Placebo - Black Market Music

Trzech panów, którzy malują się i przebierają w damskie ciuszki, tłumacząc, że w nich bardziej im do twarzy. Stary chwyt ograny przez wielu muzyków, mimo to liderowi Placebo Brianowi wychodzi to dość umiejętnie, utrzymując wokół zespołu z lekka pedziowatą otoczkę, a jednocześnie będąc obiektem zainteresowania mediów. Trupi makijaż i czarne paznokcie w połączeniu z zaowocowało zajwiskiem, które zyskało sobie sporą popularność.

Black Market Music jest trzecią płytą zdobywającego coraz większą popularność brytyjskiego tria. Ciężko mi powiedzieć na jej temat cokolwiek konkretnego, gdyż nie jestem fanem takiej muzyki, a po Placebo sięgnąłem z ciekawości. Muzyka ma wszystko co potrzebne, żeby przyciągnąć uwagę masowego odbiorcy. Mamy więc lekkie  wpadające w ucho kompozycje. Dużo jest w wykonywanej przez Placebo muzyce polotu i przestrzeni, zaś dwuznaczny image wyróżniał zespoł z tłumu brit-popowych kapel, nadając jej charakterystycznego feelingu.

Ale - przyznam, że otwierający płytę singlowy Taste In Men naprawdę mi się spodobał. Elektroniczny funk podlany niewielką dawką psychodelii wpada w ucho już a pierwszym przesłuchaniem a klimat piosenki delikatnie osiada się w głowie. Idealny kawałek na rozpoczęcie płyty. Oprócz takich piosenek mamy utwory trochę ostrzejsze , np. drugi singiel Special K. Jest w nim sporo energii, i czadu, zwłaszcza w refrenie. W tym i paru innych kawałkach perkusista nie stroni od całkiem szybkich rytmów. Oprócz takich numerów mamy na płycie sporo eksperymentowania, nie zawsze udanego. Spite & Malice miał w założeniu być flirtem z hip-hopem. Piosenka została nagrana z gościnnym udziałem amerykańskiego rapera Justina Warfielda, ale ten dźwiękowy mezalians wypadł niezbyt przekonywująco. Chórek "dope guns fucking in the streets" wtłoczony w ramy Placebo wydaje mi się lekko nie na miejscu. Lepiej wyszły piosenki psychodeliczne, smętne, takie jak np. Narcoleptic czy następujący po nim Peeping Tom. Muzyka w tych klimatach  o wiele bardziej przypadła mi do gustu, jest to prawdziwe smęcenie z klasą a przy słuchaniu można odpłynąć.

Placebo wydaje mi się zespołem w pewnym stopniu obliczonym na zyski a przy tym podpasowanym do rynkowej koniunktury. Jestem pewien, że jest spora grupa ludzi, którym taka muzyka odpowiada (z pewnością Torwar 6 Września podczas występu nie będzie świecił pustkami) i to nie dzięki reklamie i promocji a jakości muzyki. Mnie Black Market Music nie rzuciła na kolana, choc od czasu do czasu mógłbym sobie posłuchać kilka ciekawszych piosenek, bo to nawet ciekawa rzecz.

Ocena 7/10

(C) Choke