Wstępniak .:. Demo-Testy .:. OR .:. Recenzje .:. Gadanie .:. Kąciki .:. TNT .:. Stuff .:. Listy .:. Redakcja

.::. Soldier of Fortune

Caleb


  Najemnicy według wielu osób są zwykłymi zabijakami, którzy - dla tego, kto zapłaci więcej - są wstanie zrobić niemal wszystko. Przy wykonywaniu swoich zadań nie mają litości dla nikogo, a widok krwi czy oderwanych kończyn jest dla nich całkowicie normalną rzeczą jak dla zwykłego polskiego ucznia kolejna jedynka z matematyki. I wiecie, co jest w tym wszystkim najlepsze - te osoby wcale się nie mylą.

  Tak moi drodzy bycie najemnikiem jakby to powiedział Forest Gump - nie jest bułką z masłem. Co chwila trzeba wykonywać jakieś zadania, a przy tym zabijać ludzi w niemal hurtowych ilościach, których nie powstydziłby się sam Serious Sam. A jeszcze do tego w każdej chwili można stracić życie. Dlatego trzeba długo trenować, aby zostać najprawdziwszym zabijaką, do którego nawet typowy wiejski zakapior bałby się podejść. Więc co poniektórzy z was mogą się zapytać - czemu tyle osób marzy o karierze najemnika? Odpowiedz jest bardzo prosta niczym myśli Leppera lub nasze rodzime drogi - adrenalina, pieniądze oraz kobiety, jeśli oczywiście uda ci się przeżyć.

  No chyba, że bardzo lubisz swoje życie, trenować nie masz nawet najmniejszej ochoty, a na widok prawdziwej krwi wymiotujesz dalej niż widzisz. Jednak masz straszną ochotę zostać najemnikiem. Wtedy właśnie dla ciebie została stworzona gra Soldier of Fortune, która może i nie jest prawdziwym symulatorem życia najemnika, ale za to bawi wręcz wspaniale. A na dodatek można ją nabyć za dość śmieszną cenę albo, jak kto woli za darmo kupując 90 numer CD-Action. Jest to typowa strzelanka FPP, w której naszym głównym zadaniem jest zabicie jak największej ilości wrogów, przy czym warunkiem naszej wygranej jest przeżycie. Cała gra jest zrobiona w podobnym założeniu jak większość filmów akcji, czyli szybko, szybciej, prędko. Wszystko wokół ciebie dzieje się w wręcz niesamowitym tempie, abyś nawet nie miał czasu zastanawiać się dłużej nad jakąkolwiek zagadką. Ba, zagadek prawie w ogóle w tym tytule nie uświadczysz i według mnie bardzo dobrze, gdyż w takich grach najważniejsza jest zabawa, a nie czasochłonne, a co najważniejsze nudne rozwiązywanie zagadek. I trzeba przyznać, że producentom wyszła naprawdę dobra - bezmyślna - strzelanina. No chyba, że dla kogoś dylematem jest czy ma odstrzelić przeciwnikowi głowę, nogę czy po prostu wpakować mu kulę w brzuch.

  Jednak zacznijmy od początku. Instalacja przebiegła całkowicie bezproblemowo i szybko włączyłem grę. Ominąłem wszystkie niepotrzebne filmiki i mym oczom ukazało się bardzo ładnie wykonane menu. Pogrzebałem trochę w menusach zmieniając ustawienia klawiatury oraz podkręciłem lekko grafikę. Po wykonaniu tych wszystkich czynności ominąłem trening i włączyłem pierwszą moją samodzielną misję. I tu niestety pojawił się pierwszy zgrzyt - myślałem, że będę mógł sterować jakimś młodym i zdolnym, a co najważniejsze przystojnym (żebym mógł się wczuć w grę ;)) najemnikiem. A tu okazało się, że muszę sterować jakimś wąsatym dziadkiem, który pewnie, co sobotę ogląda skoki Adama Małysza i należy do jego fan-clubu. No nic pomyślałem i tak steruję kolesiem z widoku FPP, a filmiki najwyżej będę omijał. I powiem wam, że podczas wiru akcji nie myślisz, że sterujesz starym troglodytom. A wręcz przeciwnie bawisz się rewelacyjnie. Pierwsza misja, która notabene dzieje się na stacji metra jest zrobiona naprawdę bardzo fajnie. Biegasz po kolejnych korytarzach eliminując przeciwników, a przy okazji ratujesz biednych ludzi, którzy znaleźli się w złym miejscu o złym czasie. A kiedy przechodzisz kolejne misje powoli zaczyna się rozwijać - dość słaba - fabuła. Nie będę wam jej opowiadał, ale powiem tylko, że naszym głównym przeciwnikiem jest koleś, na którego temat pan Freud miałby dużo do powiedzenia. A pewnie za twarz pewnie ściga go już pół agencji wywiadowczych na świecie.

  Nie myślcie sobie, iż kolejne misje są gorsze od poprzednich. Wręcz przeciwnie każda kolejna misja jest coraz ciekawsza, a co najważniejsze inna. Jako John Mullins (główny bohater gry) zwiedzisz tak ciekawe lokacje jak na przykład irackie ulice, gdzie na każdym rogu można spotkać zdjęcia pewnego byłego dyktatora. Dodatkowo przyjdzie nam pojeździć pociągiem, w którego wnętrzu znajduje się mini bomba atomowa. Jeszcze wam mało, więc wspomnę o bazie położonej zapewne gdzieś na Syberii, którą będziemy musieli zinfiltrować. Wszystkie lokacje zaskakują nas, co chwila czymś nowym, a więc nawet przez chwilę się nie nudzą. A misje są wykonane tak by gracz mógł się wczuć w rolę najemnika, czyli szybko i widowiskowo.

  Jak przystało na prawdziwego najemnika John posiada dość spory arsenał broni. Począwszy od zwykłego noża czy różnego rodzaje zwykłych pistoletów, aż po shotguny, maszynówki. Oczywiście nie mogło zabraknąć rakietnicy lub snajperki. Jednak naprawdę ciekawą bronią jest elektryczny pastuch w wersji maxi, którym możemy razić wiązką prądu. Wygląda to bardzo efektownie, a co najważniejsze potrafi zrobić wrogom porządne kuku. Moją ulubioną bronią jest zwykły pistolet kaliber 44, który bez większego problemu potrafi oderwać nogę tudzież głowę. Najczęściej będziesz używał zwykłych maszynówek, gdyż okazują się one najskuteczniejszą bronią. Szczególnie, kiedy atakuje cię większa ilość wrogów, czyli prawie zawsze. Oczywiście im dłuższe serie będą się wydobywać z lufy twojej maszynówki tym mniej kul trafi w przeciwnika. A broń naturalnie się podnosi do góry, gdy strzelasz. Realizm to podstawa ;).

  Sof działa na enginie Quake2 i jak na te czasu, co gra została wydana grafika prezentowała bardzo dobrze. A dziś nadal nie razi gracza, ba nawet czasami przyciąga uwagę. Oczywiście nie myślcie, że uświadczycie jakieś super realistyczny wygląd ludzkiej twarzy czy wspaniałe cienie. Grafika jest po prostu ładna, co dobrze widać na podstawie wyglądu map. Wszystkie są wykonane bardzo staranie i zróżnicowanie. Co chwila coś się gdzieś porusza, tam coś wybucha, a na ścianie wisi obraz. Troszkę gorzej wyglądają postacie, które są lekko kanciaste. Jednak gra ma już swoje i miała prawo się zestarzeć. Jednak jak tu mówić o zestarzeniu się, gdy gra nadal wygląda naprawdę ładnie. Kto nie wierzy, niech zobaczy, a przejdzie na jasną stronę mocy.

  Jest pewna rzecz, która przysporzyła Sof duży rozgłos. Otóż w dziele z Raven można odstrzelić przeciwnikowi nogę, rękę, głowę lub po prostu wsiąść nóż i po kolei go rozcinać. Krwi w tym tytule, co nie miara. Każda trafiona kula pozostawia po sobie znak na ciałach wrogów, a na ścianie tudzież ziemi zostają kałuże krwi. Jest to bardzo ciekawe rozwiązanie, które powinno być kultywowane w każdej grze FPP. I mówię tu jak najbardziej serio, gdyż ile można patrzeć jak wróg trafiony kulą w głowę nadal żyje, a nawet, kiedy padnie nie pozostaje na jego twarzy żaden znak. Chociaż muszę przyznać, iż producenci lekko przesadzili z tym odstrzeliwaniem, bo jeszcze nie słyszałem, aby komuś odpadła noga po trafieniu z 44 i to za pierwszy strzałem. Jednak w sumie patent bardzo fajny i według mnie jest to krok w dobrą stronę w grach komputerowych - krok w stronę realizmu. A jak się komuś nie podoba wszelakie brutalne sceny, jakie są w grze można po prostu zablokować. No a jeśli jesteś jednym z tych obrońców moralności i nadal uważasz, że takie rzeczy nie powinny dziać się na ekranie komputera to lepiej idź uderz baranka o ścianę oraz zastanów się, co mówisz.

  Gra niektórym może wydać się brutalna, głupia i pozbawiona jakiegokolwiek przesłania. Jednak mi się podoba i powiem szczerze, że dawno tak dobrze się nie bawiłem przed monitorem jak przy Soldier of Fortune. Oczywiście tytuł ów nie ustrzegł się kilku małych błędów jak problemy z AL przeciwników, ale nie psuje to w jakiś większy sposób zabawy. Grę naprawdę mocno polecam nie tylko fanom gier FPP, lecz wszystkim graczom.


8/10
:: PLUSY:
+ Dobrze bawi
+ Można się wyżyć
+ 44 :)
+ Szybka akcja
+ Grafika
:: MINUSY:
- Główny bohater
- AL przeciwików
- Czasami robi się schematyczna
:: INFO O GRZE:
Gatunek: Strzelanka FPP
Producent: Raven
.:. Wyjście do AM .:.