BJÖRK
"Post"


Już osiem lat temu ta płyta ujrzała światło dzienne. Mimo upływu czasu (niewielkiego co prawda) utwory Björk Guðmundsdóttir (fajne nazwisko) nie starzeją się. Zarówno ta, jak i poprzednie i następne albumy tego dowodzą. Ta muzyka, ten głos, ma w sobie coś zniewalającego, coś czego nie można zapomnieć. Jakiś mądry człowiek powiedział kiedyś że głos Björk przypomina melorecytacje męskiego islandzkiego chóru. Ciekawe... Kończąc tą dygresję powiem tylko że jak dla mnie głos Björk jest zbyt znakomity i nieziemski bym mógł go przyrównać do czegokolwiek. A teraz o "Post". Płytę otwiera "Army of Me". Mroczny, industrialny kawałek. Wpleciony jest tu sampel perkusji z utworu Led Zeppelin "When The Leeve Breaks", ale w kontekście kompozycji Björk jest to niezauważalne. Do tego fajny, surrealistyczny teledysk. Kolejny, przepiękny kawałek to "Hyperballad". Gdy Björk zaczyna śpiewać "I go through all this(...)"po prostu nogi mi się uginają. Utwór zaczyna się spokojnie , trip-hopowo, by w finale pojawiło się niemal klubowe brzmienie. Do tego niesamowity tekst ( w którym Björk opisuje, że codziennie rano stoi nad urwiskiem, na szczycie góry i zrzuca wszystko co znajdzie pod ręką, oraz wyobraża sobie siebie spadającą i roztrzaskującą się o skały) Cudo! Kolejna piosenka to "The Modern Things". Fajnie się zaczyna, lekko psychodeliczne brzmienie, a Björk śpiewa o tym że wszystkie nowoczesne rzeczy ("jak samochody i tym podobne") istniały od zawsze (czekały tylko we wnętrzu gór na odpowiedni moment, kiedy mogą wyjść). Nagranie kończy cudowny, zapętlony bełkot naszej bohaterki. Kolejny kawałek zna niejedna osoba, która o Björk nigdy nic nie słyszała. "It's oh so quiet". Niektórzy (laicy właśnie) uważają że jest to najlepszy kawałek Islandki. Sama Björk niespecjalnie go lubi, twierdząc że nie ma w nim nic prekursorskiego ( a Björk ma obsesję poszukiwania nowych brzmień). No właśnie- klasyczny big bandowy utwór, całkowicie pozbawiony jest jakiegokolwiek nowatorstwa. Ale ludziom się podoba...w sumie nie jest taki zły, można się uśmiechnąć słuchając tego kawałka. Björk świetnie go wykonała. Kolejny utwór to "Enjoy". Nagrany w duecie z Trickym, który jest również autorem tekstu. Fajny, mroczny kawałek, nastrojem przypominający "Army of Me". Po głośnym, industrialnym "Enjoy", czas na ukojenie-"You've been flirting again". Spokojny, krótki utwór. Björk i smyczki. Przyjemna atmosfera... Kolejna piosenka to "Isobel". Zaczyna ją podniosły dęciak, by po chwili przejść w trochę inny klimat. Björk niesamowitym głosem śpiewa ciekawy tekst (np. w refrenie " my name Isobel; married to myself; my love Isobel; living by herself" ). Piosenka ma bardzo ładny, klimatyczny (czarno-biały, z wieloma efektami) teledysk. Następny kawałek to "Possibly Maybe". Typowo trip-hopowy, melancholijny kawałek. Bardzo go lubię. Jest klimatyczny, spokojny, ale i nie łatwy. Do piosenki nakręcono świetny klip (pełen psychodelicznych, jaskrawo niebieskich kolorów). Po smutnym i wolnym "Possibly Maybe", dostajemy szybki (drum'n'bassowy) "I miss You". Fajny kawałek, szczególnie te trąbki. Oryginalny tekst (np. "I miss you; but I haven't met you yet") i ogólnie fajna atmosfera. Björk pod koniec nieźle "daje głosem". Po tym żywiołowym numerze, następuje wyciszenie w postaci dwóch ostatnich kawałków "Cover Me" i "Headphones". Björk śpiewa że zamierza udowodnić że niemożliwe naprawdę istnieje (i że to "dowodzenie" jest bardzo niebezpieczne-prosi o osłonę). Intrygująca melodia, harfa, a gdzieś w tle elektroniczne pejzaże. No i głos pani Gu?mundsdóttir. Ostatnią pozycją na płycie jest, jak już wspomniałem "Headphones". Tym razem mamy ambient. Utwór NIESAMOWITY. Najlepiej słucha się go w tytułowych słuchawkach- wtedy najlepiej słychać niesamowite, delikatne dźwięki i różne ciekawe efekty. Piękna liryczna pieśń. Zarówno głos Björk, jak i muzyka ma bardzo "erotyczne" brzmienie. Kawałek ten nadaje się do słuchania (w słuchawkach!), spania i tzw. scen łóżkowych ;). Fajny jest moment, gdy pod koniec tego melancholijnego numeru, Björk gdzieś tam w tle śpiewa sobie wesołym, beztroskim (jak dziecko) głosem 'huta, huta' (to chyba po islandzku, nie wiem). Jak słyszę ten utwór to odpływam... właśnie teraz go słucham...

Ocena: -10/10 (minus za ubogą książeczkę, a właściwie jej brak-jest tylko wkładka)

PS. Myli się ten, kto uważa że muzyka powstała za pomocą komputera nie może mieć duszy. Komputer to tylko narzędzie, takie samo jak gitara czy trąbka. Jeżeli ktoś potrafi je dobrze wykorzystać i wkłada serce w swoją pracę to jej owoce są uduchowione. Natomiast jeżeli ktoś tworzy tylko z chęci zysku, to ani komputer, ani gitara, ani NIC nie pomoże. Muzyka elektroniczna może być tak samo "głęboka" (a czasem nawet głębsza) jak ta powstała na klasycznych instrumentach. Aby to udowodnić, zatwardziałym fanom tradycyjnych brzmień poleciłbym do wysłuchania, oprócz Björk oczywiście, wykonawców takich jak np. Portishead, Radiohead (płyty "Kid A" i "Amnesiac"), Stereolab, Laika... gatunki takie jak trip-hop, ambient, czy post-rock... I zapomnijcie o tym cholernym tECHNO, serwowanym przez komercyjne stacje i imprezy typu love parade (suxx). Patrzcie w przyszłość, rozwijajcie swoje gusta, szukajcie nowych brzmień! Tym apelem chciałbym zakończyć reckę płyty Björk- najwybitniejszej, moim zdaniem, wokalistki i innowatorki. Pozdrawiam wszystkich! [i dzięki za przeczytanie tego tekstu. Po islandzku: Takk!]


© LHQQ