<<< SWORD OF THE BERSEREKR: Gust's rage >>>


Uwielbiam robić ludziom na złość. Szczególnie takim którzy mają trzy literowe ksywki, w której przeważają literki L, O i V. Chodzi mi w sumie o to, że w dziale redakcja mam przyczepioną plakietkę "recenzet gier na PS2". A no ja taki (spry)ciula, że napisze reckę na dreamcasta i zepsują wszysko lovovi i tym samym zmienie oblicze świata. {Ohhhhh... (głos na sali) I oto Majkel zaburzył sens tego świata - LOV} Mimo że już nie mam dreamcasta (no co, trza było mieć kase na ps2), to przeżyłem z nim wiele nie zapomnianych chwil i rozumiem takich ludzi jak Bart, których Bóg zesłał z misją wskrzeszenia brutalnie zabitego dziecka. Dreamcast mimo tego że już umarł istnieje w pamięci chyba każdego kto miał z nim styczność. Ale ja nie o tym, panie Władzio...

Czy kojarzy wam się z czymś słowo berserker. A może berserkerzy? Nie? Śpiesze z wyjaśnieniami. Kiedyś byli jacyś tacy wojownicy, chyba wikingowie czy inne takie dziwe ludy, którzy ranili się, i na widok swojej krwi dostawali szału. Nie radził bym nikomu z wam, no może tobie LOV:) natknąć się na takiego elementa. Oni nie tylko stawali się obojętni na ból, ale po złapaniu ofiary rozrywali ją na strzępy... zębami.

Ale co to ma wspólnego z moją recenzją? Przede wszystkim wspólny jest tytuł Sword of the Berserekr: Gust's Rage. O czym jest gra? Gra jest chodzonym mordobiciem, będziesz tutaj zabijał rzesze potworów, gdzie niegdzie pojawi się jakiś większy madafaka. A jatka jest naprwadę zabawna, mamy do syspozycji wielgachny miecz którego nie powstydził by się sam Cloud, mamy jakąś broń strzelniczną i granaty. Po oberwaniu odpowiedniej ilości razy nasz bohater spada w szał (berserker). Wtedy jest staje się odporniejszy na ciosy, sam szybciej i mocniej wymachuje mieczem, jego oczy płoną czerwienią zresztą jak cały ekran. I właściwie w skrócie predstawiłem przebieg całej gry.

Ale, ale. Są jeszcze wstawki filmowe i fabuła. Właściwie tych wstawek jest więcej niż właściwej gry! Jednym wyda się to denerwujące innym pozwoli na coś więcej niż tylko np. zmusi do refleksji. W sumie gra to taki interaktywny film. Fajną mobilizacją do oglądania przerywników jest to że niekiedy podczas takowej musisz szybko nacisnąć jakiś przycisk aby bohater uciekł np. przed spadającym głazem i tym samym nie pojawił się napis: Game Over. Ten element tak samo niektórym się spodoba niektórym nie.

Jeżeli już intereaktywny film to przynajmiej powinien być dobry. Tak pomyślałem sobie po obejrzeniu kilku wstawek. Miałem nadzieje że dalej będzie tak samo ciekawie jak na początku i... nie zawiodłem się. Było bardo dobrze. Przyjaciółka, a może dziewczyna (sorry ale nie pamiętam) głównego bochater Gutsa zostaje zainfekowana dziwnym wirusem. Powoli cała najbliższa okolica zaraża taki sam wirus. Zainfekowani ludzie stają się oblśnymi potworami, a Gust robi wszystko aby dowiedzić się czegoś o tej sprawie i uleczyć towarzyszkę.

Od strony audio-wizualnej gra pokazuje wielki kunszt. Grafika jest ładna, choć jest mało lokacji i jest stosunkowo mało różnorodna. {To zdanie być bez sensu i Makumba tego nie rozumieć - LOV} Przeciwnicy i ogólnie postacie też są ładne, szczególnie podczas przerywników. Muzyka pasuje do całej reszty i buduje klimat. Mimo, że gra ma już kilka lat to i tak jest niekiedy o niebo lepsza od tych robionych teraz.

A jakieś wady? Nie ma ich zbyt dużo. Ale jednak... Przede wszystkim długośc gry nie jest wystarczająca, ale po jednokrotnym przejściu dostajemy jakieś bonusy. Po drugie gra nie musi każdemu przypaść do gustu. Choć jeżeli niekiedy lubisz się odstresować zabijącac rzesze potworów, klimaty fantasy przyspieszają ci bicie serca to przygody Gust'a przykują cię do fotela, masz na to moje słowo.

Tak więc jeżeli masz dreamcasta a nie masz jeszcze SotB:GR to albo jesteś:
a) ślepy
b) głupi
c) nie czytasz pism konsolowych i dopiero teraz dowiedziałeś się że ta biała skrzynka pod telewizorem to dreamcast

Grafika: 8-
Muzyka: 8+
Grywalność: 8

Plusy:
+ Jatka!

Minusy:
- Za krótka

Ocena: 8
(psxextreme:8- neo+ 8)

-> Majkel <-


LOV: Majkel, zapomniałeś napisać coś więcej o samej rozgrywce. Po przeczytaniu tej recki nadal mało wiem o Bersereku.