DEAN KOONTZ - "Dzwi do grudnia"
Dean Koontz to dosć znany pisarz. Ja osobiście czytałem jego książkę „Zabójca strachu”. Będąc w bibliotece postanowiłem dać temu autorowi „jeszcze raz szansę” ponieważ poprzednia jego książka jakoś nie przypadła mi do gustu.
„Dzwi do grudnia” to książka opowiadająca o dziewczynce, która w wieku 2 lat zostaje porwana od matki przez „lekko pokręconego” ojca. Przez kolejne cztery lata są na niej przeprowadzane niezbyt miłe eksperymenty – m.in. zamkniecie w takiej komorze, która powoduje odcięcie praktycznie wszystkich bodźców działających na wszystkie zmysły. Miało to ją „wyzwolić”. Po 4 latach pewnego dnia zostaje znaleziona na ulicy naga i praktycznie w stanie katatonii. Jej matka, psycholog, próbuje ją uwolnić z więzów autyzmu i ucieczki od świata, przy pomocy np. hipnozy, ale dziewczynka zachowuje się bardzo dziwnie podczas tego typu seansów: nie słucha hipnotyzera, sama wraca w takie miejsca, których inna osoba by unikała. Ogólnie coś jest z nią nie tak.
Tymczasem policja znajduje w domu, w którym była przetrzymywana dziewczynka, trupy trojga naukowców. Z faktu iż jeden z nich jest ojcem Melanie i po odczytaniu zapisków policja stwierdza jakiego typu badania były tam prowadzone. Naukowcy zostali zabici w jakiś dziwny sposób. Jak to określił jeden z patologów – „ wygląda na to, że zostali pobici młotem z powietrza”. Każda kość została połamana, niektóre zmiażdżone. (Co jest praktycznie niemożliwe w przypadku ciosów człowieka – nawet cios zadany przy użyciu np. pałki nie zmiażdży kości tylko ją złamie. Zmiażdżenia są możliwe np. w wypadkach samochodowych – gdy działają olbrzymie siły) Tak więc policja już na wstępie ma duży orzech do zgryzienia. A z każdą godziną pojawiają się następne: człowiek zabity w szczelnie zamkniętym pomieszczeniu, morderca zabity na parkingu szpitala w którym leczona jest Melanie.
Osobiście najbardziej podobną mi się postać porucznika Haldena. Sumienny, precyzyjny, w konflikcie ze swoim przełożonym, a jednocześnie z młodszymi rangą potrafi żartować. Wie także jedną z wielu rzeczy o których nie ma pojęcia wielu zwykłych ludzi – ze w każdym z nas – w KAŻDYM – siedzi morderca. Niektórzy po prostu temu zaprzeczają, ale praktyka potwierdza to twierdzenie.
Dean Koontz jest moim zdaniem dobrym pisarzem, ale mnie jakoś nie potrafił zachwycić. Jego twórczość przypomina połączenie stylu Crichtona (dużo szczegółów technicznych – wiele z takiej książki można się nauczyć) z twórczością Kellermana (dużo psychologii w „Drzwiach do grudnia”) (to już nie wiem, czy to są "Dzwi" - jak pisałeś kilkakrotnie, czy też "Drzwi" - m.). Potrafi bardzo zręcznie prowadzić zagadkę kryminalną, a przy użyciu retrospekcji i konfliktów między policjantami możemy się wiele dowiedzieć. Ale mimo wszystko dość ciężko czytało mi się tą książkę.
PMG pmgpmg@wp.pl
P.S. 1 „Zapomnienie to początek uzdrowienia”
P.S. 2 „Zawsze wiedziałem że pod tym względem nie różnie się od innych. Zawsze wiedziałem, że w sprzyjających okolicznościach potrafię popełnić morderstwo z zimną krwią”
P.S. 3 „Dwa trupy zamiast jednego. Pan ją zabije i w ostatecznym rozrachunku uratuje pan jedno życie netto.”
Dzień dobry państwu. Co do tekstu mam kilka uwag. Dokładnie rzecz ujmując - aż dwie. Po pierwsze: mało recenzji w tej recenzji, ale to problem mniejszego kalibru. Po drugie - co według mnie jest ważne, lecz tym samym wynika z takiego a nie innego gustu człeka piszącego te słowa, więc nie musi być istotne dla wszystkich - autor twierdzi, jakby Koontz pisał stylem podobnym do crichtonowskiego. Jako, że Crichtona wręcz ubóstwiam, a jego książki czytuję na klęczkach bądź leżąc krzyżem (ale takim PCK - i żeby mi tu nie było, że obrażam uczucia religijne), muszę złożyć pewne wyjaśnienia. Otóż - od twórcy m.in. "Kongo" NIE można się wiele nauczyć, gdyż opisane przez niego rozwiązania naukowe są w istocie swobodnymi domysłami w stylu "a co by było, gdyby...". Wprawdzie każdą powieść "techniczną" Crichton konsultuje ze znawcami tematu, lecz nie zdobędziecie Nobla konstruując coś zgodnie z podanym przez niego opisem. To tak, jakby próbować zbudować wehikuł czasu wzorując się na tym z "Powrotu do przyszłości". Również nie powiedziałbym, że Koontz ma coś z tym charakterystycznym stylem wspólnego. W paru jego książkach spotkałem w miarę dokładne opisy, lecz wątpię, aby miały coś wspólnego z prawami fizyki (choć pewności nie mam - a nuż pisarz zdobył doktorat z fizyki jądrowej stosowanej?), a poza tym tak wiele ich znowu nie było. I jeszcze jedno - powieści szanownego pana Deana nie lubię; uważam je za wątłe fabularnie i niewyrafinowane próby szokowania czytelnika (jednakowoż ustępujące pod tym względem mistrzom gatunku - Guyowi Smithowi i Steve'owi Perry'emu). A co Wy o nich sądzicie? - military