Wstępniak .:. Demo-Testy .:. OR .:. Recenzje .:. Gadanie .:. Kąciki .:. TNT .:. Stuff .:. Listy .:. Redakcja | |||||||||||||||||
|
.::.
Wolfenstein: Enemy Territory
Return To Castle Wolfenstein była grą, która na trwałe zapisała się w pamięci wszystkich pochłoniętych online`owymi sieczkami FPP. O nie, nie mam wcale zamiaru mówić, że niezasłużenie - posiadała doskonały tryb multiplayer, wielu twierdziło nawet, że najlepszy w historii. Każda postać, uczestnicząca w zabawie, należała do jednej z kilku bardzo odmiennych klas. Inżynier, medyk, żołnierz, dowódca - ta zdawałoby się niezwykle skromna gama profesji dawała mimo wszystko olbrzymią radość. To wszystko wkomponowano w realia drugiej wojny światowej, dzięki czemu gra uzyskała interesujący klimat. Powiedzcie sami - czy może być jeszcze lepiej, ciekawiej? Enemy Territory miała być oficjalną, komercyjną następczynią RTCW. Jak to jednak często bywa, los kompletnie pokrzyżował plany odpowiedzialnych za nią ludzi - co bardzo dziwne, z wymiernymi korzyściami dla graczy... A jak właściwie było? Activision zaproponowało współpracę przy nowym Wolfensteinie dwóm grupom fanów - brytyjskiemu Mad Doc i Splash Damage. Ci pierwsi mieli odpowiadać za zaawansowane, inteligentne boty, drudzy zaś - za całą resztę. Chłopaki z Mad Doc niestety nie spełnili swojego celu, lecz nie przejmując się tym Activision postanowiło kontynuować prace nad ET. Pomimo że Splash Damage wywiązało się doskonale z postawionego im zadania, i grę można byłoby wydać i sprzedawać w normalnej cenie, postanowiono udostępnić ją za darmo wszystkim internautom. Tak, porzućcie przecieranie oczu i czytajcie uważnie dalej: Enemy Territory to w pełni samodzielna, a co najważniejsze DARMOWA strzelanina multiplayer - only! Jak wypada na tle innych produktów? Nie martwcie się - zapewniam, że doskonale. Jak już rzekłem, ET to (przynajmniej w pierwotnych założeniach) sequel RTCW, i mocno bazuje właśnie na swoim poprzedniku. Oprócz wymienionych przeze mnie profesji teraz mamy do dyspozycji jeszcze jedną - covert opsa, czyli sabotażystę, szpiega. Gra się nim doskonale - możemy zakładać na siebie mundury wroga, używać ładunków wybuchowych, znajdować miny czy strzelać z kilku rodzajów snajperek. Daje to szerokie pole do popisu wszystkim lubiącym przebywać w cieniu i niszczyć wroga powoli, skrycie. Bycie covert opsem z pewnością nie spodoba się tym, którzy wielbią efektowne strzelaniny i granie podług zasady "co z tego, że umrę pięć, skoro zabiję piętnaście razy". Najważniejszą zmianą są tu punkty doświadczenia - XP-ki, które zdobywa się za każdą wykonaną czynność. Budujesz zaporę, leczysz, rozdajesz amunicję, zabijasz - wszystko później owocuje. Na szczęście znaczenie XP doskonale zrównoważono, dzięki czemu nie mają decydującego wpływu na przebieg walki. Osoba, która przyłączyła się na minutę przed końcem ostatniej misji w kampanii także ma szansę przechylić, chociaż troszkę szalę zwycięstwa. A właśnie - misje. Pogrupowane są w dwie kampanie, europejską i północno afrykańską, z czego obie one dają porównywalne emocje, (choć wszystko oczywiście zależy od gustów) i satysfakcję z rozgrywki. Niestety, mapek jest tutaj zaledwie sześć, lecz pod żadnym pozorem nie martwcie się tym - problem małej ich ilości został już zlikwidowany, gdyż z Internetu można ściągnąć dziesiątki bardzo dobrych fanowskich tworów. A wszystko to, dlatego, że niedługo po premierze gry udostępniono szerokiej publiczności zestaw mapmakerski. Muszę przyznać, iż jeszcze go nie ściągnąłem, lecz z tego, co słyszałem, jest bardzo wygodny i łatwy w obsłudze. Odpowiadam, więc niniejszym na pytanie, zadane pod koniec pierwszego akapitu - tak, może być lepiej, i to o dużo. Recenzowany tu program jeszcze długo będzie numerem jeden, jeśli chodzi o grę w Sieci. Reasumując: ET jest pozycją obowiązkową dla wszystkich AMagowców, którzy kochają gry typu FPS, a także tych lubiących po prostu od czasu do czasu zrelaksować się przy komputerze. Gorąco, gorąco polecam.
| |||||||||||||||||