|
.::.
Brutalne gry
Anonim
"Zabiłem, bo tak robił główny
bohater gry X". Te słowa ostatnimi czasy stały się jednym z częstych
wytłumaczeń młodych morderców. Ale czy to jest prawda? Czy 15-16-letni człowiek
jest tak podatny na wpływ wzorców z ekranu komputera? Czy brutalna gra może być
powodem ataku na przechodnia? Nie! Przytoczone wytłumaczenie w dzisiejszych
czasach stało się bardzo wygodne. Młody morderca nie musi niczego tłumaczyć.
Powie, że to przez grę i już wszyscy są zadowoleni, a zwłaszcza brukowce, mające
powód do zmuszenia jakiegoś redaktorzyny, który w życiu w jakąkolwiek grę
komputerową nie zagrał, do napisania artykułu o szkodliwości gier.
Popatrzmy na kiboli, którzy w latach 90-tych stali się zmorą
policji i władz miast praktycznie każdej miejscowości posiadającej klub
piłkarski. Czy taki szalikowiec widział kiedyś grę komputerową? Czy biega z
bejsbolem po stadionie, bo tak postępuje bohater jakiejś gry? Wątpię, żeby tak
było. Myślę, że (nastoletni) człowiek jest na tyle rozwinięty, aby tak samo
rozróżniać dobro od zła, jak świat rzeczywisty od wirtualnego. Wie, że jeśli
zabije człowieka na ekranie kompa, to gdy znowu uruchomi ten sam poziom,
człowiek ten będzie żył. Wie również, że jeśli posunie się do zabicia człowieka
w rzeczywistości, zrobi coś złego.
Media wmawiają nam, że kiedyś takich sytuacji nie było. Nieprawda!
Przestępstwa nieletnich były, ale nie mówiło się o tym. Teraz, jeśli
niepełnoletni młodzieniec jest sprawcą zabójstwa, to od razu usłyszymy o tym w
wiadomościach każdej telewizji/radia, a wkrótce dowiemy się, że popełnił
zbrodnię w wyniku długotrwałego grania w brutalne gry. A jeśli zabije dorosły?
Usłyszymy, że był pod wpływem alkoholu, był chwilowo niepoczytalny, że zabił, bo
zmusiła go do tego sytuacja materialna. A może młody człowiek posuwa się do
morderstwa z podobnych powodów, co dorośli? Może nie należy wszystkiego zrzucać
na brutalne gry lub filmy?
Ja sam jestem graczem. Spędzam przed komputerem sporo czasu. Gry
traktuję jako rozrywkę. Zdarza mi się zagrać w coś brutalnego, zbijać setki
wrogów. Ale czy mógłbym się posunąć do czegoś podobnego naprawdę? Czy mógłbym
podnieść rękę na bliźniego? Nie! Zostałem wychowany przez swoich rodziców w taki
sposób, że potrafię rozróżnić dobro od zła, wiem, co będzie konsekwencją mojego
postępowania. Wspomniane wychowanie, czyli zachowania wyniesione z domu, są
według mnie głównym powodem zabójstw popełnianych prze małolatów. Nie mam tu na
myśli marginalnych przypadków, rodzin patologicznych, ale zwykłe rodziny i
zwykłych rodziców, którzy nie potrafią odpowiednio zająć się swym dzieckiem. Nie
potrafią z nim rozmawiać, nie potrafią wytłumaczyć, co dobre, a co złe.
Przyznać jednak muszę, że w każdej, nawet najlepszej rodzinie
zdarzają się świry i wtedy nieszczęście gotowe. Lecz takie osoby to malutki
ułamek z tych, którzy grają. Jeden pod wpływem gry zabije i zostanie to
roztrąbione po całym kraju. A ja się pytam: co z pozostałymi setkami tysięcy
młodych graczy? Co z pozostałą rzeszą ludzi zagrywających się godzinami w tę
samą grę?
Jeżeli dalej utrzymujesz, że gry powodują wzrost agresywności
wśród młodzieży, włącz telewizor i poczekaj na wiadomości. Zobaczysz pokolenie
niegrające w gry, czyli niezwykle cnotliwych ludzi, sprawców bezpodstawnych
zamachów, konfliktów i wojen. Ludzi wysyłających ogromne armie w celu zabicia
wielu tysięcy ludzi w imię pseudowalki z terroryzmem. |