<<< Moje pierwsze spotkanie z konsolą... ATARI 2600 >>> Wstęp... Po raz pierwszy z konsolą ATARI, zetknąłem się dwanaście lat temu. Miałem wtedy ok. trzy latka - wyobrażacie sobie trzyletniego, rozwydrzonego Grzybiarza?:) Nie zbaczajmy jednak z tematu... Początkowo konsola nie należała do mnie. Wszystko zaczęło się od mojego taty, który oprócz normalnej pracy dodatkowo naprawiał jakieś: video, radia i inne elektroniczne pierdoły. Pewnego razu, jakiś gościu przyniósł coś dziwnego. Wyglądało to mniej więcej tak: ciemne prostokątne urządzenie wraz z dwoma joy'ami, wyglądały one jak wbity pręt w kostkę (warto wspomnieć, że ów joy, posiadał jeden, czerwony przycisk...). Gość, który to przyniósł, powiedział, że konsola nie działa, i następnego dnia przyjdzie po odbiór. Minął jeden dzień, a gościu się nie zjawił. Sprzęt, który zostawił, był już naprawiony. Tato podłączył go do telewizora, by upewnić się czy wszystko jest ok. i zdziwiłem się: na prostokątnej obudowie zmieniało się gry. Zerkałem więc z zaciekawieniem, raz na ekran, raz na konsolę. W końcu tato przestał przełączać gry. Podłączył joystick (dopiero teraz). Co mnie zdziwiło to to, że "pilotem" (tak nazywałem joy'a) można było sterować tym co było na ekranie. Czyli ja np. wychylę joy'a w dół to i ludzik pójdzie na dół. To było coś dziwnego. "Skąd oni wiedzą, że ja akurat wychylam joy'a w dół" - takie nasuwało mi się pytanie. Szybko jednak załapałem o co chodzi. Pierwsze gry... Zapuściłem grę o jakimś strażaku. Zobaczyłem osiem kolorów na krzyż. W tej grze przyjechał jakiś wóz strażacki, a na nim strażak, którym kierujemy. Strażakiem trzeba było odpowiednio gasić wieżowiec - okna się palą, a w nich bezbronne kobiety (a raczej kilka pikseli). Siedziałem zdziwiony na fotelu. To był szok! Ja chciałem grać i tato też, siora też. Potem ktoś włączył "samochodziki". Gra polegała na dojechaniu do mety. Widok od góry i wyścig w prawo. Potem się skapnąłem, że jak źle się gra to pojawia się niebieski tunel. Po dojechaniu do mety, koniec. Koniec gry! Nie pozostało mi nic innego jak zresetowanie "urządzenia". Potem przyszedł czas na inne gry, ale je za bardzo nie pamiętam. Np. gra, która przypominała zabawę w chowanego. Minął kolejny dzień, tydzień, miesiąc, a gostek nie przychodził po swoją konsolę. Grałem coraz mniej (i dobrze!) Mając ok. cztery lata przestałem grać. Potem nawet konsola zgubiła się gdzieś w domu. Znalazła się dopiero podczas przeprowadzki. W nowym mieszkaniu konsolę widziałem tylko dwa razy. Po prawie trzech latach, gostkowi przypomniało się o konsoli i trza było mu ją oddać. Co za dupek! (miałem tu pierw na myśli inny rzeczownik). Tak skończyła się moja historia z ta konsolą. Miałem wtedy ok. sześć lat. Jednak tak naprawdę przygoda z konsolami dopiero się zaczęła... Co dziś o niej myślę? Konsola, którą opisałem nazywa się ATARI 2600. W powyższym tekście prawie nie używałem wyrazu "ATARI", bo przez dopiero w roku 2002 (!), dowiedziałem się, że konsola na której grałem dwanaście lat temu to właśnie ATARI. Dowiedziałem się o tym kupując 56 numer magazynu Psx Extreme, tam na stronie 72 jest zdjęcie owej konsoli, a nad nim widnieje rok - 1977 (!!!) Toż to ja miałem jedną z najstarszych konsol. Najbardziej oldschoolowa konsola. A co do gier to "wyścigi" o których wspomniałem, nazywały się Gran Prix. W ogóle tytuły gier były bardzo proste, np. gra o tenisie, nazywała się po prostu "Tenis". Teraz konsoli nie mam, ale mam emulator:(. To już nie to, jednak Gran Prix czasem sobie włącze. Konsole rulez!
-> Grzybiarz <- PS. Tekst został napisany po konsultacji z rodziną, wszak mając kilka lat, wiele nie zapamiętałem. Co do "pamiętania" to pamiętam jedynie cztery gry na tę konsolę: "wyścigi", "strażak", "zabawa w chowanego" i "jakaś zręcznościówka". |