WINSTON GROOM - "Forrest Gump"

Piekło zamarza, w niebie nieustanna orgia a politycy zaczynają mieć wyrzuty sumienia! Nie, to nie koniec świata - coś o wiele gorszego. Pierwszy przypadek, w którym film zrobiony na motywach powieści jest (dużo) lepszy niż pierwowzór! A myślałem, że tej chwili nie dożyję... Cóż - sprawdza się porzekadło: "nie chwal cudzego przed zachodem słońca".
Zaprawdę powiadam wam, mięsem rzucałem i rzucałem mięsem podczas lektury "Forresta Gumpa", albowiem nie było mi dane przeczytać tego, co przeczytać zamierzałem. Jeśli ktoś pamięta film - ten wie, iż postać wykreowana przez Toma Hanksa pomimo swojej ułomności zdołała wypracować życiową filozofię - w pewnym sensie prostą, prostacką wręcz, lecz o dziwo sprawdzającą się we współczesnym świecie. I że ona właśnie była motywem przewodnim dzieła Zemeckisa, opowiadającego absurdalną historię niedorozwiniętego mężczyzny wspinającego się na szczyt kariery nie tyle nieświadomie, co niezależnie od siebie. "Ot, tak mu wychodziło" - można podsumować dokonania ekranowego Gumpa. Tą samą historię spodziewałem się odnaleźć w - jak się okazało, niepospolicie krótkiej - powieści Winstona Grooma.
Cóż... zawiodłem się, i to srogo.
Przede wszystkim - zanim książkę polecę lub odradzę - muszę potencjalnych czytelników ostrzec. Drodzy puryści językowi i ci, których drażni wyrażenie "poszłem gdzieś": odpuśćcie sobie zakup, gdyż powieść napisano z punktu widzenia niedorozwiniętego mężczyzny właśnie, zatem co i rusz znajdujemy "nietypowe" wyrażenia i zniekształcone nazwy własne. Lecz jeśli zdołacie przeboleć kalectwo językowe, dotrzecie do ukrytych pokładów humoru i filozoficznej mądrości...
Jakże chciałbym tak powiedzieć!
Nie podejmę się streszczania fabuły, gdyż jest to zadanie awykonalne - w swoim życiu Forrest przeżywa iście niedorzeczną ilość zaskakujących przygód i jest nieustannie rzucany w coraz to nowe miejsca, od stadionu futbolowego po Wietnam i prom kosmiczny. Z założenia jednak Groom nie chciał stworzyć opowieści przygodowej, a tylko (a może "aż") zadrwić z dwudziestowiecznej Ameryki, przedstawiając ją w krzywym zwierciadle. Co, doskonale oddane, mogliśmy podziwiać w kinie czy na ekranach telewizorów.
Jednakowoż na kartach powieści odnajdziemy wyłącznie autobiografię niesympatycznego, gburowatego głupka, któremu nawet matka co dzień przypomina o "odmienności". Wszystko to zostało podlane ciężkostrawnym humorem - bo jeśli kogoś śmieszy pierdzenie ze zdenerwowania, pierdzenie z przejedzenia czy po prostu - pierdzenie, to szczerze mu współczuję. Może i mógłbym przeboleć to wszystko, gdyby nie fakt, iż autor rozpędził się i z niewiarygodnych, acz zabawnych, przygód rzucił bohatera w wir absurdalnych (żeby nie rzec - głupich) zdarzeń. Zniknęła cała początkowa "lekkość", a zostały tylko frazesy z okładki: zupełnie niezrozumiałe, lecz zapewne spełniające swą reklamową rolę na rynku, na który powieść jest przeznaczona - czyli na półkach księgarnianych w USA.
Doprawdy pełen jestem podziwu dla ekipy filmowców, którzy potrafili odrzucić to, co w książce Grooma razi, dodać wiele własnych pomysłów i stworzyć dzieło, które śmieszy, bawi i wzrusza zarazem. Niestety - tym samym rozreklamowali pierwowzór, który nie tylko nie jest wart uwagi, ale po przeczytaniu pozostawia wrażenie niesmaku. Zdecydowanie odradzam, mimo kilku zabawnych momentów i tych naprawdę nielicznych scenek, które zmuszają do zastanowienia.
military