<<< MEDAL of HONOR: Underground >>> 'Jeezu, jak zimno. W dodatku nie tylko ja odczuwam chłód, cała drużyna trzęsie się. A może to nie chłód tylko strach? W końcu jesteśmy na wojnie, straciliśmy już kilku kumpli z ekipy, widzieliśmy ich rozszarpane zwłoki, nic więc dziwnego, że się boimy. Ale teraz zostało już nam tylko jedno, przedostać się przez miasto, a potem do ciężarówki i w długą, do obozu a potem prawdopodobnie do domu. Nikt z nas już nie ma siły walczyć, z nas już żadnego pożytku nie będzie dla armii. Jeszcze tylko to miasto. Widzę już światła. Idziemy...'. Wojna. Najgorsze co może wymyślić człowiek, najbardziej okrutny interes, na którym rząd może zarobić krocie. Także producenci gier chcą trochę dorobić do życia poruszając tematykę wojenną w wirtualnej rozrywce. Jedną z najlepszych pozycji z cyklu 'war' jest MEDAL of HONOR która zrobiła furorę na całym świecie swoim rozmachem, wykonaniem i klimatem. 'Cholera, to miasto jest całe w Szkopach! {Jak misto może być w Szkopach? - LOV} Jak my mamy przebić się przez całe tabuny tych szmat?! Dowódca coś mówi, że od południa przybędą posiłki i natrą na miasto ze skrzydła, ale mi i tak niedobrze się robi na samą myśl, że trzeba tam iść i znowu strzelać. Znowu zobaczymy ludzkie wnętrzności, krew i trupy... Dowódzca kazał się czołgać i iść naprzód. Zatem nawet nie pozwolił na chwilę odpoczynku... Jesteśmy już bardzo blisko, lecz nic się nie dzieje. Jest bardzo cicho, słychać głosy dochodzące z miasta. Niemieckie głosy... W szóstkę doszliśmy do najbliższego budynku, drugi pododdział czołga się głębiej w miasto, chcą opanować całe skrzydło miasta a potem 'pochodem' eliminować resztę miasta. Jakbyśmy nie mogli po prostu ominąć tego pieprzonego miasta! Nagle słyszę krzyki! Ktoś strzela! Zauważyli nas!'. Jestem znany ze swojej sklerozy do wszelkiego rodzaju dat, ważnych wydarzeń więc nie będę tu się rozwodził nad historią. Powiem krótko: mamy wojnę z Niemcami, a co za tym idzie - musimy przeżyć. I tu jest niestety trochę gorzej... Wskakujemy w skórę wojaka {Chyba raczej "wojaczki" - LOV} (niestety, przez większą część gry jesteśmy osamotnieni), który eksploruje teren wroga i go zręcznie eliminuje przy okazji wykonując postawione przed nim zadania. Dowództwo niekiedy stawia przed nami bardzo trudne misje, m.in. odbicie kompana z jakiegoś miejsca, po czym wraz z nim uciekamy przez połowę miasta naszpikowanego przeciwnikami. No właśnie, gra zawiera w sobie pewien element, którego ja osobiście nie lubię - jesteśmy praktycznie sami przeciwko całej armii wroga. Przecież mamy wojnę, więc nasz podopieczny powinien mieć większe wsparcie u kolegów od broni, natomiast tutaj musimy sami dziesiątkować Niemców. Trochę to mało realistyczne. 'Jeszcze przed kilkoma sekundami panowała kompletna cisza, teraz hałas prawie przewiercił mi uszy! Race rozjaśniają drogę, dowódca każde natychmiast ruszać się z miejsca, zająć jakieś stanowisko i strzelać do każdego, kto nie nosi naszego munduru. Jednak mi ciężko wstać... Cały pododdział już ruszył w głąb miasta, słyszę strzały. Coraz to nowe wybuchy trzęsą ziemią a ja siedzę w krzakach dygocząc ze strachu. {Twardziel... heh - LOV} Wiele bym dał aby teraz siedzieć w fotelu, przed kominkiem i marzyć o rzeczach, których nigdy nie miałem. Coś wybuchło bardzo blisko wytrącając mnie z rozmyśleń. Wspomnienie o domu dodało mi chyba sił, gdyż wychyliłem się z zarośli rozglądając się w poszukiwaniu kumpli. 'Jeśli szybko przejdziemy przez miasto to szybciej dostaniemy się do ciężarówki' - pomyślałem i wyskoczyłem!'. Realistyczny i niemalże namacalny jest klimat tej gry. Kiedy pierwszy raz zostałem wrzucony na mapę, natychmiast (instynktownie) schowałem się za najbliższą przeszkodą żeby tylko nie zostać zauważonym. Tak samo przez resztę gry - slalomowałem {??? - LOV} między kolumnami, skrzyniami i tylko na chwilę wychylałem się żeby zobaczyć, czy ktoś aby przypadkiem nie idzie. Z miejsca wczułem się w klimat wojny, która panuje dookoła, gdzie krew tryska niczym fontanna, a flaki robią za tapetę wszystkich ścian. Chodząc po mieście, spotkawszy gdzieś wroga, nie rzucałem się na niego tylko chowałem się i wyczekiwałem momentu aby zastrzelić oponenta. Nie raz zdarzyło mi się strzelić w plecy żeby tylko samemu ujść z życiem... Wiem że takie zachowanie nie jest honorowe, ale w końcu nie znajdujemy się w średniowieczu, a na wojnie chodzi głównie o to, aby przeżyć. W dodatku, w czasie grania, co chwila w głowie kołaczą się pojedyncze wyrazy przypominające o powadze gry. Słowo '...przeżyć...' bardzo często nawiedzało mnie już pod koniec misji, przez co pad wyślizgiwał mi się z rąk przez pot. I wiedziałem, że każdy mój ruch zostanie przeze mnie zapamiętany także po zakończeniu gry, że jeszcze długo będę pasjonował się wyczynem w postaci na przykład rozbicia całego pułku Niemców. Na Gracza oddziałuje też cały teren rozgrywania akcji - zniszczone budynki, gęsty pył, okrzyki, wystrzały broni, wszędzie krew i trupy. To wszystko zalicza się do klimatu, który w MoH:U jest po prostu wielki, samemu się trzeba przekonać, jak to jest być zwykłym żołnierzem wysłanym w sam środek konfliktu, gdzie nigdy nie wiesz, czy przeżyjesz następny dzień. Poprawka - nie wiesz nawet, czy przeżyjesz następny kwadrans... 'Doszedłem do ściany budynku. Na ulicach leży kilka trupów, nie widzę nikogo od nas. Rozglądam się po oknach, czy nie ma żadnych przyczajonych wrogich snajperów po czym puszczam się biegiem na drugą stronę ulicy. Padam pod drzewem, kładę się na ziemii, aby nie zostać trafiony i analizuję sytuację. Ciężko to idzie, gdyż wybuchy opanowały moją głowę. Teraz pulsuje. Zaraz eksploduje mi głowa! Odwracam się i zauważam naprzeciwko mnie trupa - ciało przeszyte kulami, ręcę osmalone, brak połowy głowy. Ostatkami sił powstrzymuję się od wymiotów, wstaję i biegnę między drzewami wciąż widząc przed oczyma zwłoki. To mogłem być ja! Dobiegam do fontanny, kucam i trochę dalej spostrzegam dowódzcę i dwóch ludzi. To moi! Chciałem już wybiec ku nim, leż potężny wybuch rzucił mnie na ziemię i zamroczony leżałem kilka chwil. Przysiadłem, rozejrzałem się i popędziłem do swoich, unikając gradu kul. Dowódzca był wyraźnie zdziwiony, że jeszcze żyję lecz po chwili powiedział nam, że ciężarówka już czeka, trzeba tylko ominąć bunkier Niemców. Bunkier dzieli mnie od wolności. Tylko...'. Do wad niewątpliwie zaliczyć trzeba słabą inteligencję Niemców. Potrafią całym tabunami pchać się nam pod lufę nic sobie nie robiąc z grupki trupów leżącej na progu. Co prawda czasem chowają się za jakimiś przeszkodami, szukają schronienia na czas przeładowania broni, lecz to są nieliczne wyjątki, przeważnie trafiamy na kompletnych debili, którzy do woja trafili 'za oczy'. {Nie zapominaj o ograniczeniach pamięciowych Pleja - LOV} Nieciekawy jest także tryb gry wieloosobowej. Dlaczego? Gdyż plansze są za duże, ludzi może grać maksymalnie czterech i bardzo trudno jest znaleźć oponenta, przez co rozgrywka jest bardzo nudna. Mało strzelamy i w ogóle niezbyt często widzimy przeciwnika... Gdyby chociażby dorzucić boty {Stary, wyluzuj. PSX to nie PS2! - LOV} albo zmniejszyć plansze byłoby ciekawiej, dynamiczniej i bardziej rajcowniej. Motion Capture to kolejna wada gry. Żołnierze chodzą jakby mieli kij w tyłku, skręcają jak roboty, do strzału składają się jakby byli do tego zmuszani i robili to z wielką niechęcią, a przy tym bardzo się ociągają. Brzydko to wygląda, trąca realizm i klimat przez to odrobinę traci gdyż nie mamy do czynienia z prawidziwymi żołnierzami, ludźmi wojny tylko z robotami. {Eeee... teraz przesadziłeś misiu - LOV} Jak w każdej grze tak i tutaj drobne błędy ważą na końcowej ocenie. Takie małe niedoróbki techniczne można przecież usunąć w dosyć krótkim czasie lecz wygląda na to, że twórcom nie bardzo się chce to zrobić przez co później cierpią Gracze. I problem w tym, że każda gra ma takie wady... 'Potężny siwy bunkier straszył nas wszystkich co chwila wypluwając kule i ziejąc ogniem z luf broni maszynowych. Musieliśmy jednak przejść koło niego, inaczej utkwilibyśmy tutaj na wieki lub do chwili, gdy przyjdą posiłki Niemców. Dołączyli do nas chłopaki z drugiego oddziału - dwóch rosłych gości, jeden umazany we krwi, nawet nie wiem, czy jego czy też rozprutego po drodze Szkopa. Przy akompaniamencie wystrzałów, huku i wybuchów dowódzca wydaje rozkazy, jednak ja słyszę tylko ich strzępki. Do mych uszu docierają pojedyncze wyrazy: '...bunkier...', 'ciężarówka...'. Dowódzca chwilę rozmawia z dwojgiem żołnierzy, po chwili gromadzi ludzi z mojego oddziału i przekazuje informacje. Mamy, chowając się za czym tylko się da, unikać ostrzału z bunkra, następnie zza węgła strzelać do niego chroniąc tym samym ludzi przebiegających po nas. Tylko kto będzie nas osłaniał?! Nim przyjąłem do wiadomości słowa dowódzcy już stałem przy ścianie gotowy do biegu'. MEDAL of HONOR: UNDERGROUND to gra mająca w sobie coś z filmów wojennych. Główną zaletą jest klimat - przejmujący, działający na Gracza i pozwalający poczuć się prawdziwym żołnierzem, człowiekiem walczącym o ojczyznę, o wolność. Ta produkcja zasługuje na uwagę wszystkich Graczy lubujących się w strzelaninach, jak i grach przygodowych, gdyż zwiedzimy tu ciekawe tereny a także poznany choć trochę historię. Na koniec wspomnę, że gra ukazuje przemoc, zło, które siedzi w każdym człowieku a także... rzeczywistość, gdyż nie tak dawno przecież byliśmy świadkami walki z Saddamem, w której zginęło wielu niewinnych ludzi. Wypada życzyć, aby w przyszłości wojny toczyły się tylko w grach komputerowych i aby krew była jedynie wirtualna. 'Biegłem w parze z jakimś gościem, który był przestraszony bardziej ode mnie. Jeszcze chwila oddechu. Jeszcze chwila życia a potem chwila prawdy. Czy Bóg chce mnie już spotkać czy też jeszcze nie jestem gotowy na przyjęcie do Nieba. O ile tam pójdę... W tej chwili dowódzca krzyczy, żebyśmy biegli. Nie ma rady - biegniemy! Wyskoczyłem zza węgła i zobaczyłem rzeź - kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu naszych leżało na placu martwych a w oddali stał bunkier, który strzelał ogniem ciągłym. Co więcej, strzelał do nas. Schowałem się za przewróconym samochodem, następnie za drzewem. Byłem już naprawdę niedaleko, widziałem już siebie w bezpiecznym cieniu budynku gdy kontem oka coś zabłyszczało w okienku wieżyczki. To snajper! Nie dokończyłem tego mówić, a już poczułem szarpnięcie w klatce. Dostałem... Osunąłem się na ziemię, brocząc krwią z ust i dziury w klatce. Leżąc myślałem o rodzinie, którą zostawiłem w domu, oczekującą na mnie. Jeszcze przez przymróżone oczy dostrzegłem gościa, który był ze mną w parze. Ocalał, ale pewnie niedługo zginie. Jednak to już mnie nie obchodziło - zamknąłem oczy i odpłynąłem... Platforma: PSX Producent: Electronic Arts Gatunek: strzelanina Grafika: 7+ Muzyka: 6 Plusy: + Klimat + Wykonanie Minusy: - Multitap - Motion capture - AI - Brak kooperacji z jakimiś towarzyszami Ocena: 8 -> Devil, Łódź <- LOV: Moim zdaniem MOH:U to najlepsza strzelanina FPP na PSX'a. Pamiętam jak kiedyś przed świętami symulowałem wstrząs mózgu (serio!) ażeby tylko zwolnić się do domu i grać w "Medala". A jak wyjechałem do rodziny i zostawiłem konsolkę w domciu, to myślałem, że mnie rozpruje. Marzyłem tylko o tym, aby zagrać w tą genialną strzelaninę. Devil, coś ty pił chłopie? Jak dla mnie... 9+ |