Wstępniak .:. Demo-Testy .:. OR .:. Recenzje .:. Gadanie .:. Kąciki .:. TNT .:. Stuff .:. Listy .:. Redakcja

.::. Freelancer

Souljah

..:: Recall Not Earth ::..
  Wojna zaczęła się tak dawno, że nikt już nie pamięta przyczyn jej rozpętania. Faktem pozostaje, że Koalicja i Sojusz rzuciły przeciwko sobie wszystko, co tylko miały. Po prawie stu latach walki i milionach ofiar, jedna ze stron, Koalicja, zaczęła powoli przechylać szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Pociągnęło to za sobą możliwość totalnej klęski drugiego ugrupowania. W akcie desperacji Sojusz postanawia wysłać statki z kolonizatorami do odległego systemu - Syriusza. Każdy statek reprezentował jeden patriotyczny naród. Bretonia - Brytyjczyków, Rheinland - Niemców, Liberty - Amerykanów, Kusari - Japończyków i Hispania - Hiszpanów. Misja wydawała się praktycznym samobójstwem jednak statkom udało się przebić przez blokadę Koalicji i skierować się w stronę systemu Syriusza. Podczas lotu stracono kontakt z Hispanią, jednak pozostałe statki dotarły do celu i rozpoczęły odbudowywanie życia. Osiemset lat minęło odkąd statki opuściły system słoneczny, ludzie żyją w pokoju, ale nadal pamiętają i nigdy nie zapomną tego, co wydarzyło się w systemie słonecznym...

..:: Stars - My destination ::..
  Edison Trent - pełne imię i nazwisko "wolnego strzelca" - Freelancer'a. W momencie, gdy miał podpisać umowę na okrągły milion kredytów, stacja na której miało dojść do transakcji zostaje zniszczona. Główny bohater, jego niedoszły partner w interesach i paru innych są jedynymi ocalałymi z ataku ludźmi. Trent trafia na planetę Manhattan w systemie New York (Przestrzeń Liberty) i tu zaczyna się nasza przygoda. W ataku nasz bohater stracił wszystkie pieniądze i statek i jedyne, na czym mu teraz zależy to dobry drink. W barze po krótkiej rozmowie z barmanem zostaje skierowany do oficer Jun'ko Zane, która załatwia mu cieniutki statek (na początek musi wystarczyć) i pierwszą robotę. Tak oto poznajemy towarzyszy i jak się okaże najlepszych przyjaciół Trent'a - Juni (zdrobnienie od Jun'ko) i King'a, kolejnego oficera Liberty Security Force. Jeżeli wydaje się wam, że fabuła jest troszkę pokręcona to jesteście w błędzie! Zaraz po opuszczeniu planety Manhattan i wyruszeniu z King'iem na pierwszą misję będziemy świadkami ataku na krążownik Rheinlandu na pokładzie, którego znajdowała się bardzo ważna osobistość. A to dopiero początek. Akcja dość szybko się rozpędzi, i zanim się zorientujemy będziemy mieć na karku pół galaktyki, a to wszystko z powodu jednej błyskotki - artefaktu. Jak później się okaże wszystko ze sobą się łączy i tworzy spójną i wciągającą historię. Fabuła została skonstruowana w taki sposób, że nie jesteśmy w stanie oderwać się od monitora. A gdy zakończymy główny wątek fabuły, pozostaje nam jeszcze dużo do zrobienia. Z początku myślałem, że po przejściu kampanii Single Player nic ciekawego nie będzie do roboty, ale się myliłem, i to grubo. Właściwie dopiero po "zaliczeniu" historyjki stajemy się prawdziwym "Freelancerem" (gdyż zaliczenie głównego wątku jest obowiązkowe). Lecimy gdzie chcemy, trzymamy, z kim chcemy i robimy interesy, z kim chcemy. Muszę jeszcze wspomnieć, że główny wątek zakończyłem w ciągu 19 godzin 38 minut i 56sekund gry. Strąciłem 411 obiektów, w tym 409 Myśliwców, 0 Transportowców i 2 Niszczyciele. Wypełniłem 49 misji, odwiedziłem 30 systemów gwiezdnych, postawiłem stopę na pokładzie 66 baz (w tym też planety i stacje kosmiczne), dochrapałem się 19 poziomu, moja wartość wynosiła 182 857 kredytów, a w gotówce miałem 177 797 kredytów. Kampanię zakończyłem "Anubisem" - bardzo ciężkim myśliwcem. Jeżeli na kimś te liczby nie robią wrażenia to powiem jeszcze, że w grze jest w sumie 52 systemy gwiezdne (50 podstawowych + 2 ukryte, możliwe, że jest jeszcze jakiś system, którego nie odkryłem :) ), ponad 150 baz, 31 grywalnych statków, a dojść można do 38 poziomu. Po zakończeniu fabuły bardzo ważny staje się wskaźnik reputacji (gdyż podczas kampanii nie zwracamy na to uwagi - nie ma potrzeby) u różnych frakcji. Rozwiązano to w podobny sposób jak w "GTA 2", z tą różnicą, że w produkcji DMA były 3 organizacje na każde miasto, a w tej grze organizacji jest całe mnóstwo. Wypełnianie misji dla jednej frakcji podniesie poziom naszej reputacji u nich, ale obniży u konkurencji. Oczywiste jest, że strącając kolejne statki piratów, coraz bardziej będą nas lubiły różne organizacje porządkowe. Co ciekawe każda "przestrzeń" ma swoje służby porządkowe, uzbrojone po zęby i liczne jak cholera. Jeżeli nie chcemy mozolnie wypełniać kilkudziesięciu misji tylko po to żeby zakupić jakąś fajną pukawkę, którą posiada jakaś organizacja, u której nie mamy zbyt dobrych wyników, zawsze możemy zapłacić łapówkę, która momentalnie podkręci naszą reputację u jednego z ugrupowań, ale jednocześnie drastycznie obniży u konkurencyjnego. I tu dochodzimy do jednego z najważniejszych elementów gry - walki. Praktycznie każda misja sprowadza się do strącania wrogich statków i od czasu do czasu zniszczenia jakiegoś innego obiektu. Dużo ludzi uznaje to za największą wadę Freelancera - i fakt, spłycono trochę rozgrywkę. Na szczęście walkę rozwiązano bardzo dobrze, mianowicie odbywa się to przy pomocy myszki i klawiszy WASD, czyli tak jak w rasowym FPS(!). Na zdolności bojowe naszego statku wpływa kilka czynników. Pomijając kwestię uzbrojenia (bo to chyba jest oczywiste), ważna dla nas staje się rodzaj statku i jego stopień zaawansowania - im wyższy tym lepszą broń można zamontować. A jest, co montować. Giwer jest od kilometra (trafniejsze okazałoby się stwierdzenie od klika :D ) i jeszcze trochę. Mamy wszelakiej maści broń promienistą, rakiety, miny (niektóre potrafią podążać do celu, i jak kogoś znajdą to z radości wybuchają :D ) itp. Co ciekawe żeby kupić jakąś zdolniejszą zabawkę musimy mieć odpowiedni poziom reputacji u frakci dowodzącej daną bazą (!). Sztuczna inteligencja wrogów jest różna, ale najczęściej niestety niska. Jeżeli wróg nie dysponuje jakąś ciekawą, silną bronią, to nie jest w stanie wygrać (oczywiście pod warunkiem, że się bronimy). Wrogowie potrafią też stosować pułapki taktyczne, co prawda mało wyszukane, ale zawsze coś. Najczęściej technika walki przeciwników sprowadza się do używania dopalacza i robieniu gwałtownych zwrotów przed asteroidami i innymi takimi obiektami, (jeżeli będziemy próbować powtórzyć jego manewr to na 90% uderzymy w ten obiekt). Co ciekawe zdarzają się systemy, w których jakiś obiekt (gwiazda lub pulsar) emituje śmiertelne promieniowanie uszkadzające nasz statek (!). Ciekawie wyglądają też układy podwójne (astronomiczne odkrycie ostatnich miesięcy).
  Grafika zrobiła na mnie duże wrażenie. W szczególności tła. Graficy odwalili kawał roboty tworząc tak szczegółowe, kolorowe i realistycznie wyglądające mgławice. Jednak tekstury na obiektach są już co najwyżej dobre. Nie są złe, ale rewelacyjne też nie są. Muzyka i dźwięk stoją na bardo wysokim poziomie. Już po samych odgłosach możemy poznać, kto z czego strzela (a już na pewno refire jego broni), natomiast muzyka nadaje całej rozgrywce niesamowitego klimatu.
  Jak każda gra, tak Freelancer nie jest pozbawiony wad. Największą z nich jest monotonność misji. Praktycznie do wyboru mamy 3 rodzaje - Zniszcz wszystkie statki w określonym sektorze, zabij/aresztuj wskazaną osobę lub zniszcz wskazaną bazę. A wszystkie te misje sprowadzają się do strącania kolejnych statków. Innym nieciekawym elementem jest dziwna kompresja wszechświata. Planety są mikrowate, a oblecenie ich orbity zajmuje kilkadziesiąt sekund. Poza tym znajdują się zbyt blisko siebie i są nieruchome (pominę fakt braku wirowania wokół własnej osi, ale po jakiejś orbicie mogłyby krążyć). OStatnią, dla mnie najważniejszą, wadą gry jest fakt, iż autorzy nie wykorzystali potencjału, jaki oferuje stworzone przez nich uniwersum. Sztywna ekonomia (ceny są wszędzie stałe, nie ma krachów itp.) również nie jest zbyt ciekawym elementem, a zarobienie na handlu ogranicza siędo odnalezienia nie tyle "złotego szlaku" co po prostu ciężkiej drogi z punktu A do punktu B (najwięcej idzie zarobić na Nobium ok. 2300 kredytów za sztukę dają na Leipzig Station, natomiast w jednym z systemów "ościennych" (lub granicznych, nie pamiętam) można ten specyfik zakupić za 160 kredytów za sztukę :D - co w sumie daję zysk rzędu 2100 kredytów za sztuke [a freightery mają baaardzo duże ładownie]).
  Gra jednak jednym technicznym elementem pozytywnie mnie zaskoczyła. Mam na myśli wymagania sprzętowe. Mimo iż w minimalnych jest wpisany procesor 600MHz, gra na moim AMD K6-2 500MHz chodziła w miarę dobrze (a już instalator ostrzegał, że jestem poniżej wymagań minimalnych). A po lekkim upgradzie sprzętu gra po prostu mnie zmiotła :D. Wypada jeszcze wspomnieć, że gra nie ruszy na kompach z Windows 95 lub Windows NT (ale kto ich używa), może mieć też problemy (ale nie musi!) na Windows 98. Zapewniam jednak, że na Windows 98 SE wszystko chodzi już dobrze (przynajmniej u mnie :D).

..:: Schismatrix ::..
Ciężko ocenić jednoznacznie tą grę. Z jednej strony jest to najlepszy arcade-space sim, do którego z powodzeniem mogą zasiąść skrajni fanatycy symulacji. A z drugiej irytuje troszkę fakt, iż nie wykorzystano potencjału, jaki stworzyła kreacja tak ogromnego świata. Mimo wszystko jest to aktualnie najlepszy zręcznościowy space sim. Polecam tę grę każdemu, kto lubi szybką akcję i klimaty space-opery.

PS. Międzytytuły to tytuły jednych z najlepszych książek S-F "Recall Not Earth" Autor: C.C. Mac App, "Stars - My Destination" Autor: Alfred Bester, "Schismatrix" Autor: Bruce Sterling - Polecam wszystkie te tytuły :)

9/10
:: PLUSY:
+ Fabuła
+ Grywalność
+ Grafika
+ Muzyka i dźwięki
+ Ogromna przestrzeń do eksploracji
:: MINUSY:
- Kompresja wszechświata
- Niewykorzystanie potencjału gry
- Powtarzające się misje
:: INFO O GRZE:
Gatunek: Space-Sim
Premiera: III.2003
Producent: Digital Anvil/Microsoft Game Studios
Wydawca: Microsoft [www.microsoft.com]
Wydawca w Polsce: APN Promise [???]

Wymagania Sprzętowe: Procesor: 1GHz, Pamięć: 256MB RAM, Akcelerator 32MB (kompatybilny z DirectX 9 )
.:. Wyjście do AM .:.