KOSZULKA METALLIKI
czyli niełatwo stać się metalem
Już we wstępie pragnę Cię ostrzec potencjalny czytelniku przed niskim poziomem literackim niniejszego artu - w poprzednim moim artykule takie ostrzeżenie umieściłem dopiero na końcu i mi się za to oberwało :). Jeżeli cenisz sobie porządek, przejrzystość, mnogość słownictwa i sensowność wypowiedzi to, uprzejmie proszę, opuść ten art i zajmij się czytaniem czegoś bardziej inteligentnego (polecam dział "Texty" w Action Magu) albowiem to co tutaj ujrzysz nie zaspokoi twych nieokiełznanych żądzy porządnego piśmiennictwa.
Chciałbym zaznaczyć jeszcze, że do napisania tego "czegoś" skłoniło mnie kilka faktów związanych z zakupem tytułowej koszulki.
Myśl przewodnia:
"Zaiste ciężkie jest życie metala, jednak znacznie cięższe są jego narodziny" Copyright 2003 by Kulturny :)
Jakiś czas temu przechadzałem się pomiędzy targowymi straganami mojego rodzimego miasteczka. Jako iż miejscowość w której mieszkam najliczniejszą nie jest (w porywach jakieś 30 tyś. istot dwunożny, potocznie zwanych "ludźmi" tudzież "ludziami") tak więc i targowisko było rozmiarów przeciętnego boiska do piłki nożnej. Zbyt wiele ciekawych rzeczy dostrzec tam nie potrafiłem, ale zawsze, jak to w takich przypadkach bywa, trafi się jakaś perełka. Tym razem było to stoisko z czarnymi koszulkami. Wybór przeogromny - cztery rodzaje nadruków, każdy w dwóch rozmiarach (XL i XXL :). Jedna koszulka nosiła dumny napis "Iron Maiden", inna koślawe "Ozzy Osbourne", jeszcze inna "Pocałuj mnie w d*** polityku" :P. Ostatnia była ozdobiona zakrwawioną czaszką jakiegoś zwierzęcia z piekła rodem oraz charakterystycznym, kultowym napisem, którego pewnie wszyscy zdążyli się domyślić (tym niekumatym podpowiem - Metallica). Być fanem zespołu a koszulki nie mieć to hańba, dlatego też niezwłocznie podszedłem do straganu i zapytałem sprzedawcę ile sobie za to cudo życzy. Gdy wymienił cenę to szczęka mi opadła. Skejci i dresiarze wywalają kupę szmalu za durne podkoszulki z kilkoma paskami, a ja mogłem mieć symbol potęgi i piękna (i "szatanizmu" - ale o tym później:)) za marne dwanaście złociszy. Zbyt długo się nie zastanawiałem i z radosną miną (oraz portfelem lżejszym o dwanaście złotych :)) ruszyłem do domu niosąc pod pachą koszulkę jednego z najbardziej znanych zespołów świata.
Tak, właśnie teraz tak naprawdę zaczyna się moja opowieść bowiem to co wydarzyło się po powrocie do domu było przyczyną spłodzenia tekstu, który teraz czytacie (czy naprawdę ktoś to jeszcze czyta??? :P). Gdy ma matka ujrzała to co na mieście nabyłem od razu rzuciła mi dziwne spojrzenie pytając czy ze mną wszystko w porządku i czy czasem po drodze się nie przewróciłem i nie upadłem na głowę. Gdy oznajmiłem jej, że teraz zbieram pieniądze na glany zapytała mnie czy czasem nie staję się "szatanistą" (tak, właśnie tak powiedziała - jak większość ludzi zresztą myli "satanizm" z "szatanizmem", a to dwie całkiem inne postawy :)). Ale to jeszcze nic, akcja dopiero się rozkręca. Zatroskana matka rozmawiała z ciotką o moim "przeistaczaniu się" i nie musiałem długo czekać. Tego samego popołudnia odwiedziła mnie owa ciocia i z uwagą przyjrzała się mojej nowej koszulce. Ze śmiertelną powagą zapytała mnie czy wiem, że Metallica to zespół "szatanistyczny"? W tym momencie przeżyłem istny szok. Nigdy nie podejrzewałbym jednego z mych ulubionych zespołów o satanizm, a co dopiero mówić o "szataniźmie"!!! To było straszne!!! Zatem ja, który słucham ich muzyki także jestem "szatanistą"??? O Boże, cóżem ja uczynił??? Wybacz mi, o Wszechmogący!!!
A tak szczerze mówiąc to sam nie wiedziałem - śmiać się czy płakać. Bardziej zbierało mi się na zabójczy rechot, ale postanowiłem resztkami sił utrzymać powagę i zobaczyć jakie inne "prawdy" mogę od cioci wyciągnąć. "Nie wiedziałem. Naprawdę to są "szataniści"???" - zapytałem. "Taaak. Kiedyś czytałam taki artykuł w [tutaj padła nazwa pewnego babskiego pisma] o tym "szatanistycznym" zespole. Pewna kobieta pisała, że ich muzyka wywołuje w niej agresję i nie może się opanować". No cóż, tak to już bywa, że takie "poważne" teksty z "poważnych" pism wywołują u mnie falę śmiechu. Tym razem nie zdołałem się powstrzymać i wybuchłem gromkim, upiornym rechotem. Ciocia tylko spojrzała na mnie przerażona i szybko opuściła pokój - pewnie myślała, że wstąpił we mnie sam Lucyfer. Nie zdążyłem jej nawet powiedzieć, że zespoły takie jak Arka Noego, Fasolki tudzież inne Blue Cafe (itd. itp.) według takiego rozumowania, jakie reprezentowała jej inteligentna inaczej gazeta także są zespołami "szatanistycznymi". Tak, to prawda, bo przecież gdy ktoś w mojej okolicy coś takiego puści to wyzwala się we mnie niepohamowana żądza mordu i nie potrafię nad sobą zapanować. Czysty "szatanizm" i tyle. Takie "szatanistyczne" zespoły powinno się palić na stosach (heh, co do tych trzech wymienionych, to rzeczywiście palenie na stosie winno wchodzić w grę:)) a ich wyznawców/słuchaczy nabijać na pale w imię świętego, miłosiernego Boga.
Miałem już dość wrażeń jak na jeden dzień, ale on się jeszcze nie skończył. Moja matka rzadko wchodzi do mojego pokoju, ale w wyniku tamtego zamieszania weszła. Zrobiła to akurat gdy zapuszczałem sobie spokojną muzę do snu. Jak tylko otworzyły się drzwi zostałem zasypany komentarzami na temat całego tego "szatanistycznego" szajsu jaki słucham. Że nie ma w tym żadnej melodii, że żadnego śpiewu tylko wrzaski, że to nie jest muzyka tylko "nieskładne odgłosy i stuki z jakiejś starej fabryki", że to "rozsadza łeb", że nie można przy tym myśleć itd. itp. Zdziwiło mnie to tym bardziej, że z głośników dobiegały spokojne dźwięki jednej z ballad zespołu Staind, a później Pink Floydów. Jeżeli Pink Floyd gra muzykę ciężką to co powiedzieć o takim Slayerze, albo jakimś norweskim zespole black-metalowym? (BTW: Smuggler chyba się potnie jak się dowie, że Pink Floyd to także słudzy Szatana :P) Zapytany o to czy długo będę słuchał tej "szatanistycznej" (znudziło mi się już to słowo) muzyki odpowiedziałem, że nie. "Nie będę słuchał długo bo spóźniłbym się na czarną mszę, a dzisiaj w planach mam jeszcze palenie kościołów i rabowanie grobów" - głupia odzywka na głupie pytanie. Pech chciał, że zbliżał się Woodstock i w telewizji głośno było na jego temat, często pokazywano słynny "taniec" metalowców, który moi rodzice skomentowali jednym tylko słowem - "idioci". I znów zostałem zapytany czy także zmierzam być takim "debilem", chodzić na koncerty i zachowywać się jak ta banda dzikusów. Nie odpowiedziałem. Miałem dość tego dnia, oraz sposobu w jaki patrzy się na metalowców.
Dla naszego społeczeństwa metalowiec wciąż pozostaje satanistą (albo raczej "szatanistą" :)). Może bym się z takim stanem zgodził (gdyż wielu metali żyje według ideologii satanistycznej) gdyby nie to, że dla statystycznego Polaka satanista to człowiek niszczący wszystko co dobre, to czysta esencja zła. Jak kretyńskie jest takie stwierdzenie nie muszę już chyba tłumaczyć, ponieważ nieraz mogliście o PRAWDZIWYM sataniźmie na łamach Action Maga poczytać (ostatni taki tekst był w AM'38- "Nie taki diabeł straszny" by Pewien Gość). Jednak ileż to już razy słyszałem we wiadomościach o kolejnej grupie satanistów niszczących groby czy gwałcących, a później mordujących młode dziewczyny. Ileż to już niemowląt złożono w ofierze na czarnej mszy? Ileż to razy zrzucano winę jakiegoś wydarzenia na satanistów, czyli na metali (trochę przypomina mi to sytuację z "nietopyrzami" z opowiadania "Kraniec Świata" A. Sapkowskiego - ludzie nie chcą uwierzyć w to, że to w nich samych drzemie zło więc wymyślają sobie różne potwory i na nie zwalają całą winę). Jak widać media wiedzą lepiej. Babcie więc dalej straszyć będą wnuków tymi okropnymi "szatanistami" z długimi włosami i czarnym odzieniem, którzy porywają niegrzeczne dzieci i zaprowadzają je przed oblicze samego Belzebuba. Jeszcze przez długi czas pospolite dziewczyny ze strachu odwracać będą wzrok na widok chłopaka w koszulce Slayera, a grupa chłopaków-dyskotekowców w trzypaskowych dresach będzie gonić go przez pół miasta krzycząc: "Śmierć wszarzowi!".
Nie ma co, takie sytuacje są świetną zachętą do wkroczenia w świat metalu. Do tego dochodzą jeszcze ci "prawdziwi metale" (jak np. +iommi+), którzy niszczą każdego początkującego fana tejże muzyki wyzywając go od "pozerów", "kindermetali" czy Bóg wie jeszcze czego. Oczywiście zapominają oni o tym, że kiedyś także zaczynali od zespołów grających troszkę lżej i dlatego gardzą każdym kolejnym fanem Nirvany, nowej Metallici, Linkin Parków, SOAD czy innego nu-metalu lub hard rocka. Nieważne, że można by takim osobom wskazać właściwą drogę i pomóc w poznawaniu "czystego" metalu. Nieważne jest to, że taki chłopak (lub dziewczę) może z czasem zagłębić się w coraz to cięższe odmiany owej muzyki i czcić je ponad wszystko. Ważne jest to, aby takich osobników tępić i zniechęcić do tej pięknej muzyki. "Po co nam nowi metale? Wystarczy nam Stara Gwardia, a reszta ludzi niech się od***li". Całe szczęście, że "czarni bracia" z mojej uczelni należą do ludzi bardzo tolerancyjnych chętnie pomagających nowicjuszom, a takich ludzi jak wspomniany wyżej +iommi+ tam nie uświadczysz. I dobrze.
Rzeczywiście stanie się metalowcem i dalsze bycie nim do najłatwiejszych rzeczy na świecie nie należy. Zwłaszcza teraz, w dobie techno i hip-hopu, w dobie nietolerancji i prześladowania, w dobie nawiedzonych chrześcijańskich kaznodziei, w dobie bratniej nienawiści. Jednak każdy, kto czuje się prawdziwym metalem pozostanie nim bez względu na wszystko i wszystkich, ponieważ kocha tę muzykę i nie zmieni jej tylko dlatego, że otoczeniu się to nie podoba. Tak więc my, ludzie dla których muzyka to nie tylko zlepek różnych dźwięków a przepiękna sztuka i część duszy, łączmy się i pomagajmy sobie nawzajem.
"(...) Together we stand. Divided we fall." - pamiętajcie o tym!
Gnx an znetvarfvr gb anqny avr cbgensvę cbwąć grtb, żr żlwrzl j gnx cbcvrcembalz v tłhcvz fcbłrpmrńfgjvr xvrehwąplz fvę jlłąpmavr xerglńfxvzv fgrerbglcnzv benm snłfmljlzv vasbeznpwnzv.
PS. Słuchałem:
- Krzyki Młodszego Brata "Daj mi se zagrać, bo jak nie to powiem mamie"
- Starszyzna "Wyłącz już to cholerne pudło"
- Pies Sąsiadów "Woof! Woof!"
- Odgłosy Z Podwórka "Juuuuzeeeek! Chodź no na piwo!"
PS2. Wszystkie powyższe utwory pochodzą ze składanki "Dajcie Mi Kałacha..." dostępnej w każdym sklepie (monopolowym) za czypieńdziesiąt.
PS3. A poza tym słuchałem:
- Pink Floyd "p.u.l.s.e" CD1
- Pink Floyd "p.u.l.s.e" CD2 :)
- rockowe radio Delta (87 i 9 na Podbeskidziu).
PS4. Wyraz "satanista" (i jego pokrewne) został użyty w tekście tylko 9 razy...
PS5. ...a "szatanista" (i... jw.) - 17 razy.
PS6. Ostatnie zdanie (to przed peesami) jest w ROT-13 jak by się kto pytał. Ach... Stare, dobre czasy :).
PS7. zrgnyr v zrgnyójl, ebpxzrav v ebpxtveyr(???) łąpmpvr fvę!
PS8. Nie! Wcale nie jestem zjarany! To znowu ROT-13 :)
PS9. Następny art cały będzie w ROT-13, bo i tak nikt moich wypocin nie czyta. (no może poza Hexem - współczuję ci stary :P)
PS10. No, nie narzekajcie. Przecież lubicie peesy. I zapewne tylko to czytacie.
PS11.
PS12. To było miejsce na Twoją reklamę. :)
PS13. Mówiłem już, że następny artykuł będzie cały w ROT-13?
PS14. xłnznłrz. :P
PS15. .... [brakło mi pomysłów]
PS16. Kończę już, wstydu oszczędzę...
Pozdrawiam wszystkich, którzy dotrwali aż do tego miejsca - THX!!! - cholerni z was masochiści ;).