ANTIGAMA
1. Siekiera
2. Atak
3. Krwawy Front
4. Idzie Wojna
5. Nadchodzi Zwykłe Świństwo
JAN AG
6. Motherfucker (swing that axe)
7. Sensations of time are lost
8. My mind needs to eat
9. Hear the whispers
10. Welcome
11. Destination death
12. Hey you fucking cop
13. Sick
  Splity to fajna rzecz. Dzięki nim dostajemy materiał dwóch zespołów i poszerzamy swoje horyzonty. Pozatym mamy pewnośc że materiał kazdego z zespołów, choć krótszy, jest dopracowany i że nie dostajemy dwa razy więcej muzyki na o dwa razy za małym pomyśle, nie ma żadnego zapychania miejsca, po prostu każdy zespół daje z siebie co może najlepszego przez co wartość całego splitu się podnosi. Czasem też przydają się do kulturowo-politycznych zagrywek [ah te polskie splity NS/BM], ale o tym może innym razem. Tymczasem chciałem zrecenzować Wam ostatnio wydany przez DYWIZJĘ KOT split kapeli Antigama i Jana AG.
  Od strony technicznej wydanie jest, jak zawsze w przypadku tej wytwórni - niemal perfekcyjne. Znowu dostajemy wszystko ładnie opisane, teksty, fotki, mulimedia. Choć teledysków tym razem brakuje. Wszystko to mamy po niskiej cenie... żekłbym nawet niewiarygodnie niskiej cenie - jak na polskie realia.
  Muzycznie jest... dziwnie. Antigama odwaliła kawał dobrej roboty. Choć możemy ją słuchać jedynie przez pierwsze 13 minut krążka - powala. Chłopaki nagrali pięć kompozycji starej, nieistniejeącej już punkowej kapeli - Siekiera. Punka nie lubię, za prostackim grindem nie przepadam... a jednak, choć tu łączą się i przeplatają oba te gatunki [z przewagą jednak grindu i bynajmniej nie prostackiego tym razem] owa mieszanka wydaje mi się być w stu procentach udana. "Siekiery" chce się słuchać od nowa i od nowa... tak do kompletnego znudzenia. I nawet gdy wydaje Ci się że ten album Ci się znudził, idziesz sobie ulicą a tu nagle w Twojej głowie rozbrzmiewają znajome słowa "Nadchodzi zwykłe świństwo, kompletne skurwysyństo...".
  Po Antigamie na płycie pozostaje do odsłuchania jeszcze 8 utworów Jan AG, trwających ponad pół godziny. Stracone pół godziny, na mojej wierzy najczęściej w tym momencie wciskany jest przycisk 'stop' [tudzież 'play' jak mam ochotę kolejny raz posłuchać Antigamy, a zazwyczaj - mam]. Jan AG to projekt Jana Frederickxa, lidera belgijskiego Agathocles. Owe 8 kompozycji to zbiór dokonań z jego 2 lat solowej kariery tego pana, które wcześniej ukazywały się najczęściej na siedmiocalowych splitach z innymi zespołami. Muzyka ta nie jest tym czego zwykłem słuchać. Jest nasycona elektroniką, ciągnie psychodelią. Przesłuchałem go w całości raz, i choć próbowałem później zmusić się do kolejnego przesłuchania całego albumu to próby owe były nieudane i kończyły się po kilku utworach.
  No i teraz możecie mi zarzucać brak konsekwencji. Pisałem na początku że splity to fajna sprawa ale w tym wypadku wcale tak nie jest. Bo jak odnieść się do płyty gdzie pierwsze 5 kawałków jest genialną, grindową interpretacją punka, a kolejne 8 całkowicie nietrafionym jak dla mnie techno-metalem? Cóż, Antigama powinna się spodobać wszystkim siedzącym w cięższych klimatach, a Jan AG pewnie przypadnie do gustu pewnemu gronu... chyba jednak warto spróbować.
Ocena: 5/10 [(9+1)/2]+iommi+