziej profesjonalnie ;-) [duży wkład w tym mógł mieć Anders Iwers, etatowy basista Tiamat, który tu zaczął się później udzielać jako główny gitarzysta]. Na szczęście "Godless Beauty" to druga w dorobku tego zespołu płyta, utrzymana jeszcze w konwencji okołodeathowej, słychać jednak odejście od kanonu w stronę czegoś w stylu Paradise Lost. Pomimo iż Mi muzyka Paradise Lost wcale nie odpowiada, jest nudna i usypiająca, to brzmienie "Godless Beauty" - przeciwnie.

          Nawet jeśli płyta ta pełna jest melancholii, nie zasypiam przy niej. Muzyka jest bowiem jednocześnie dynamiczna, wzbogacona świetnymi solówkami i zmianami tempa, które nie pozwalają się nudzić przy jej odbiorze. Jest to świetne połączenie brutalności muzyki i sentymentalnych tekstów...

          Czy tak do końca sentymentalnych? Pierwszy utwór opowiada o zmarłem dziewczynie która przenosi się w świat duchów, "And Julie Is No More" o kobiecie umierającej w ramionach swego mężczyzny i o przeżyciach owego, w "By my own hand" mamy osobę która z powodu zawodu miłosnego podcina sobie żyły i obiekt jego pożądania który idzie w ślad za ukochanym. I tak dalej... jednak choć teksty nie są optymistyczne, to punkt widzenia niektórych spraw jest conajmniej intrygujący i nie tak banalny jak większość gotyckiej liryki [żeby nie zaszły tu nieporozumienia, ta płyta niewiele z gotykiem ma wspólnego, jedynie charakter tekstów mógłby o tym świadczyć, ale jak widać i tu nie wykazano większego podobieństwa].

          Płyta jest na tyle ciekawa że nie nudzi się nawet po kilkunastu przesłuchaniach i ciągle odkrywamy te dźwięki na nowo. Jest to niewątpliwie plus gdyż możemy się nią cieszyć dłuższy czas niż standardowym albumem który po kilku dniach ląduje na półce.

          Moim zdaniem jest to najlepszy album w historii tego zespołu i zasługuje na najwyższą notę.

Ocena : 10 /10

+iommi+