W poszukiwaniu zaginionej magii

czyli nie samym Tolkienem człowiek żyje.


Rodzicom chyba  (bo i komuż innemu? Ulicy? Szkole?) zawdzięczam to, że nie neguję dokonań innych niż nasza - kultur. A zbiegowi różnych okoliczności zawdzięczam szczególne zainteresowanie kulturą Żydowską. Pierwszy poważniejszy kontakt - pomijając szmoncesy - i zainteresowanie nastąpiły po obejrzeniu "Skrzypka na dachu". W pamięć, prócz tego wszystkiego, co składa się na wielkość wymienionego dzieła (jak muzyka, gra aktorów, przewrotność losu doświadczonego przez bohaterów) zapadł mi pewien obrazek.

Oto we wsi Anatewka rozgorzał spór (o co poszło, kazał mi zapomnieć facet nazwiskiem Alzheimer). A jak w gminie żydowskiej jest spór, to musi być rabin, który go rozwiąże. I rozwiązał. Przyznając rację każdemu z dyskutantów, a nawet i tym, którzy w dyspucie udziału nie brali.

I ja tak samo uczynię. Masz, drogi Military, rację. I Ona ma rację, i On ma rację - którzy czytali, głosu nie zabrali, ale swoje myślą. A i ja mam rację. A co, skoro płynie wszystko, to i trochę racji niech spłynie na wszystkich, w tym i na mnie. Rację masz zapewne, że dzisiejsze wyobrażenie magii kształtowane jest sztuką - filmem, literaturą i grami RPG (już słyszę te pełne oburzenia głosy, że gry, szczególnie RPG, a zwłaszcza ich komputerową odmianę {bo papierowej nie znam, ale co, sam ze sobą mam grać? Sam sobie MG? Naraz mam być elfem i krasnoludem?} do sztuki zaliczam i z tymi z wyższej półki zrównuję. Ale proszę pamiętać o tym, że nie tak dawno, wiek temu zaledwie, filmu też za sztukę przez duże S nie uważano. A komiks do tej pory nie u każdego znalazł uznanie). I zapewne ostatnie lata w naszej kulturze magię kojarzą z mistrzem Tolkienem.

Ale warto tu przypomnieć, że nie sam Tolkien leży u podwalin fantasy. Trzy źródła - za mistrzem Sapkowskim powtarzając - fantasy zapoczątkowały. Le Guin, Howard i Tolkien (co do Le Guin - kłóciłbym się, czy zapoczątkowała, czy też rozwinęła... - m.). Fakt, że teraz ten ostatni jest w przewadze, ale jeszcze parę lat temu, zanim nasze oczy ujrzały "Władcę..." na ekranach, wkoło Tolkiena skupiały się raczej grupki hobbistów (nie mylić z Hobbitami). A całe rzesze czytelników znały fantasy raczej - wyłącznie, powiedziałbym - z Howarda i jego Conana. Lub z jego drugiego cyklu, o przygodach piktyiskiego wodza Turlogh'a O'Briena (lub jeszcze kilkunastu osiłków - Howard stworzył całą watahę bezmyślnych barbarzyńców, lecz tylko Cymmeryjczyk zdobył ogólnoświatową sławę. - m.). A tam czary, czy magia z tą znaną nam z Ziemiomorza, czy z krainy Hobbitów niewiele ma wspólnego.

Jako człowiek żyjący tu i teraz, czyli przypisany do kultury białego człowieka*, nie cofałbym się do pierwotnej Afryki w poszukiwaniu podwalin naszego współczesnego rozumienia sztuk magicznych (a ja - wręcz przeciwnie, bowiem podobno w Afryce właśnie należy szukać początków ludzkości, a więc wszystkiego, co z nią związane - m.). Rozejrzałby się raczej za nią u Szekspira. A poza Europą? Bliższe raczej mi jest czarowanie wschodu - z "Tysiąca i jednej nocy" choćby. Albo, jako wychowanemu na książkach Maja i Szklarskiego, czary szamanów północnoamerykańskich.

Najbliższa jednak koszula ciału. Czyli Grecja ze swoją mitologią, bogami i magią. Magią, jakże często nie dającą się oddzielić od bogów. Magią czynioną za ich zgodą, albo i wbrew nim - czego dowodem Madea, czarodziejka "z zawodu". Bo magia, drogi Military, nawet w cRPG-ach często związana jest z tym, czy innym bogiem. Lub z przeciwieństwem boga (tu się zgodzę - jeśli już, to czarowanie prędzej skojarzę z demonem czy innym czarcim pomiotem, ale na pewno nie z "pełnoprawnym" bogiem. Przy okazji: co wobec tego powiesz o najsłynniejszych przedstawicielkach magicznego rzemiosła w historii - o palonych na stosach, średniowiecznych czarownicach? Gdyby miały one coś z Bogiem wspólnego [a, jak ufam, nie miały, co najwyżej jakieś konszachty z tym z dołu], zapewne czarowanie uszłoby im na sucho... Zapytuję więc: czy czarami nie negowały wówczas istnienia Boga? [wiem, wiem, mogły mieć jakieś swoje pogańskie bydło... Ale czy miały - tego pewien nie jestem, a chciałbym się dowiedzieć]- m.). Wbrew wszystkiemu z bogiem - tym, czy innym - związana jest nierozłącznie. U ateistów jej nie znajdziesz. (nie...? A czy człowiek, który ufa siłom przyrody i jej... magii, może być uznany za ateistę? Wszak nie modli się do żadnego Boga. Inny przykład - Buddyzm - też religia, ale bez żadnego bóstwa. Skoro są takie wyznania dziś, zapewne były i przed wiekami.... [ale pewności nie mam, więc ten argument możesz pominąć] - m.) I owszem, jeśli coś niezwykłego uczyni bóg, można to nazwać cudem. Ale jeśli człowiek (lub "nieludź"), jest to magia. Zresztą, czy prośba o interwencję bóstwa i jej spełnienie nie jest czarem? (Rzekłbym, że raczej darem lub cudem.. Swoją drogą - w encyklopedii znalazłem taką definicję magii: ogół wierzeń i praktyk opartych na przekonaniu o istnieniu nadnaturalnych sił, których opanowanie jest rzekomo możliwe jedynie za pomocą zaklęć i obrzędów. Teoretycznie powinno to zażegnać wszelkie spory, lecz nie brałbym tego źródła za pewnik - jest to księga z czasów PRL, więc według niej ani Miłosz, ani Coca Cola nigdy nie istniały, podobnie jak pewien imperialistyczny kraj... - m.)  Często można się spotkać z takim rozumieniem czarów w literaturze. Może akurat nie u mistrza Tolkiena, ale nie samym Tolkienem człowiek żyje...

Co do przekładów na nasz rodzimy język, czy "Szrek" byłby zrozumiały dla nas, gdyby nie był przełożony "totalnie"? Ot, choćby ta scenka, gdzie słychać głos pana Sztura śpiewającego piosenkę pana Sztura "Śpiewać każdy może"... 

(Czy kolega chce zacząć kolejną dyskusję - tym razem o spolszczaniu pisowni obcojęzycznych nazw własnych? Jeśli tak, chętnie się na to piszę, hehe. - m.)

Ale z drugiej strony - czy zdubbingowana M.M. odśpiewująca życzenia dla prezydenta to byłoby TO?

* Wbrew temu, co można by pomyśleć, nie jestem szowinistą. Prawda jednak jest taka, że jesteśmy - chcemy, czy nie - związani kulturowo z Europą. Choć powodów do dumy jest niewiele. Ot, choćby to - gdy Arabowie mieli wysoko rozwiniętą kulturę i poczucie honoru, my byliśmy przy nich dzikusami. Wystarczy poczytać Kossak-Szczucką.

    Z poważaniem -
pan_T.A.Rej

Na koniec chciałbym pan_T.A.Rej'a przeprosić za (zbyt) dużą ilość moich dopisków, lecz naprawdę nie mogłem się powstrzymać przed kontynuowaniem tej dyskusji. I pomyśleć, że zaczęło się to od tekstu o tłumaczeniu "Władcy"... - military