.................|B i u l e t y n|........
..........................|F i l m o w y|.


spis treści | poprzednia strona | następna strona


|KILKA SŁÓW O KOMEDIACH|

Wszyscy woło narzekają na to, że w Polskim kinie nie ma akcji, nic się nie dzieje. Aktorzy grają jakoś tak bez wyczucia. Zapala taki papierosa, patrzy w lewo, potem w prawo. W końcu przed siebie. A widz siedzi, oglądając to wszystko, ma ochotę wyjść. I wychodzi. Kto za to płaci? Pan płaci, pani płaci, społeczeństwo płaci (dalej nie wiesz z jakiego filmu zaczerpnąłem pomysł na wstęp? To co ty robisz w dziale poświęconym filmom? Aha, zgubiłeś się...)
Polskim reżyserom brakuje luzu, filmy są sztywne jak żel-betonowy kloc. Poszukajmy zatem optymalnej drogi.

Lata Polskiej Szkoły Filmowej (lata 50-60, filmy m.in Wajdy [Tak panie i panowie - honorowy oscar dla Wajdy powędrował do niego nie za "Pana Tadeusza", a za wczesne filmy właśnie, swoją drogą znakomite]), która była znana na cały świat wzdłuż i wszerz, niestety już minęły. Co nam pozostało? Profesjonalna szkoła operatorska. Tylko w tej dziedzinie robienia filmów wciąż chyba jesteśmy cenieni. A gdzie reszta. Gdzie się podziali ci reżyserzy, dzięki którym polskie kino prężniało, rozwijało się. Gdzie ci reżyserzy, których filmy były oglądane na przeróżnych światowych festiwalach z zapartym tchem, kończone burzą oklasków? Niestety dziś już się nie robi w Polsce dobrych filmów w skali światowej.

Obecnie Polacy kręcą denne komedie, które nijak nie mają się do prawdziwego kina. Mamy więc kolejne obrazy Polskich gangsterów (niech mi ktoś pokaże w Polsce chociaż jednego takiego gangstera - konia z rzędem!).Rozumiem podział na kino rozrywkowe i ambitne, ale u nas tego drugiego nijak nie można dostrzec. Owszem, zdarzają się niskobudżetówki, jednak pojawiają się one tak rzadko, że prawie się ich nie dostrzega. Kto mi wymieni jakąś Polską niskobudżetówkę? Wszyscy odpowiedzą chórem "Męska sprawa". Dobrze, a gdyby film ten nie był nominowany do Oscara? Czy wtedy byłby przytaczany przez ludzi chcących napisać conieco o polskim kinie? Wątpię.
Ostatnią nadzieją rodzimego kina był "Edi", jednak nijak nie pasuje on do produkcji w kierunku których powinno się iść. Jeżeli "Edi" to wszystko na co stać Polaków, w takim razie zatrzymajcie pociąg z tytułem "Kina Polskie", ja wysiadam! Nawet komedie w kraju nad Wisła przestają być komediami. Bo z czego tu się śmiać oglądając taki "Poranek kojota" czy "e=mc2"? Chyba tylko z głupoty ludzi którzy wydają pieniądze by takie coś oglądać (I z czego się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie). Zapewne teraz krzyknie ktoś: "Bo nie ma się z czego śmiać", fakt przyznam mu rację. Wesołe (?) lata socrealizmu minęły już na zawsze, i raczej nie wrócą (chociaż kto wie, powiadają że Lenin wiecznie żywy :). Komedie poprzedniej dekady nie dość że arcyśmieszne, to pełniły jeszcze w pewnym sensie rolę mesjanizmu narodowego. Takie tytuły jak "Miś" czy "Rejs" przeszły do kanonu, nie dlatego że tępiły system (chociaż to w pewnym sensie także jest powód), ale za to że były oryginalne, wprowadzały coś nowego. Głupotą jest myślenie, że nic oryginalnego już się nie wymyśli. Trzeba tylko trochę się zastanowić.
Komedia jest najtrudniejszym gatunkiem filmowych. Często zdarza się, że zamiast bawić - denerwuje, i to całkiem nieźle.
Reżyserzy komediowi wychodzą chyba z założenia, że Polski widz to za przeproszeniem tępak. Boją się wpletywać w dialogi jakiś zabawnym, podtekstowych aluzji. Właśnie tych aluzji, których było pełno w "Misiu" czy w "Rejsie". I znów można powiedzieć "Ale aluzje niczemu już nie będą służeć, bo komuna minęła i nie ma się z czego naśmiewać". Tak, ale wciąż pozostaje dużo tematów z których można się naśmiewać, które są aktualne. Czy Współczesnym brakuje rozumu by pisać takie teksty? Chyba tak, oni wolą wszelkiego rodzają "K***y", "Ch**e" i inne "Sk******ny". To oczywiście czasem bawi, fakt, ale zdarza się że film do jedna wielka koprolalia, i nijak nie da się go oglądać, gdyż zaczyna denerwować aniżeli bawić. Fakt, to sporadyczne przypadki, jednak coraz niestety częstsze w Polskim kinie.
Spójrzmy na komedie które śmieszą, i które takie mają być w zamyśle autorów: "Dzień świra", "Chłopaki nie płaczą" czy "Kiler". Z drugiej strony praktycznie ci sami autorzy, widząc że film odniósł sukces, postanawiają napisać NA SIŁĘ scenariusz, tylko po to by wykorzystać nazwisko reżysera, czy bohaterów owego filmu, których polubiła publiczność. I tak powstają takie gnioty jak "Kilerów dwóch" (chociaż to nie do końca jest gniot, jest kilka fajnych dialogów), wspominane "Poranek kojota" i "E-mc2", czy ostatni film Machulskiego "Superprodukcja".
Poskie kino rozrywkowe zmierza w złym kierunku, brakuje powiewu świeżości, nowej fali. Mam tu na myśli młodych twórców, którzy w żaden sposób nie mogą "wypłynąć".
Wiadomo że dobry dialog polega na tym, że każda kwestia jest śmieszniejsza (!) od poprzedniej. U nas jest raczej na odwrót... każda kolejna kwestia jest jescze bardziej beznadziejna. Wygląda to wszystko tak, jakby autor układał dialogi po 4 piwach, na wpół senny.

Panuje powszechna tendencja: jak komedia, to tylko o gangsterach. Jest to głupota, gdyż w Polskich warunkach scenarzyśc tworzą postacie zabójców, chłopaków z ferajny, nijak nie pasujących do polskich warunków. Może to próba zmierzeniem się z "Pulp fiction", ale podążanie za tym amerykańskim trendem (który już dość dawno wygasł) jest głupotą.
Chciałbym także zobaczyć kiedyś w Polskim kinie komediodramat, pod warunkiem że zrobiony, wyreżyserowany bardzo dobrze. Takim przykładem komedio-dramatu jest "Pułkownik Kwiatkowski", z Markiem Konradem w roli głównej. Ten film jest doskonałą mieszanką ironii na powojennych "socjalistów", a jednocześnie porusza problem narodowy, jak i przedstawiona jest (tragiczna) miłość.
Taka mieszanka np. ironi i dramatyzmu często jest lepsza od filmu trzymającego się mocno gatunku. To właśnie kontrast dodaje "uroku" danemu obrazowi.

Lenny
lennyv@poczta.onet.pl


P.S. Miałem napisać ogólnie o Polskim kinie, a wyszedł mi felieton o komediach...


|strona 12|