ANDRZEJ PILIPIUK - "Kroniki Jakuba Wędrowycza"
- Nu, śmierdzi, ale co to dla nas...
Semen dreptał za mną, dzielnie dzierżąc widły w rękach. Zbliżaliśmy się do wyklętej ziemi, na której niejedna rodowita mieszkanka Wojsłowic widywała szatanów, bezgłowe psy, czy zombie. Ale czego się dla kilku "Pereł" nie zrobi. Sięgnąłem do pasa i namacałem dwie butelki pełne złocistego płynu. "Sąąą" pomyślałem z lekkim uśmiechem.
Wtem krzaki przed nami zaszeleściły złowrogo. Chwyciłem mocniej swój topór i upewniłem się, czy wiązanka czosnku nadal wisi na szyi. Wisiała.
- Jakub nie wygłupiaj się, nie będę z Tobą wdeptywał w kolejne gówno.
- Haw, mógłbyś się zamknąć na chwilkę?
Przeszliśmy ścieżynką obok gąszczu docierając nad jezioro, znajdujące się na południu Wojsłowic. Przypomniało mi się jak kiedyś łowiłem tu rybki, czekając na tę złotą i ciągle ciszę mącili mi dowcipami, to Birski, to Bardak Józef. Wzdrygnąłem się mimowolnie.
Głośny bulgot przerwał ciszę. Na brzeg wyskoczył rybostwór pokazując całą galerię drobnych kłów.
-Rrrraaauuu!
-Semen zajdź go od tyłu - szepnąłem. Jakoś nie doczekałem się żadnej odpowiedzi.
-Rrrraaauuu!
-Wracaj skąd przyszłeś pomiocie nikczemny!
-Rrrraaauuu!
Wyciagnąłem spod koszuli wiązankę czosnku, topór wbiłem w ziemię. Zatopił się prawie cały.
-Ekhm. Nuuuuuuu! Zgnij..zgiń! Popad..Przepadnij! Moro..Zmaro! Nnn, Nu, nieczysta! Haw!
Mój wzorowy egzorcyzm numer jeden nie zdał egzaminu. A może coś sknociłem? Stwór za to wpadł chyba w jeszcze lepszy humor.
-Rrrraaauuu!
Zza pleców doszło mnie głuche uderzenie o ziemię. To Semen zemdlał.
- O karwia! Dobra, chamie, nie chcesz po dobroci, to będę niedobry!
Wyciągnałem zza pasa butelkę "Perły" i uderzyłem nią z całym impetem w czaszkę napastnika.
-Auuuu..!-zawył
Otrzymanym w ten sposób tulipanem zacząłem okładać go gdzie się tylko dało, aż ze skowytem uciekł do bagna i już się nie pojawił.
-Nu, masz. A kaucję za potłuczoną butelkę, to kto mi zwróci ?!? Chyba nie Ajent..
Zacharkałem i chwyciłem Semena za kołnierz, cucąc go ostatnią butelką. Jej zawartościa, naczy się. Doturlalismy się jakoś do wioski, gdzie z całą pompą i efektami świetlnymi zostaliśmy ugoszczeni przez nocny patrol smerfów.
-Nonono, zagłuszanie ciszy nocnej, używanie ostrych narzędzi i... taak Wędrowycz, pijaństwo. Wygląda na to, że nockę spędzicie w przytulnej celi - rzekł uprzejmie Birski.
-Nu, obra. Ale szkoda, towarzysz Semen tak dzielnie stawiał czoła najeźdźcom z kosmosu, pasowałoby go lepiej uhonorować. Ale idziemy, byleście tam bimbrownię mieli, to i cały tydzień, prawda Semen?
Semen znowu zemdlał.
Tym niecodziennym wstępem chciałem przywitać wszystkich czytelników kącika naszego, a
przede wszystkim fanów prozy Pilipiuka. Jeżeli ktoś jeszcze nie czytał dzieła owego, to najlepiej uczyni, naprawiając czym prędzej ten błąd. Gdyż pan Andrzej P. nie pisze tak jak znani Wam z lektur autorzy. Nie pisze także jak Sapkowski, czy Tolkien. Pisze Fiction, ale nie pisze jak Philip K. Dick. Jest największym piewcą polskiej wsi od czasów Reymonta, ale nie pisze jak nasz noblista. A jak pisze? Zupełnie inaczej. :)
(moim skromnym zdaniem tekst z okładki, właśnie ten o
"piewcy wsi polskiej", ma się do rzeczywistości jak pięść do nosa
- m.)
Styl jego pióra, uznany został jako gatunek menel-fiction. Co to oznacza, tłumaczyć nie trzeba. Pilipiuk napisał mini sagę, kilka tomów opowiadań o tytułowym Jakubie Wędrowyczu. A jest to egzorcysta ze wsi Wojsłowicami zwanej. Osiemdziesiąt kilka latek na karku ma, a trzeźwość umysłu niczym czterdziesto... skoro przy trzeźwości jesteśmy, to musisz Czytelniku Drogi wiedzieć, że nasz egzorcysta to bimbrownik i pijaczyna, jakich mało jeszcze po tej ziemi stąpa, no skarb prawdziwy :) Co też się porobiło na świecie, że teraz już prawie nie ma takich jak on...
W pierwszym tomiku zwanym prościutko - "Kroniki Jakuba Wędrowycza" znajdziemy 14 opowiadanek, niektóre dłuższe, inne króciutkie. Ale nie długość, a jakość się liczy. A jeżeli Czytelnik ma lekko chore poczucie humoru, kocha nabijanie się i dostrzeganie wad polskiej mentalności, tudzież naszych rodowych przyzwyczajeń będzie wniebowzięty. Takoż i ja byłem. Śmiechu i gagów jest co niemiara, a poczucie humoru mości Pilipiuka wyczaruje uśmiech najgorszym ponurakom.
14 opowiadań to dużo, szkoda kącikowi miejsca zajmować na opis większości z nich. Opiszę te, które mnie najbardziej przypadły do gustu i te po których dostawałem najgorszych boleści przepony i żołądka. Ciekawym pomysłem autor odznaczył się przy opowiadanku "Głowica", gdzie to nasz bohater Jakub, zupełnie przypadkowo znajduje głowicę jądrową i chce ją... przetopić. Albo na złom. Wszak ile "Pereł" można za to dostać? :) Kolejnym świetnym numerem jest "Hochsztapler" gdzie zostaniemy nawet uraczeni niejaką głębszą fabułą. Opowiada o nawiedzonym domu i o fachowych egzorcystach wzywanych do pozbycia się duchów, ale jakiż egzorcysta równać się może naszemu Jakubowi Wędrowyczowi? Zabawne zakończenie rozkłada na łopatki. :) Potem nastapią 3 dość ciekawe opowiadanka, w tym "Świńska Rebelia", która bawi do łez. Pilipuik z chwili na chwilę stawał się moim ulubionym polskim autorem. Dzieł satyrycznych, ma się rozumieć. Powoli docieramy do najdłuższego opowiadania "Hotel pod Łupieżcą", które... brak mi słów.
Po prostu rozwala! Na myśl przychodziły mi komiczne tytuły jak Naga Broń, Hot Shots, czy Szklanka po Łapkach, ale podczas lektury zdałem sobie sprawę, że żadna, nawet najlepsza parodia nie może równać się tak znakomitej książce. W tymże opowiadanku Jakub wraz z Semenem i chłopami z gospody zakładają hotel, za nasza wschodnia granicą. Oczywiście mają przy tym masę przygód i perypetii. Trafiają do nich najznamienitsi goście jak
m.in.: zbuntowane szkopy, drechy, czy sataniści. Kupa zabawy, z przewagą zabawy. :) Wzmianki warte są jeszcze dwie ostatnie opowiastki, a mianowicie, mym skromnym zdaniem, najśmieszniejsze dzieło "Bajeczka dla wnuczka".
Po prostu umierałem, czytając o popromiennych, zmutowanych wilkach i Czerwonym Zakapiorze z cechu katów :D. Pilipuik
uczy (żart) i bawi! Na koniec zostawił, zdaniem wielu, najlepsze opowiadanie. Ale czekało mnie małe zaskoczenie, gdyż NIE BYŁO ono satyryczne. Było poważne, niemal śmiertelnie poważne. Ale muszę przyznać, że autor i tutaj pokazał kunszt, pokazał, że nie tylko potrafi pisać zabawnie, ale i całkiem poważnie. Za to cenię go jeszcze bardziej. Najlepszą rekomendacją niechaj zatem będzie fakt, iż 250stronicowy tomik ukończyłem w dzień niecały, bijąc swój mały, prywatny rekordzik. :)
"Kroniki Jakuba Wędrowycza" to dla nas - Polaków, coś więcej niż tylko książka. To lektura ucząca jak żyć w świecie oszustwa, zakłamania i obłudy. Ale kiedy już naprawdę nie dajecie rady, zawsze można sięgnąć po telefon i zadzwonić po najlepszego egzorcystę w naszym kraju. Pytać o Jakuba Wędrowycza. :)
spoxgreq
spoxgreq@poczta.onet.pl