Wstępniak .:. Demo-Testy .:. OR .:. Recenzje .:. Gadanie .:. Kąciki .:. TNT .:. Stuff .:. Listy .:. Redakcja | |||||||||||||||||
|
.::.
Icewind Dale
Icewind Dale
jest grą, o której gracze mają różne zdania. Część uważa, że gra jest świetna,
cudna itp., a inni jakoś za nią nie przepadają. Ja należę zdecydowanie do tych
drugich. Kiedyś miałem spore szczęście, bo zamiast kupować Icewinda w ciemno,
zdecydowałem się najpierw gierkę pożyczyć od kumpla i trochę pograć. I dzięki
temu w porę zauważyłem, że ta rozrywka jest nie dla mnie. Wcześniej ukończyłem mojego ukochanego, Baldur's Gate (+opowieści) i spodziewałem się od Icewinda, że będzie to coś w klimatach Wrót Baldura, z tą jedynie różnicą, że w innych, mroźnych lokacjach. A gdy uruchomiłem giere to okazało się coś innego... Pierwszym krokiem po odpaleniu programu jest tworzenie postaci. Tu jest spora zmiana względem BG. Tworzymy nie jednego, a całą szóstkę bohaterów. Kolejna widoczna różnica to liczba biegłości, np. miecze dzielą się na trzy grupy (lekkie, duże, wielkie). Hmm... do tego etapu nie mam zastrzeżeń, liczba biegłości została trafnie podniesiona, a tworzenie całej drużyny można potraktować jako odmianę. Chociaż nie ukrywam, że mi dużo bardziej podoba się pomysł, gdzie gracz tworzy tylko jedną postać. Dzięki czemu bardziej można się wczuć w rozgrywkę, a poza tym można ciągle wymieniać pozostałych towarzyszy broni. Rozpoczynamy grę w Easthevenn, małpy miasteczku na północy. I standardowo wykonujemy kilka zadań za śmieszne punkty doświadczenia. Musimy wytępić kilka żuków, dostarczyć pijaczkowi wino i tym podobne. Prawdziwa (niestety) przygoda rozpoczyna się w momencie wyruszenia wraz z ekspedycją do Kuldahar w celu wyjaśnienia tajemniczych wydarzeń w ów mieścinie. I wtedy właśnie na jaw wychodzi prawdziwe oblicze Icewind Dale, od momentu dotarcia do Kuldahar, będziemy ciągle wysyłani do przeróżnych miejsc i wyrzynać hordy Zombi, Trolli, Olbrzymów i innych tego typu poczwar. Jakże zbaraniałem jak pierwszy raz zawitałem na trzecim poziomie Smoczego Oka, gdzie potwory atakowały moją drużynę sporymi stadami. A dalej dzięki mało urozmaiconej fabule jest podobnie tzn. ciągła walka z ogromnymi hordami wrogów, co kilka metrów :(. Przejdźmy teraz do Grafiki. Strona wizualna bardzo przypomina tą z Baldur’s Gate, więc niema się, nad czym rozpisywać (Zwłaszcza, że gierka ma już swoje lata). To samo tyczy się interfejsu, w którym wykonano tylko kosmetyczne poprawki. Ale jednak jest jeden szczególik, który mi się strasznie spodobał - wizerunki postaci. Po prostu są cudne, wreszcie można na obrazkach odróżnić elfa od człowieka itp. Również lokacje są nieco lepsze niż te z bandurka, ładniej zaprojektowane i narysowane. Dźwięki stoją na przyzwoitym poziomie. Gra jest w całości lokalizowana. Podczas tworzenia drużyny możemy skorzystać z kilkunastu nagrań głosu postaci. Ten element jest dobrze wykonany. Ba, niektórzy aktorzy iście filmowo wczuli się w rolę. Poza głosami postaci usłyszymy również odgłosy przyrody, dźwięki uderzających o siebie broni, przeróżne szumy, grzmoty towarzyszące magii. Ogólnie do tego elementu nie mogę się przyczepić. A teraz najlepszy element gry - muzyka. Jest ona zdecydowanie najlepszą, jaką można było usłyszeć w grach komputerowych w roku 2000. Muzyka. Szkoda, że te klimatyczne kawałki nie są w formacie audio i nie można ich zgrać na twardziela jako mp3, oj szkoda, szkoda. Wspomniana lokalizacja jest wykonana w standardowo – dobrym CD-Projektowym stylu. Na literówki można natrafić bardzo rzadko, a inne błędy jak nie mieszczenia się tekstu w przeznaczonym do tego miejscu zdarzają się sporadycznie. No cóż, jeżeli w baldurze brakowało ci walki to ID jest dla ciebie, jeżeli natomiast lubisz zagadki pokroju BG to zamiast wydawać kasę na Icewind Dale, lepiej ukończ go jeszcze raz lub (jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś) kup BG2, lub jeszcze lepiej Planescape: Torment.
| |||||||||||||||||